TEST: Volkswagen e-Up!

Elektryczne samochody powoli coraz większą falą wjeżdżają na rynki całego świata, w tym również Polski. Oprócz luksusowych aut takich jak Tesla Model S oraz mniejszych, ale i tak bardzo dobrze wyposażonych jak Renault Zoe, są też w tym gatunku prawdziwe, miejskie auta na prąd. Jednym z nich jest Volkswagen e-Up!.

Współczesne pojazdy elektryczne to właściwie komputery na kołach. Nie brakuje w nich dużych, kolorowych wyświetlaczy, a stylistyka ich wnętrz często wybiega o kilka lat w przyszłość. Sprawiają wrażenie futurystycznych swoim wyglądem i sposobem w jaki się poruszają. Tyczy się to też tych małych samochodów, do których wlicza się kosmiczne Renault Twizy. Pierwszym pojazdem elektrycznym, jakim jeździłem, a który jest wyjątkiem od tych reguł jest Volkswagen e-Up!. Od zewnątrz niemal nie różni się on od swojego spalinowego krewnego. Charakterystyczne dla niego są jedynie specyficzne światła diodowe w kształcie liter C umiejscowione z przodu. Poza tym są też inne detale, ale tak mało znaczące, że laik z pewnością nie odróżni wersji elektrycznej od konwencjonalnej.

Drobne różnice znajdziemy też w środku. Oprócz niebieskich akcentów e-Up! wyróżnia się przede wszystkim zegarami i drążkiem zmiany biegów. Ten pierwszy element został wyposażony we wskaźnik naładowania akumulatorów zamiast poziomu paliwa, a obrotomierz został zastąpiony instrumentem pokazującym wykorzystanie mocy oraz stopień rekuperacji.

Drążek zmiany biegów to teraz dźwignia przełączania trybów jazdy. Ma ona te same ustawienia co automat, ale oprócz tego pojawiają się w niej B oraz +/-, które nie służą wcale do zmiany biegów – tych tutaj bowiem nie znajdziemy.

Zanim przejdziemy do napędu, który jest w tym wozie kluczowy, muszę zaznaczyć co w tym samochodzie czyni go wyjątkowym. W przeciwieństwie do swoich elektrycznych i hybrydowych kuzynów jest prosty, ale przy tym również praktyczny. Mieści cztery dorosłe osoby, gwarantując im przyzwoity komfort na dystansie, który jest w stanie pokonać. Bagażnik jest niezły jak na miejskie auto, chociaż nieco ograniczony opakowaniem z przewodami do ładowania. Poza tym jest prawdziwym, miejskim samochodem bez zbędnych dodatków. Nie onieśmiela spektakularnymi animacjami na zegarach, nie wydaje niepotrzebnych dźwięków rodem ze Star Treka. To zwykły samochód, tylko, że elektryczny. I właśnie dlatego jest tak wyjątkowy.

Dzięki temu, że Up! w trakcie transformacji w e-Up!-a został pozbawiony jednostki spalinowej i wyposażony w nisko osadzone akumulatory i silnik elektryczny, prowadzi się lepiej niż jego konwencjonalny brat. To zaskakujące, jak dużo frajdy z jazdy może dać to elektryczne maleństwo.

Przyjemność z poruszania się e-Up!-em można czerpać nie tylko ze względu na niezłe właściwości jezdne, ale także dzięki niskiej masie napędzanej przez stosunkowo mocny silnik. Ma on 60 kW, czyli 82 KM. Warto przy tym zaznaczyć, że maksymalny moment obrotowy tej jednostki dostępny jest przez cały czas – bez względu na prędkość auta. Dopiero powyżej 80 km/h opory stają się na tyle duże, że e-Up! wyraźnie traci na wigorze.

Auto dysponuje dwoma poziomami mocy, w zależności od tego, czy jedziemy w trybie normalnym czy Eco. W drugim z nich silnik reaguje na polecenia kierowcy mniej ochoczo, ale dzięki temu zużywa też mniej energii. Moc oferowana na tym poziomie jest jednak wystarczająca, by w miarę sprawnie poruszać się po mieście. Dostępny jest jeszcze jeden tryb – Eco+. W nim nie ubywa nam jeszcze więcej mocy, ale niedostępna jest klimatyzacja i ogrzewanie. Dzięki temu samochód jest w stanie zaoszczędzić nawet kilkanaście procent energii.

Świetną funkcją, którą do e-Up!-a wprowadził Volkswagen jest system zmiennej siły rekuperacji. To właśnie do tego jest +/- oraz B na dźwigni zmiany trybów jazdy. Łącznie cztery stopnie pozwalają hamować silnikiem z różną intensywnością. Pierwszy jest najmniej skuteczny, dzięki czemu możemy przeprowadzić długi wybieg. Najmocniejszy jest czwarty, oznaczony jako B. Wszystkie stopnie poza nim można ustawić na stałe. B jest uruchamiany jednorazowo przez pociągnięcie za drążek. Na tym poziomie rekuperacji auto zwalnia na tyle szybko, że możemy w ogóle nie używać konwencjonalnych hamulców. Warto dodać, że e-Up! hamujący intensywnie silnikiem informuje o tym, włączając standardowe światła stopu.

Volkswagen stworzył według mnie jeden z najlepszych samochodów elektrycznych dostępnych na rynku. To prawdziwy mieszczuch z ekologicznym napędem, który jest w stanie przejechać nawet 140 km na jednym ładowaniu. A to nie trwa długo, jeśli mamy do dyspozycji odpowiednie ładowarki. Te, które pozwalają ładować prądem stałym są w stanie zapełnić akumulatory od 0 do 80% w 30 minut.

Niestety, Volkswagen w Polsce zamordował e-Up!-a ceną. Ten samochód kosztuje, uwaga, 114 tys. zł. To suma wręcz abstrakcyjna, która sprawi, że nikt o zdrowym rozsądku nie kupi tego auta. Za tę kwotę można mieć już nie tylko bardzo bogato wyposażonego Volkswagena Golfa, ale i przyzwoitego Passata. Za to jeśli zależy nam na byciu eko, niewiele więcej trzeba dołożyć do BMW. i3. Wielka szkoda, bo e-Up! jest niemal doskonałym miejskim samochodem elektrycznym.

Tagi: Auta elektryczne, e-up, opinia, recenzja, test, test samochodu, up, Volkswagen, Volkswagen Up, zasięg