Znaków drogowych jest za dużo [wywiad]

Znaki drogowe, Suchy Las (fot. Tomasz Czarnecki)

Z Andrzejem Granicznym, prezesem Stowarzyszenia Linia Życia, rozmawia Tomasz Czarnecki.

Tomasz Czarnecki: – Jedną z głównych przyczyn wypadków drogowych jest przekraczanie dopuszczalnej prędkości. Jednak na niektórych drogach dwu a nawet trzypasmowych są ograniczenia prędkości do 50 km/h. Czy takie rozwiązanie faktycznie sprzyja bezpieczeństwu czy stanowi tylko wymysł osób odpowiedzialnych za oznakowanie drogi, po której można by było jechać szybciej?

Andrzej Graniczny: – Na drogach poza obszarem zabudowanym czasami ograniczenia wprowadzane są tam, gdzie często występują niebezpieczne zdarzenia drogowe, ale brakuje czasu i środków na analizę ich rzeczywistych przyczyn. Wówczas faktycznie, zmniejszenie dopuszczalnych prędkości nie musi do końca eliminować problemu a jeżeli ograniczenia występują to chyba tylko „tak na wszelki wypadek” – najczęściej tam, gdzie może dojść do zagrożenia ze względu na łamanie przepisów czy też z uwagi na brak zabezpieczeń względem pieszych, rowerzystów, zwierząt. Czym innym jest sytuacja, kiedy drogi dwu lub trzypasmowe przebiegają w miastach. Cel ich wybudowania to nie uzyskiwanie dużych prędkości a zwiększenie przepustowości danego odcinka. Zatem przypomnienie kierowcom poprzez ograniczenie prędkości, że to nie droga szybkiego ruchu można uznać za uzasadnione.

Pana zdaniem znaków drogowych na drodze jest za dużo? Za mało? W sam raz?

Na drogach szybkiego ruchu i autostradach moim zdaniem jest ich w sam raz. Gorzej przedstawia się sytuacja na pozostałych trasach. Generalnie w Polsce, szczególnie na ulicach, znaków mamy zdecydowanie za dużo. Uniemożliwia to ich prawidłowy odbiór przez kierujących i ocenę ważności znaków znajdujących się w polu widzenia. Często są rozstawiane „na wszelki wypadek”, na skutek nacisków zainteresowanych osób lub środowisk, bez jakiejkolwiek analizy skutków ich umieszczenia. W dużej mierze zależy to od wiedzy ludzi mających wpływ na projekty i zatwierdzenie organizacji ruchu. Niektóre drogi i ulice wyglądają jak przysłowiowa choinka. Tymczasem w wielu przypadkach wystarczy oznakowanie poziome, bez konieczności dodatkowego „wspomagania” oznakowaniem pionowym.

Najgorzej jest w miastach

Dysponuje pan badaniami, ile znaków drogowych jadąc powiedzmy prędkością 50 czy 90 km/h jest w stanie zauważyć kierowca? W mojej ocenie nawet wykwalifikowany użytkownik auta, na niektórych odcinkach będzie zagubiony…

– Dotychczasowe badania zarówno krajowe jak i zagraniczne nie dają odpowiedzi na to pytanie. Ale nawet z tych szczątkowych informacji, do których dotarłem wynika, że kierowcy nie są w stanie odebrać wszystkich komunikatów wynikających ze znaków i dostosować się do nich. Jest ich na polskich drogach w nadmiarze. Może to w konsekwencji prowadzić i zapewne prowadzi do sytuacji konfliktowych. Czynnik pogarszający istniejącą sytuację stanowi ciągły pośpiech w życiu, towarzyszący także kierowcom.

Czy podczas remontów zarządcy drogi kontrolują oznakowanie? Niedawno 4 kilometry od mojego domu toczył się remont, przy którym oznakowanie ulegało zmianie co 3 dni, niemal za każdym razem na coraz bardziej kuriozalne.

Moim zdaniem sytuacja przedstawia się dość podobnie jak już wyżej wspominałem. Drogi ekspresowe i autostrady oraz drogi krajowe z racji wysokich wymagań, odpowiedniej wiedzy, nadzoru oraz firm wykonawczych mają bardzo dobre zabezpieczenia. Najgorzej, jak chyba wszyscy użytkownicy widzą, jest w miastach, szczególnie w miejscach, w których prowadzone są roboty postępujące, wymagające częstych zmian organizacji ruchu. Choć z drugiej strony od wielu lat można zaobserwować postęp w tym zakresie. Wiedza i kompetencje osób odpowiedzialnych za tymczasowe oznakowania wzrasta. Tym bardziej że z kolei świadomość roszczeniowa potencjalnych poszkodowanych na skutek zaniedbań w zabezpieczeniu robót drogowych także ulega poprawie.

Andrzej Graniczny (fot. Stowarzyszenie Linia Życia)

Czasomierze w całej Polsce?

