Unikatowe motocykle z Wrocławia [wywiad]

Kolejne realizacje pchają mnie do przodu, ponieważ chciałbym zbudować coś, czego jeszcze nie widziałem na drodze – mówi Grzegorz Korczak, założyciel i dyrektor artystyczny wrocławskiego warsztatu Unikat zajmującego się przerabianiem motocykli.

Z wykształcenia jesteś operatorem kamery po łódzkiej filmówce. Brałeś m.in. udział w realizacji nominowanego do Oscara „Królika po berlińsku”. Dlaczego postanowiłeś zaangażować się w branżę motoryzacyjną?

Motoryzacja kręciła mnie od dziecka. Myślę, że mam to po ojcu, który kocha samochody. Ja jednak zawsze marzyłem o motocyklu. Mając 16 lat z pieniędzy uzbieranych z kieszonkowego kupiłem Junaka M10 z koszem. Można rzec, że zrobiłem to „podwójnie nielegalnie”. W wieku 16 lat nie mogłem kierować tak dużym motocyklem. Poza tym było to wbrew woli rodziców, którzy nie zgadzali się, żebym jeździł na motorze.

Nie miałem ani warsztatu, ani dostatecznego doświadczenia. Junak więcej stał niż jeździł. Nie umiałem go skutecznie naprawiać. Jeździłem sporadyczne, kilka razy w sezonie. Najczęściej i tak na pierwszym skrzyżowaniu Junak gasł, a ja wracałem skruszony i spocony pchając go do domu.

Trzy lata temu, gdy moja pierwsza córeczka była jeszcze w brzuchu, uświadomiłem sobie, że wkrótce wszystko będzie się kręcić wokół niej. Stwierdziłem, że muszę jeszcze zrobić coś dla siebie. Zdecydowałem się wydać oszczędności na Triumpha Bonneville’a. Chciałem mieć motocykl, którym można jeździć na co dzień. I tak rzeczywiście jest. Kiedy tylko się da, a czasami też wtedy, gdy teoretycznie jest to niemożliwe, jeżdżę na Triumphie.

Nie był to jednak motocykl wymarzony pod względem wizualnym. Zacząłem go przerabiać. Zawsze miałem pewne zdolności manualne i techniczne. Moja mama jest architektem, a tata jest po szkole budowlanej, więc w domu tworzyło się różne rzeczy. Mój tata potrafi zrobić schody czy wieszak.

Też zbudowałem parę mebli do domu, więc stwierdziłem, że kilka prostych rzeczy przy motocyklu będę umiał zrobić. Zacząłem go modyfikować. Gdy skończyłem nad nim pracować okazało się, że podoba się nie tylko mnie, ale też innym ludziom.

Za Triumpha oferowano mi bardzo fajne pieniądze. Nie chciałem go jednak sprzedawać, ponieważ był to mój wymarzony motocykl. Budowanie drugiego takiego samego nie sprawiłoby mi frajdy. Jednej z osób, która chciała kupić mojego Triumpha zaproponowałem: może zrobię dla ciebie twój wymarzony motocykl? Po pierwszej realizacji przyszły kolejne i tak to się zaczęło.

Filmy w większości powstają przed komputerem. Ciągła lawina e-maili i wirtualne sytuacje. Praca manualna jest o wiele przyjemniejsza, więc film idzie trochę w odstawkę.

Czy postrzegasz maszyny jako dzieła sztuki użytkowej?

Tak, myślę o nich jako o sztuce użytkowej. Tak naprawdę podział między sztuką a techniką jest zupełnie sztuczny. Nie ma jednego bez drugiego. Nie ma sztuki, które nie wymagałaby kunsztu i technologii. W najgorszym przypadku technika może być brzydka, odznaczać się brakiem walorów sztuki. Nie może być jednak awizualna, zawsze ma swoją formę.

Interesuje mnie projektowanie domów, wnętrz, mebli czy też scenografii. Największą frajdą jest połączenie praktyczności przedmiotu z estetycznym wykonaniem.

Właśnie to mnie w motocyklach najbardziej kręci. Poza tym odkręcanie gazu w maszynie, która ma 80 KM i waży 200 kg jest świetnym przeżyciem.

Czy motocykle dostosowujesz ściśle do wymagań klientów, czy klienci przychodzą do Ciebie, ponieważ znają Twój styl i chcieliby mieć jednoślad przypominający inne pojazdy Twojego projektu?

Znają mój styl. Ufają, że jeśli pokażą mi kilka swoich „maszyn marzeń”, opowiedzą wyczerpująco o tym, co ich interesuje, jak jeżdżą, czym jeżdżą i z kim jeżdżą, to albo znajdziemy wspólny mianownik, albo odpowiem im „nie czuję tego, to nie moja broszka”.

