Zakup samochodu elektrycznego – liczymy, czy to się opłaca

Producenci samochodów elektrycznych coraz częściej starają się nas przekonać, że zakup samochodu z napędem elektrycznym jest dobrym wyborem. Stosunkowo niewielki zasięg, długi czas ładowania i wyraźne zmniejszenie możliwości zimą sprawiają, że niełatwo jest jednak przekonać do zakupu takiego pojazdu. Odłóżmy jednak na bok tego typu wady. Sprawdźmy, czy auto elektryczne warto kupić przynajmniej w teorii.

Na wstępie wybierzemy samochód do rozważań. Pod lupę weźmiemy pojazd, który będzie w stanie zastąpić przeciętne auto Kowalskiego. Musi to zatem być coś z segmentu B lub C. Odpadają więc nietypowe rozwiązania takie jak Renault Twizy oraz niewielkie Mitsubishi i-MiEV. Nissan e-NV200 jest z kolei nieco za duży jak na te kryteria. Na nasze potrzeby idealne powinno być Renault Zoe. To samochód o stosunkowo niedużych gabarytach, ale oferujący sporo miejsca w środku. Jest więc rozwiązaniem wyważonym między segmentem B i C.

Renault Zoe dysponuje mocą 88 KM, więc do porównania weźmiemy najpopularniejszy w Polsce w pierwszych czterech miesiącach 2015 samochód z klasy B, z silnikiem o zbliżonej mocy. Będzie to Škoda Fabia z motorem 1,2 TSI. Jednostka ta rozwija 90 KM. Spalanie w mieście wynosi w tym samochodzie według katalogu 6 l benzyny na 100 km. Teraz czas na obliczenia – czy samochód elektryczny się opłaca?

W skład miesięcznych kosztów eksploatacji, pomijając naprawy i serwis, wchodzi dla Zoe nie tylko cena ładowania auta, ale także koszt najmu akumulatorów. Ma to swoje zalety – w cenie dostajemy Renault Assistance oraz gwarancję na prawidłowe działanie i minimalną pojemność (75%). Nie zmienia to jednak faktu, że jest to kwota, którą trzeba dopłacać co miesiąc. Wysokość czynszu za najem jest zależna od deklarowanego rocznego przebiegu auta oraz okres użytkowania, który wybierzemy. Rozważmy wersję optymistyczną – najbardziej korzystną finansowo i niekoniecznie najbardziej praktyczną – 249 zł miesięcznie przy umowie na 36 miesięcy i rocznym limicie przebiegu równym 7500 km.

W ciepłe dni Renault Zoe jest w stanie przejechać na jednym ładowaniu 150 km, a w chłodne 100 km. Ponieważ w Polsce mamy i mroźne zimy i gorące lata, wyciągnijmy z tego średnią. Zakładamy więc, że jedno ładowanie akumulatorów Zoe daje 125 km przebiegu.

Niestety, ze względu na brak dobrej infrastruktury, która pozwalałaby ładować auto np. po dojechaniu do pracy, nie możemy zakładać darmowej jazdy na prądzie prezentowanym właścicielom samochodów elektrycznych w nielicznych punktach RWE. Przyjmijmy więc przykładową taryfę tego operatora. Wynosi ona 50 gr za kWh. Przy maksymalnym, ograniczonym przez Renault przebiegu wynoszącym 7500 km rocznie, dysponujemy 625 km miesięcznie. Nie ma to jednak wpływu na koszt jednorazowego ładowania. Aby akumulator przeszedł ze stanu 0% do 100% potrzebujemy 22 kWh. Oznacza to cenę jednego ładowania równą 11 zł. Przeliczając to na kilometr średniego zasięgu, uzyskujemy czysty koszt przejechania 1000 m w Zoe, wynoszący około 9 groszy.

Niestety, ze względu na najem akumulatorów musimy doliczyć tu jeszcze dodatkową, wcześniej wspomnianą opłatę. Przy maksymalnym dystansie 625 km miesięcznie, oznacza to dodatkowe 39 gr/km. To w sumie daje w Zoe koszt przejechania jednego kilometra równy 48 gr.

Ten wynik porównamy z katalogowym spalaniem Fabii w mieście. Tu kolejny raz dajemy fory Zoe, bo auta elektryczne ze względu na charakterystykę silnika są bardziej oszczędne przy niskich, miejskich prędkościach. Z kolei dla auta spalinowego korzystniejszy byłby wybór wartości dla jazdy w trasie. Zużycie w trybie miejskim wynosi w Škodzie 6 l benzyny na 100 km. Według danych e-petrol, średnie ceny detaliczne Pb95 w Polsce wynoszą obecnie 4,79 zł/l. Oznacza to, że koszt przejechania Fabią 1 km przez miasto wyniesie 28 gr. To 20 gr mniej niż w przypadku Zoe.

Widać, że największym wrogiem Renault w czystej matematyce jest wynajem akumulatorów. Gdyby nie on, cena przejechania jednego kilometra elektrycznym autem byłaby 3 razy niższa niż w Fabii. Sęk w tym, że wtedy prawdopodobnie droższy byłby sam samochód w chwili zakupu. Już teraz Zoe w podstawowej wersji kosztuje 89 900 zł. Dostajemy tu co prawda na pokładzie stosunkowo bogate wyposażenie, ale to i tak zaporowa cena w porównaniu z Fabią, która nawet w najbogatszej odmianie Style kosztuje z 1,2-litrowym motorem benzynowym 53 130 zł. Ba, porównywana Fabia będzie znacznie tańsza nawet z najmocniejszym motorem benzynowym 1,2 TSI o mocy 120 KM i 7-biegową automatyczną skrzynią.

Nie sposób tu nie wrócić do wad wymienionych na samym początku. Oprócz braku opłacalności, wynikającej z samej matematyki, auta elektryczne wciąż mają wiele minusów, które są zbyt problematyczne dla współczesnego kierowcy. Takim autem nie pojedziemy w trasę, w zimę będzie miało krótszy zasięg, a nawet 150 km dostępne w lato, to wciąż odległość, która zmusza do ciągłego kalkulowania, czy starczy nam energii, aby dojechać do domu lub jednej z nielicznych stacji ładowania.

Jeśli chcemy być proekologiczni, pozostają nam hybrydy. To auta, które dają zalety pojazdów elektrycznych w mieście, a jednocześnie nie zmuszają do wyrzeczeń, dając wolność, gwarantowaną przez silnik spalinowy.

3 odpowiedzi na “Zakup samochodu elektrycznego – liczymy, czy to się opłaca”

  1. andrzej2015 napisał(a):

    Zasadnicza różnica pomiędzy samochodem spalinowym a elektrycznym. Bak na benzynę/olej napędowy kosztuje kilkaset złotych. Bak na prąd (akumulator) kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych. Różnice w kosztach eksploatacyjnych to pochodne różnicy cen baków 🙂

  2. andrzej2015 napisał(a):

    Hybryda to ani rak ani ryba. Może i ekologiczny ale ni spalinowy ni elektryczny 🙂

  3. Doradca Instytutu OŚ napisał(a):

    Warto pamiętać, że im więcej samochodów na prąd będzie na ulicach miast tym
    mniejsza będzie emisji spalin, a z kolei obniży koncentrację gazów cieplarnianych w atmosferze. Ekologia jest równie ważna co ekonomia.

    Tomek,
    Doradca online Instytutu Ochrony Środowiska

    elektromobilnapolska.pl

Tagi: ekologia, eksploatacja, Fabia, Koszty, poradnik, Renault, samochód elektryczny, skoda, zasięg, zoe