To świadkowie wypadku ratują zdrowie i życie [wywiad]

Ratownicy medyczni mogą skutecznie pomagać między innymi dzięki działaniom świadków zdarzenia. Fot. Archiwum rozmówcy.

Z Danielem K. Węgrzynkiem, CEO Grupy ANG i pomysłodawcą projektu „Pierwszopomocni na drodze” rozmawia Tomasz Czarnecki.

Tomasz Czarnecki: Ile procent kierowców pana zdaniem potrafiłoby się prawidłowo zachować widząc wypadek? Innymi słowy – czy Polacy są dobrze przeszkoleni w zakresie udzielania pierwszej pomocy?

Daniel K. Węgrzynek: – To trudne pytanie. Według moich obserwacji z każdym rokiem procent ten ulega raczej zwiększeniu, choć daleki jestem od huraoptymizmu. Niestety, system kształcenia przyszłych kierowców pod względem udzielania pierwszej pomocy pozostawia wiele do życzenia, temat w trakcie kursu na prawo jazdy jest niejednokrotnie marginalizowany, traktowany pobieżnie. Z drugiej strony mamy coraz więcej ciekawych akcji jak choćby „Ratownik Drogowy” czy „Moto-Medic” wspierających pozyskiwanie informacji i umiejętności. Podpierając się materiałami z Europejskiej Rady Resuscytacji (ERC) – każdego roku u około 400 000 Europejczyków występuje nagłe i niespodziewane NZK (Nagłe Zatrzymanie Krążenia), z czego w około 350 000 przypadkach zdarza się to poza szpitalem. Do NZK może dojść wszędzie, na przykład na ulicy, w miejscu pracy, w czasie ćwiczeń rekreacyjnych oraz innego typu wysiłku fizycznego. Co ciekawe, przeważająca większość tego rodzaju sytuacji występuje w domu. Podjęcie resuscytacji krążeniowo-oddechowej (RKO) przez świadków zdarzenia może spowodować dwu a nawet trzykrotny wzrost przeżywalności. Na dzień dzisiejszy tylko w jednym na pięć zdarzeń pozaszpitalnego NZK podejmowana jest resuscytacja.

Przykładowo, w Wielkiej Brytanii jedynie 14 proc. dzieci i młodzieży w szkołach regularnie uczy się udzielać pierwszej pomocy w postaci resuscytacji krążeniowo-oddechowej z użyciem AED. Średnia częstość udzielania pierwszej pomocy przez świadków zdarzenia w Zjednoczonym Królestwie wynosi 30 proc., a przeżywalność pozaszpitalnego NZK to tylko 2-12 proc. Częstość udzielania pierwszej pomocy przez świadków zdarzenia różni się w Europie, np. w hiszpańskiej Andaluzji wynosi zaledwie 12 proc., w Niemczech 15 proc., Holandii 61 proc., Szwecji 59 proc. Aktualna przeżywalność w pozaszpitalnym NZK w różnych krajach i regionach także jest inna. Ogólna w państwach tzw. Europy Wschodniej wynosi średnio 6 proc., w Holandii i krajach Skandynawskich (Norwegia, Szwecja) sięga 40 proc

Wypadek. Co robić?

Jaka jest recepta, by to poprawić? Osobiście kilka lat temu przechodziłem dwa razy takie szkolenie, ale czy dziś bym się zachował prawidłowo – sam nie wiem…

– Opierając się na wytycznych ERC i AHA (American Heart Association) z 2015 roku, odstępy czasu pomiędzy szkoleniami przypominającymi będą różne w zależności od ich adresatów (np. laicy lub pracownicy ochrony zdrowia). Wiadomo, że umiejętności potrzebne do prowadzenia resuscytacji krążeniowo-oddechowej są z upływem czasu coraz gorsze, zatem strategia corocznych szkoleń przypominających może być niewystarczająca. Obecnie sugerowane są krótkie zajęcia przypominające, skupione głównie na praktyce. Mówiąc krótko, recepta na poprawę obecnej sytuacji to systematyczne szkolenia z możliwie często powtarzalnością oraz edukowanie dzieci od najmłodszych lat, nawet od przedszkola.