W tym pierwszym przypadku robimy coś, co będzie satysfakcjonujące dla obu stron. Chcę sprawić, że mój klient będzie zadowolony w 100%, ale chcę też czuć dumę z tego co robię, dlatego tak ważne jest znalezienie kompromisu.

Od czego zaczyna się praca nad danym motocyklem?

Od projektu w Photoshopie pokazującego, jak pojazd może wyglądać. Zazwyczaj motocykle, które trafiają do Unikatu są już w jakiś sposób przerobione, szczególnie te z rynku wtórnego. Dobrze jest bazować na zdjęciu danego egzemplarza, a nie katalogowym. Potem w Photoshopie zaczynam motocyklowi odcinać różne rzeczy, dorabiać, przerabiać. Fotorealistyczny projekt to dobra baza do rozmów z klientem i w naszej ekipie. Można np. ocenić w jakich kolorach motocykl dobrze wygląda.

Jak duży zakres prac wykonujesz samodzielnie? Czy masz kogoś, kto pomaga Ci np. w sprawach mechaniki?

Chciałbym robić wszystko sam, dlatego m.in. nauczyłem się podstaw tapicerowania. Nie jestem na tyle dobry w kwestiach mechaniki, aby np. samodzielnie regenerować silnik. W związku z tym współpracuję z Adamem Reuttem z Moto303 [sklep i serwis motocykli i skuterów – przyp. red.].

Współpracuję też z Kubą z Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Studiuje on wzornictwo przemysłowe, a konkretnie środki transportu. W dodatku zrobił kilka motocykli w swoim życiu, wie jak wyklepać blachy czy spawać. Praca dla Unikatu to dla niego poligon doświadczalny. W tej chwili poszukuję blacharza, który będzie w stanie wyklepać np. bak czy błotnik.

Czy wiele elementów tworzycie własnym sumptem, np. siodełka, skoro nauczyłeś się pracować nad tapicerką?

Tak, robimy siodełka. Mamy plan, żeby do najnowszego motocykla zrobić samodzielnie wydech czy półki kierownicy. Często na motocyklach jest wiele zbędnych gratów. Z jednego potrafimy zdjąć od 5 do 15 kg rzeczy, które nie są niezbędne.

Jakie maszyny najbardziej lubisz przerabiać?

W tej chwili mam plan, żeby udowodnić, że niemal w każdej dziedzinie mam coś do powiedzenia i w każdej jest coś do poprawienia. Z fabryk wyjeżdżają produkty, którą są uśrednione. Robi się badania, które sprawdzają ilu osobom spośród tysiąca dany motocykl czy samochód wydaje się atrakcyjny. Firmy podczas projektowania nie mogą polegać na skrajnych emocjach. Oczywiście są tacy producenci, ale mówimy tu raczej o markach ekskluzywnych. Bugatti ma się podobać ściśle określonej grupie.

W związku z tym, że wytwarzane seryjnie motocykle są uśrednione, widzę w nich możliwość poprawienia bryły zgodnie z moim gustem. W dodatku wiem, że znajdą się ludzie, którym się to spodoba.

W najbliższym czasie chciałbym przerobić motocykl z każdej kategorii. Przykładowo, szukam kogoś, kto oddałby mi do modyfikacji ścigacza lub Harleya Davidsona Sportsera. Ścigacz który pozostałby ścigaczem, ale np. zostałby bardzo efektownie pomalowany. Teraz na warsztacie mamy m.in. enduro i café racera. Może zrobimy też motocykl typu bobber. Chciałbym przerobić kilka skuterów, m.in. Piaggio MP3 z dwoma kołami z przodu, skuter z dachem.

Czy planujesz zająć się motocyklami z silnikami o pojemności 125 cm3, które zyskują na popularności w związku z tym, że mogą nimi jeździć kierowcy z prawem jazdy kategorii B?

Motocykle 125 to dla mnie wyzwanie. Mam poczucie, że nie ma ładnych modeli z tej kategorii. Mamy na koncie Rometa Ogara. Wszyscy którzy słyszeli o moim pomyśle przerobienie go twierdzili, że wizualnie z tego motocykla nie da się nic wycisnąć i nadaje się on tylko do przerobienia na żyletki. Natomiast jest sporo osób zachwycających się innymi walorami  Ogara: jest lekkim, małym motocyklem np. dla kobiet czy początkujących. W dodatku jest on bardzo tani [sugerowana cena producenta to 4999 zł, po customie od 6500zł– przyp. red.]. Nasz egzemparz nie stracił swoich zalet, a zyskał niepowtarzalny wygląd. Motocykle 125 też mogą być fajne, estetyczne, zindywidualizowane.

Czy jesteś w stanie oszacować, ile mniej więcej trwa przerobienie motocykla, czy jest to sprawa zależna od zbyt wielu czynników?

