TEST: Volkswagen Sharan 2.0 TDI 4Motion

Nie każdy, kto ma dużą rodzinę, potrzebuje wielkiego Volkswagena Multivana czy Caravelle. Zazwyczaj mniejszy od wspomnianych modeli samochód jest zupełnie wystarczający. Do takich należy Volkswagen Sharan, który pozwala przewieźć 7 osób, ale nie jest jeszcze wielkim, pełnowymiarowym vanem. Jak sprawdza się w praktyce?

Sharan przeszedł w ubiegłym roku lifting, w wyniku którego auto zostało nieco poprawione pod względem wyglądu i nieco podciągnięte do konkurencji ze względu na wyposażenie. Nie zmieniło to faktu, że nadal mamy tu do czynienia z poczciwym, dobrze znanym autem, które nie jest już tak nowoczesne, jak w dniu swojej premiery. Konkurencja powoli zaczyna uciekać w tym segmencie Volkswagenowi. Kiedy Niemcy wprowadzą nową generację Sharana? Niewykluczone, że… nigdy. Tak przynajmniej sugerują niektóre plotki.

Przyszłość Sharana odłóżmy na inną dyskusję. Teraz przyjrzyjmy się maszynie, którą obecnie można kupić w Polskich salonach. Wygląd zewnętrzny Sharana nie przyciąga uwagi. To najzwyklejszy minivan o typowych dla popularnej, niemieckiej marki kształtach. Niczym się nie wyróżnia, ale też niczym nie odpycha. Dlatego też trafia w gusta wielu osób – wygląda uniwersalnie.

Wnętrze również nie ma niczego kontrowersyjnego. To jednak nie jest zaletą. Bardzo prosta deska rozdzielcza może być przez wielu uważana za nudną. Obiektywnie mówiąc – taka właśnie jest, szczególnie, jeśli jest skonfigurowana w całości w kolorze czarnym. Nie ma tu nic porywającego. Z drugiej strony, dzięki temu jest bardzo łatwa do nauczenia. Wystarczy kilka minut w tym aucie, by doskonale poznać rozkład wszystkich przycisków. Ergonomia na wysokim poziomie to zdecydowanie mocna strona Sharana. Absolutnie wszystko jest tu pod ręką – niczego nie trzeba szukać. Na dodatek zegary są klasyczne – duże i proste, a dzięki temu – czytelne.

Pozycja za kierownicą jest typowa dla minivanów. W Sharanie siedzi się trochę jak na krześle – wysoko i z nogami opuszczonymi znacznie poniżej linii siedziska. Chociaż sam preferuję niższą pozycję, muszę przyznać, że w tym aucie było mi wygodnie.

Komfortowo jest także w drugim rzędzie. Tutaj pasażerowie mają miejsca pod dostatkiem, zarówno nad głową, jak i przed sobą. Warunek jest jeden – z tyłu, w trzecim rzędzie nie mogą siedzieć inni ludzie. Jeśli posadzimy tam pasażerów i przesuniemy środkowe fotele naprzód, natychmiast ubędzie cennej przestrzeni na nogi.

Tylne fotele nie muszą jednak być zawsze rozłożone. Jeśli korzystamy z nich okazjonalnie, mogą pozostać złożone, w podłodze. Ich rozkładanie odbywa się dwustopniowo. Oddzielnie należy podnieść oparcie i oddzielnie siedzisko. Wymaga to nieco siły – dziecko nie rozłoży tych foteli samodzielnie. Inni producenci oferują rozwiązania na tyle sprytne, że nawet 10-latek jest w stanie sam podnieść składane siedzenie.

Pod maską mojego testowego Sharana pracował 2-litrowy turbodiesel. Jednostka ta była w tej konfiguracji sparowana z 6-biegową przekładnią ręczną, która przekazywała moc na cztery koła przez napęd 4Motion. 2.0 TDI jest dostępny w takiej konfiguracji jedynie w wersji 150-konnej. To moc wystarczająca, by dosyć sprawnie przemieszczać się po mieście i w trasie. Niestety, trzeba liczyć się z tym, że jeśli wybierzemy się w dłuższą drogę z kompletem pasażerów, a na dach założymy duży bagażnik, który pomieści wszystko, co chcemy ze sobą zabrać na wakacje, 150 koni mechanicznych może nie wystarczyć, aby zapewnić dynamikę na komfortowym poziomie. W takiej sytuacji przydałby się 184-konny turbodiesel, który również jest w ofercie Volkswagena. Ta odmiana nie jest jednak oferowana z napędem na cztery koła. Można za to skonfigurować ją z dwusprzęgłową przekładnią automatyczną DSG.

2-litrowy diesel Volkswagena zapewnia praktyczne zużycie paliwa na przyzwoitym poziomie. W mieście Sharan zadowoli się porcją 9 l/100 km, a w trasie zejdzie do pułapu 5,7 l/100 km. Jak na pojazd o tych gabarytach, są to wartości zadowalające.

Polski cennik nowego Sharana z rocznika modelowego 2016 otwiera kwota 115 490 zł. W tej cenie otrzymamy podstawowe wyposażenie Trendline oraz silnik 1.4 TSI o mocy 150 KM. Pojazd, który widać na zdjęciach to topowa odmiana Highline. Z testowanym motorem jej ceny zaczynają się od 155 290 zł. Jeśli z napędu na cztery koła raczej nie planujemy korzystać, znacznie lepszym rozwiązaniem będzie mocniejsza wersja, również z 6-biegową skrzynią ręczną, ale z samym FWD. W tej samej konfiguracji wyposażeniowej jest ona tańsza. Kosztuje od 153 090 zł. Nie odczujemy większej mocy na stacji benzynowej, a zagwarantuje ona znacznie bardziej komfortową jazdę przy dużym obciążeniu.

Tagi: opinia, sharan, spalanie, test, Volkswagen