Opiszmy zatem pokrótce jak należy się zachować, gdy dojdzie do wypadku drogowego. To kontrowersyjne, ale najważniejsze jest zabezpieczenie samego siebie, czyli miejsca, w którym udzielamy pierwszej pomocy…

– Jest takie powiedzenie: „Dobry ratownik, to zdrowy i żywy ratownik!”. A więc bezpieczeństwo osoby udzielającej pomocy stanowi kwestię najważniejszą. Gdy go nie zachowamy, nagle może się okazać, że z jednego poszkodowanego mamy kilku, bo ktoś nie zabezpieczył miejsca zdarzenia. I nie ma komu już ratować, bo inni świadkowie są sparaliżowani strachem. Ale zaczynając od początku. Zatrzymujemy swój samochód, włączamy światła awaryjne, zakładamy kamizelkę odblaskową, rozstawiamy trójkąt ostrzegawczy, warto także zostawić włączone światła by nam oświetlały miejsce zdarzenia. Nie biegniemy „na hurra”, przede wszystkim musimy na chwilę stanąć, rozejrzeć, ocenić co się stało, czy możemy podejść w rejon zdarzenia, ilu może być poszkodowanych, itd. Jeśli naszym zdaniem jest bezpiecznie, idziemy do miejsca zdarzenia. Wyłączamy silnik/silniki i wyciągamy kluczyki ze stacyjki, najlepiej rzucając na podszybie. Analizujemy wstępnie stan poszkodowanych oraz ich liczbę. Wykonujemy wstępną „segregację” związaną ze stanem rannych, jeżeli więcej niż jedna osoba potrzebuje pomocy.

Następnie wzywamy służby ratunkowe dzwoniąc na numer 112 lub 999. Rozmawiamy z dyspozytorem medycznym/operatorem numeru alarmowego odpowiadając na zadawane pytania. Przekazujemy informacje: numer telefonu, z którego dzwonimy, swoje imię i nazwisko, gdzie doszło do zdarzenia – miasto, ulica numer domu/mieszkania, charakterystyczne punkty, np. numer słupka na drodze, numer drogi, kierunek, w którym jechaliśmy), co się stało. I uwaga: nigdy pierwsi nie kończymy rozmowy. Dopiero wtedy udzielamy pierwszej pomocy, pamiętając o własnym bezpieczeństwie, czyli rękawiczkach jednorazowych, maseczce do sztucznego oddychania, itp. Naturalnie jeśli nie jesteśmy sami, zadzwonić do służb powinien inny świadek zdarzenia. Należy wtedy wskazać konkretną osobę i powiedzieć co ma zrobić, a nie pytać „kto pomoże”.

Daniel K. Węgrzynek, CEO Grupy ANG i pomysłodawca projektu „Pierwszopomocni na drodze”. Fot. Archiwum rozmówcy.

Ocenić stan rannego

Czynności dostosowujemy oczywiście do sytuacji, ale zakładamy, że ranny jest nieprzytomny i leży w samochodzie. Co powinniśmy zrobić najpierw?

– Gdy oceniliśmy, że jesteśmy bezpieczni, powinniśmy podejść do samochodu głośno wołając do kierowcy/pasażera – starając się nawiązać kontakt słowny. Gdy jest to nieskuteczne sprawdzamy tzw. „bodziec bólowy”, np. potrząsamy, szczypiemy w rękę lub szyję, by zobaczyć czy poszkodowany reaguje. Jeśli nie, musimy sprawdzić oddech. W tym celu delikatnie chwytamy za głowę poszkodowanego, odchylamy ją do tyłu, opieramy o zagłówek fotela i sprawdzamy oddech przez 10 sekund przez zasadę 3xP (popatrz, poczuj, posłuchaj). Jeśli ranny oddycha możemy go pozostawić w samochodzie, trzymając jego głowę przy zagłówku fotela siedząc np. na tylnej kanapie auta, co minutę ponownie oceniając oddech.