A jak pan ocenia znajomość oznakowania na drodze przez polskich kierowców? Często do kolizji, wypadków dochodzi na skutek ich nie wiedzy lub mylnej interpretacji?

– Myślę, że ta wiedza wzrasta. Według statystyk, chociażby uwzględniających liczbę wypadków w stosunku do liczby pojazdów poruszających się po drogach, mamy do czynienia z ogromnym postępem w zakresie poprawy bezpieczeństwa. Statystyk co do mylnej interpretacji oznakowania przez kierowców skutkujących wypadkami, nie znam, niemniej jednak problem może tkwić w braku znajomości ulegających zmianie przepisów ruchu drogowego.

Co pan sądzi o czasomierzach odliczających sekundy do zmiany światła na skrzyżowaniu? Może gdyby stosowano je w całej Polsce, kierowcy rzadziej wjeżdżaliby na skrzyżowanie na żółtym i czerwonym świetle?

– Czasomierze to dobra forma wspomagająca płynność ruchu drogowego. Kierowcy posiadający wyprzedzające informacje o zmianie świateł, mogą podjąć decyzje o wcześniejszych ograniczeniu prędkości lub o jej utrzymaniu przed skrzyżowaniem. Moim zdaniem ta dodatkowa wiadomość pomaga, a dodatkowo wpływa na zużycie paliwa. Kolejną zaletą jest mniejsze zdenerwowanie prowadzących pojazdy: kiedy wiedzą, że będą czekać 90 sekund na zielone światło, spokojnie śledzą zmieniające się cyfry. Kiedy tego nie ma, już po 30 sekundach bezczynności rośnie poziom stresu, którego przecież należy unikać na drodze.

Kara za jazdę na zderzaku

Pytanie ogólne, ale konieczne – co pana zdaniem przyczyniłoby się do zmniejszenia liczby wypadków?

– Na pewno edukacja – wprowadzenie już w wieku przedszkolnym i w najmłodszych klasach szkoły podstawowej zajęć dydaktycznych na temat bezpieczeństwa na drogach. Dzieci uczą się malowania, szydełkowania, śpiewania. Świetnie, ale powinny moim zdaniem zdobyć także wiedzę jak poruszać się bezpiecznie po drodze i w jej otoczeniu. Kolejna sprawa to widoczność pieszych i rowerzystów: w XXI wieku, gdzie prawie każda rodzina porusza się pojazdem, dochodzi do sytuacji, w których po zmroku spotykamy „niewidzialnych’” pieszych i rowerzystów. To nie tylko kwestia przepisów, ale i braku elementarnej wiedzy i wyobraźni u takich ludzi. Trzeba zmodernizować infrastrukturę drogową wszędzie tam, gdzie dochodzi do wypadków – tu kłania się propagowana przez nas skandynawska „Wizja Zero”. Policja powinna egzekwować prawidłową jazdę na autostradach i drogach ekspresowych konsekwentnie nakładając mandaty m. in. za jazdę „na zderzaku”, ale i na kierowców „zawalidrogów” jadących lewym pasem na autostradzie, w sytuacji, kiedy pas po prawej stronie jest wolny. Do tego zwiększenie poczucia nieuchronności kary za nieprawidłowe zachowania na drodze, z uwzględnieniem pieszych i rowerzystów, konsekwentne karanie za wymuszanie pierwszeństwa. Pamiętam 15-20 lat temu, gdy na drogach poruszało się zdecydowanie mniej pojazdów, statystyki ofiar śmiertelnych wynosiły 6000-7000 zabitych. Dziś ta liczba spadła o połowę. To niewątpliwy sukces, lecz dane są wciąż przerażające, szczególnie w porównaniu do innych krajów europejskich. Recepta na poprawę tej sytuacji to zatem edukacja, wiedza i świadomość, które w połączeniu ze stale modernizowaną i rozbudowywaną infrastrukturą drogową, będą skutkowały poprawą bezpieczeństwa ruchu drogowego.

I na koniec, czym zajmuje się stowarzyszenie i jakie są główne cele działania?

– Stowarzyszenie Linia Życia jest organizacją, której celem statutowym są działania na rzecz bezpieczeństwa ruchu drogowego poprzez uczestniczące firmy, szczególnie w dziedzinie utrzymania w należytym stanie urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego, infrastruktury drogowej oraz oznakowania dróg. Inaczej ujmując, zajmujemy się wszystkim co „ponad asfaltem” i ma wpływ na bezpieczeństwo na drodze.

Tagi: autostrady, bezpieczeństwo drogowe, błędy w oznakowaniu, czasomierz, drogi ekspresowe, jazda na zderzaku, kierowcy, mandaty, ograniczenie prędkości, oznakowanie na drodze, stowarzyszenie Linia Życia, Wizja Zero, Wypadki, zarządcy dróg, znaki drogowe, znaki poziome