Zakopałeś się w śniegu? Nie panikuj!

zima

fot. sxc.hu

Kierowcy każdej zimy doświadczają podobnych problemów. Jednym z nich jest zakopywanie się samochodu w śniegu. Gdy przydarzy nam się tego typu sytuacja, nie powinniśmy reagować gwałtownie, ponieważ możemy utknąć na dobre.

Stres jest złym doradcą. Jeśli nasz samochód zostanie przysypany na postoju śniegiem lub wpadniemy w zaspę, powinniśmy zachować zimną krew.

Jeśli auto nie rusza z miejsca, to nie powinniśmy wciskać gazu do oporu. Powód jest bardzo prosty. Buksujące koła sprawiają, że znajdujący się pod nimi śnieg błyskawicznie się stopi, a po paru chwilach może zamienić się w lód. Koła zagłębią się jeszcze bardziej, a opony nie będą w stanie złapać przyczepności na bardzo śliskiej nawierzchni.

Zanim postanowimy podjąć próbę ruszenia, oceńmy sytuację. Sprawdźmy otoczenie. Zobaczmy, jak duża odległość dzieli nas od suchej drogi lub chociaż takiego fragmentu trasy, w którym nie zakopiemy się ponownie zaraz po zatrzymaniu.

Należy też dokonać inspekcji pojazdu, szczególnie pod kątem tego, czy wloty powietrza i rura wydechowa nie są zatkane. Jeśli tak, to możemy mieć problem z uruchomieniem silnika. Musimy też pozbyć się zamarzniętych grud śniegu i błota z nadkoli, inaczej mogą one zablokować koła lub wręcz uszkodzić ogumienie.

Jeśli dysponujemy saperką lub łopatą, oczyśćmy sobie drogę i pozbądźmy się śniegu spod nadwozia. Być może wystarczy to wydostania się z trudnej sytuacji. Pomoże też posypanie okolic kół piaskiem lub żwirem. W ostateczności można wcisnąć pod opony gumowe dywaniki.

Gdy zabieramy się do ruszania, musimy przede wszystkim pamiętać o wyprostowaniu kół. Najłatwiej będzie nam wyjść z opresji przy pomocy współpasażerów lub przechodniów. Zimą powinniśmy pamiętać o solidarności na drodze. Gdy zobaczymy kogoś w potrzebie, starajmy się go wspomóc.

Przy pchaniu samochodu też obowiązują pewne zasady. Najlepiej będzie, jeśli osoby udzielające nam pomocy oprą ręce o części karoserii, które najmniej się uginają, np. o rogi nadwozia. W przeciwnym razie w blachach mogą pojawić się wgłębienia. Gdy pomocy udziela nam większa grupa, jedna lub dwie osoby mogą dociążać oś napędową, co ułatwi ruszenie.

Jeśli jesteśmy sami i nie mamy pod ręką saperki, to ze „śniegowego dołka” możemy wyjechać, stosując tzw. technikę huśtawki. W tym celu musimy rozbujać samochód w osi przód-tył. Najpierw wrzucamy pierwszy bieg i spokojnie ruszamy. Po chwili koła napotkają opór. Wtedy puszczamy gaz i szybko wrzucamy bieg wsteczny, wspomagając ruch do tyłu. Z czasem samochód zacznie się coraz mocniej bujać, aż w końcu koła wydostaną się z zagłębień.

Na tym nie koniec. Nie zatrzymujemy się, dopóki nie wyjedziemy na suchy lub w miarę odśnieżony odcinek drogi. Inaczej ryzykujemy, że ponownie się zakopiemy.

Ze śniegu można wyciągnąć pojazd przy użyciu linki holowniczej. Należy jednak koniecznie pamiętać o tym, aby kierowca pojazdu holującego przed podjęciem próby wyciągnięcia auta holowanego odjechał na tyle, aby napiąć linkę. Gwałtowne szarpnięcie może doprowadzić nie tylko do zerwania liny, ale także wyrwać ucho holownicze czy np. kawałek zderzaka w jednym lub drugim samochodzie.

Jak radzicie sobie z wyjeżdżaniem samochodem z głębokiego śniegu? Udzielacie pomocy kierowcom, którzy nie mogą ruszyć z miejsca?

3 odpowiedzi na “Zakopałeś się w śniegu? Nie panikuj!”

  1. Erwub napisał(a):

    Podstawa to łopata! 😛

  2. Julian napisał(a):

    Wszystko się zgadza, łopatę też woziłem, a dywanik jak mi raz wystrzelił to myślałem że zabije sąsiada, a teraz mam gumowe maty ze stalowymi kolcami. SNOWPAD i daje radę nawet sąsiadom. WG mnie to co ktoś to wymyślił to miał łeb na karku. Wysłałem namiary kuzynowi z Niemiec i też jest zadowolony.

Tagi: Holowanie, jak wyjechać ze śniegu, mróz, saperka, śnieg, zakopanie się w sniegu, zaspa, zima