A jeżeli nie oddycha? Wytyczne odnośnie sztucznego oddychania ponoć uległy zmianie.

– Może na początku doprecyzuję. Sztuczne oddychanie to tylko jedna z czynności w trakcie resuscytacji, drugą najważniejszą jest uciskanie klatki piersiowej. Wytyczne ERC i AHA odnośnie resuscytacji krążeniowo-oddechowej modyfikowane są co pięć lat, ostatnio w 2015 roku. Na dzień dzisiejszy „osoby niemedyczne” posługują się algorytmem 30:2, a więc 30 uciśnięć klatki piersiowej na głębokość 5-6 cm, w tempie 100-120/min (około dwa uciśnięcia na sekundę). Wyprostowane, zblokowane w łokciach ręce trzeba ułożyć na środku klatki piersiowej. Co do oddechów ratunkowych, czyli sztucznego oddychania. Oddech powinien być wykonany po udrożnieniu dróg oddechowych – odchyleniu głowy do tyłu. Zatykamy palcami skrzydełka nosa, by nie uciekło nam tamtędy powietrze i dokładnie obejmujemy usta poszkodowanego naszymi ustami. Wykonujemy dwa oddechy, kątem oka obserwując czy unosi się klatka piersiowa. Jeśli oddech powrócił lub nie musieliśmy wykonywać resuscytacji, zabezpieczamy rany, krwawienia, złamania, wspieramy rannego w tej stresowej sytuacji. Co ważne, nadal oceniamy co minutę stan poszkodowanego, czekając na przyjazd ratowników, policji. Przed tymi wszystkimi działaniami musimy ewakuować poszkodowanego z samochodu, jednak robimy to tylko w wyżej opisanej sytuacji lub innego rodzaju zagrożenia życia.

Nieudzielenie pomocy jest karalne

Co w sytuacji, gdy by wykonać resuscytację musimy bezpośrednio dotykać ust rannego, bo nie mamy maseczki?

– Nigdy nie wiemy czy poszkodowany, któremu udzielamy pomocy jest zdrowy, dlatego by zminimalizować ryzyko powinniśmy stosować zabezpieczenie, co najmniej w postaci jednorazowej maseczki do sztucznego oddychania oraz rękawiczek jednorazowych. Jeżeli nie mamy dostępnej maseczki do sztucznego oddychania, możemy odstąpić od oddechów ratunkowych i stosować tzw. technikę „Hands only”, a więc tylko uciskanie klatki piersiowej aż do czasu przyjazdu wykwalifikowanej pomocy.

Część osób zapewne unika udzielania pierwszej pomocy ze strachu, że zrobią coś nie tak…

– To bardzo częste pytanie w trakcie szkoleń pierwszej pomocy: „a co się stanie jak zrobię mu krzywdę?”. Współpracujący ze mną ratownicy medyczni odpowiadają przewrotnie: „co możesz zrobić gorszego rannemu od tego, że za chwilę, bez twojego działania, na pewno umrze?” Błąd stanowi tylko nie udzielenie pierwszej pomocy, za co nawet grozi kara. Na przykład kierowca ciężarówki w Niemczech we wrześniu 2017 roku na niemieckiej autostradzie A8 będący świadkiem wypadku zamiast pomóc motocykliście zaczął nagrywać całą sytuację. Policja pociągnęła go do odpowiedzialności, zresztą słusznie, bo obojętność zabija poszkodowanych. A warto pamiętać, że gdy udzielamy pierwszej pomocy, my „ratownicy”, jesteśmy chronieni prawem jak funkcjonariusz publiczny.