Z tym jest różnie. Od dwóch tygodni do trzech miesięcy. Na skończenie Hondy CB550, którą teraz mamy na warsztacie potrzeba będzie jeszcze więcej czasu. Prawdopodobnie prace nad nią potrwają przynajmniej cztery miesiące.

Zapewne podobnie trudno podać koszt zmodyfikowania maszyny?

Jest to kwestia bardzo indywidualna. Zdarza się tak, że ktoś przyjeżdża z nowym, ciekawym, atrakcyjnym motocyklem i pyta się mnie, co bym z nim zrobił. Ja zaś stwierdzam, że bym tylko przemalował. Ktoś chciał kiedyś oddać do przeróbki Vespę. Vespa jest akurat jednym z niewielu w całości skończonych projektów. Może zmieniłbym manetki i tyle.

Jeśli chodzi o pieniądze górna granica jest praktycznie nieskończona. Motocykl można właściwie zbudować od nowa. W przypadku maszyn starszych, gdzie trzeba uwzględnić renowację i tuning, modyfikacje mogą kosztować tyle, co nowy tego typu jednoślad.

Skąd czerpiesz inspiracje do projektów? Przeglądasz się dziełom innych twórców budujących motocykle customowe?

Wiadomo, że oglądam prace innych, ale każdy z nas ma w głowie pełno ikon. Nawet nie jesteśmy tego w pełni świadomi. Nie staram się naśladować pomysłów amerykańskich. Oczywiście, komuś może się podobać amerykański styl. Może chcieć choppera czy bobbera. Nie ma w tym nic złego. Na tym polega piękno tej dziedziny.

Jednak przeciętny Europejczyk ma zakodowane zupełnie inne kształty i proporcje, które uznaje za estetyczne. Ja próbuję nawiązywać do takich kwestii, jak wspomnienia z dzieciństwa. Wiele rzeczy mogło nam się zakorzenić poprzez oglądanie filmów czy zdjęć rodzinnych, na których widać dziadka na Junaku. Staram się tworzyć motocykle, których nie ma, a chciałbym żeby istniały.

Kolejne realizacje pchają mnie do przodu, ponieważ chciałbym zbudować coś, czego jeszcze nie widziałem na drodze. Dla przykładu, bardzo kręci mnie myśl o przerobieniu Kawasaki W800, ponieważ widzę w tym motocyklu potencjał, a nie widziałem jeszcze egzemplarza, który wg mnie byłby ładnie zmodyfikowany.

Unikat wkrótce ma się przenieść do nowej siedziby zlokalizowanej w centrum Wrocławia, w okolicach ul. Legnickiej. Czy w związku z tym planujecie rozszerzyć działalność na inne pola?

Tak, szykujemy się do uruchomienia projektu Motokolektyw. Będzie to dostępny dla każdego warsztat, który będzie działał na zasadzie klubu. Po wykupieniu członkostwa będzie można korzystać z narzędzi, podnośników i innych rzeczy potrzebnych do grzebania przy motocyklach. W warsztacie będzie można dokonywać zarówno drobnych napraw, jak i głębszych modyfikacji. Jeśli ktoś będzie potrzebował miejsca do przeprowadzenia małego przeglądu czy reperacji na jeden wieczór, to też nie będzie z tym problemu.

Chcemy, żeby Motokolektyw stał się miejscem pozwalającym zintegrować wrocławską społeczność motocyklową. Owszem, są klasyczne kluby, ale chcemy się otworzyć na nową falę motocyklistów. Grono entuzjastów motocykli się rozszerza. Na jednośladach jeździ coraz więcej osób. Nie jest to już stereotypowa grupa mężczyzn w jeansach i skórach na Harleyach. Zaznaczam jednak, że nie chcemy się zamykać w jednym stylu, jesteśmy otwarci na wszystkich. W Motokolektywie będzie oddzielona od hałasu przestrzeń dla dzieci. Chcemy organizować warsztaty.

Na ul. Kruszwickiej 26/28, w siedzibie Unikatu, powstanie także atelier, w którym będzie można robić zdjęcia motocykli. W Internecie można znaleźć dużo fotografii kierowców i ich ukochanych maszyn, jednak często są one dość kiepskie. Atelier ma im pozwolić na przeprowadzenie sesji, której efektem będą stylowe, wysokiej jakości zdjęcia.

Rok 2015 zaczyna się dla nas bardzo twórczo i mam nadzieję, że w kolejnym wywiadzie opowiem więcej o owocach naszej pracy. Zapraszam też na naszą stronę 1of1.pl lub facebooka.

Jedna odpowiedź do “Unikatowe motocykle z Wrocławia [wywiad]”

  1. jacki napisał(a):

    ten kawasaki został naprawdę pięknie zrobiony. Chętnie bym się przejechał

Tagi: motocykle, motocyklista, Tuning, wywiad