Korytarz życia jest blokowany

Czyli jedyne czego nie należy robić, to być biernym…

– Lepsze jest jakiekolwiek działanie niż jego brak. Warto by kierowcy, ludzie, świadkowie zdarzenia, pamiętali, że to dzięki nim ratownicy medyczni mogą udzielić wykwalifikowanej pomocy medycznej. Ambulans może przyjechać na miejsce zdarzenia po 4 minutach lub po 45 minutach od wezwania, bo nie będzie tzw. „korytarza życia” lub co w ostatnim czasie pokazują w mediach, droga zostanie zatarasowana przez nieodpowiedzialnych kierowców, którzy chcąc uciec z korka tamują przejazd dla służb ratunkowych. Wspólnie z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad przygotowujemy specjalną ulotkę z tym związaną dla prowadzących pojazdy. Będzie ona dostępna na stacjach paliw jak również na naszych wakacyjnych eventach.

Więcej informacji na temat udzielanie pierwszej pomocy można uzyskać podczas fachowego szkolenia. Ile ono kosztuje, gdzie się nauczyć?

– W ostatnich latach widać na rynku szybki rozwój firm szkoleniowych z zakresu pierwszej pomocy. I dobrze. Tylko poprzez częste szkolenia możemy podnieść procent. przeżywalności poszkodowanych. Musimy wszyscy sobie uświadomić, że to świadkowie zdarzenia ratują zdrowie i życie. Bez nich szanse na skuteczną pomoc ratowników medycznych znacznie maleją. Firm szkoleniowych jest wiele zatem i ceny są zróżnicowane. To co mogę zasugerować, warto dobrze sprawdzić podmiot, który będzie prowadzić takie zajęcia. Polecam firmy, w których kadrę instruktorską stanowią czynni ratownicy medyczni pracujący w systemie PRM, posiadający wiedzę i doświadczenie, a nie tylko teorię. Spotkanie powinno się składać z dwóch części: teoretycznej, gdzie poznajemy najnowsze wytyczne ERC, AHA i praktycznej. Drugie z wymienionych polega na ćwiczeniach na specjalistycznych fantomach z wykorzystywaniem innych materiałów szkoleniowych oraz nowoczesnych technologii dostępnych jak urządzenia AED. Warto korzystać z każdej okazji do przypomnienia sobie elementów resuscytacji na wszelkiego rodzaju eventach, piknikach, festynach, gdzie coraz częściej znajduje się miejsce do nauki RKO.

„Pierwszopomocni na drodze”

Proszę coś powiedzieć o państwa akcji. „Pierwszopomocni na drodze” – brzmi bardzo interesująco…

– Projekt „Pierowszopomocni na drodze” jest skierowany do wszystkich kierowców, szczególnie prowadzących pojazdy ciężarowe, a więc ludzi dużą część życia spędzających za „kółkiem”. Niejednokrotnie to właśnie oni zjawiają się pierwsi na miejscu zdarzenia lub są nawet ich uczestnikami. Chcemy zachęcić, przekonać samych kierowców jak również ich pracodawców, że przeszkolony pracownik to bezpieczeństwo dla nich samych i ich rodzin. Bo nie ma nic cenniejszego niż życie. Patronat objęła Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, Polski Związek Motorowy oraz Transport i Logistyka Polska. Stawiamy na edukację, udział w konferencjach i spotkaniach branżowych na terenie całego kraju. Głównym wydarzeniem będą wakacyjne eventy, które odbędą się na wybranych MOP-ach (Miejscach Obsługi Pasażerów). Zaplanowaliśmy również działania mające na celu pokazanie wpływu nowoczesnych technologii i rozwiązań na bezpieczeństwo. W sumie planujemy przeszkolić ponad 1000 uczestników ruchu z udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej.

Tagi: 112, 3xP, AED, AHA, GDDKiA, kara za nieudzielenie pierwszej pomocy, korytarz życia, maska, MOP, pierwsza pomoc, Pierwszopomocni na drodze, ratownik medyczny, resuscytacja, sztuczne oddychanie, transport, wypadek