TEST: Volkswagen Cross Polo 1,2 TSI

Volkswagen Polo jest prawdziwą klasyką europejskiego segmentu B. Jego pierwszą generację wprowadzono do produkcji już 40 lat temu. Czy w gamie tego typowego mieszczucha jest miejsce na uterenowioną wersję Cross?

Zanim przejdziemy do terenowej twarzy tego Volkswagena, przyjrzyjmy się standardowemu Polo. To jeden z najstarszych samochodów w segmencie B – do produkcji obecna generacja weszła w roku 2008. Mimo to jego bazowa wersja ma cenę, która czyni go jednym z najdroższych aut w swojej klasie. 5-drzwiowe Polo z 60-konnym silnikiem 1,0 kosztuje 49 130 zł i w tej cenie nie dostaniemy nawet kurtyn powietrznych i klimatyzacji. Z pewnością nie jest to więc propozycja dla osób, które szukają budżetowego auta w segmencie B.

Jeśli jednak jesteśmy w stanie przeboleć niemałą cenę i dołożymy trochę pieniędzy do wyposażenia dodatkowego, otrzymamy naprawdę dobre auto. Polo jest wykonane z jakością typową dla Volkswagena – wszystko jest spasowane bardzo dobrze, materiały wyglądają nieźle i są przyjemne w dotyku. Do tego przestrzeni w środku nie zabraknie nawet dla czwórki osób o wzroście 1,8 m. Wyżsi pasażerowie nie będą mieli problemu z przestrzenią nad głową, ale mogą narzekać na brak miejsca na nogi, jeśli z przodu usiądzie ktoś podobnych rozmiarów.

Polo teoretycznie jest autem przede wszystkim miejskim – jak wszystkie pojazdy segmentu B. Nie oznacza to jednak, że nie można wybrać się nim w trasę. Nie jest to już mała pigułka pokroju samochodów segmentu A, więc zmieści przyzwoitą ilość bagażu i powinien zapewnić komfortową podróż. W praktyce Polo faktycznie dobrze spisuje się w długiej podróży, ale z jednym wyjątkiem. Fotele, które wydają się wygodne, nie każdemu będą odpowiadać. Mnie po czterech godzinach podróżowania z przerwą zaczął doskwierać niewielki ból pleców w okolicy lędźwi. Odczułem brak możliwości regulacji tego obszaru w oparciu fotela. Oczywiście nie jest to typowe, standardowe wyposażenie w tym segmencie, ale być może byłoby ono zbędne dla moich pleców, gdyby miejsce kierowcy było trochę inaczej wyprofilowane.

Poza powyższym mankamentem nie można mieć innych zarzutów do miejsca pracy osoby kierującej autem. Ergonomia to mocna strona Volkswagena. Przez to wygląd wnętrza jest trochę bezduszno-matematczny, jak wyprowadzony z wzoru. Jednak zaletą tego jest doskonałe rozmieszczenie instrumentów i prostota obsługi. Nawet siedząc pierwszy raz w Polo i mając zawiązane oczy, można bez większych problemów znaleźć większość podstawowych przycisków, pokręteł i dźwigni.

Pod maską mojego Cross Polo pracował 1,2-litrowy silnik benzynowy o mocy 110 KM. Jak na taki samochód to stajnia wręcz nadmiernych rozmiarów. W przypadku tej wersji wyposażeniowej Volkswagen każe dopłacić sobie za dodatkowe 20 KM w stosunku do słabszej odmiany tej jednostki napędowej 2700 zł. To kwota, którą warto wydać przy zakupie, ale nie tyle ze względu na większą moc, co 6-biegową przekładnię. 110-konny 1.2 TSI jest jedynym silnikiem w katalogu nowego Polo, który wyposażony jest w ręczną skrzynię z 6 przełożeniami. To szczególnie ważne, jeśli planujemy jeździć tym autem nie tylko po mieście, ale i w dalsze trasy. Wtedy dodatkowy bieg przełoży się na niższe spalanie i bardziej komfortową, cichszą jazdę na drogach ekspresowych i autostradach.

Przejdźmy teraz do samej wersji Cross. Jest to, można rzec, Highline z dodatkami. Volkswagen do swojego topowego wyposażenia każe sobie zapłacić za uterenowienie dodatkowe 4560 zł. W zestawie dostaniemy srebrne lusterka, relingi dachowe, 17-calowe felgi, napisy Cross Polo na nadwoziu i na fotelach, aluminiowe nakładki na pedały, pakiet stylistyczny oraz zawieszenie podniesione o 15 mm.

W praktyce oznacza to, że wersja Cross czyni tego małego Volkswagena bardziej praktycznym, ale nie terenowym. Zapomnijmy o dodatkach stylistycznych – są zbędne w terenie. To, co przydaje się naprawdę to zwiększony prześwit. Dzięki niemu Cross Polo zajedzie po bezdrożach i nierównych wyjeżdżonych ścieżkach dalej niż zwykłe auto segmentu B. Nie należy jednak traktować tego samochodu jako maszyny do zabawy na piaszczystych poligonach czy błotnistych leśnych traktach. Brak napędu na cztery koła czyni z niego pozoranta. Cross Polo bardziej udaje samochód terenowy, niż nim jest w rzeczywistości. Zdradzają go też wielkie obręcze. 17-calowe koła w tym wzorze wyglądają bardzo ładnie i póki poruszamy się po mieście, w połączeniu z plastikowymi dokładkami z przodu i z tyłu oraz z rudym lakierem, sprawiają, że Polo bardzo rzuca się w oczy. Jednak gdy wybierzemy się w teren i będziemy zmuszeni przejechać po szutrze, kamieniach i ostrych nierównościach, zabraknie nam „mięsa na kołach”, które mogłoby pracować i przyjmować niektóre wyboje. Niski profil sprawi tylko, że ładne felgi bardzo szybko zostaną zniszczone.

Czy w takim razie Cross Polo jest bez sensu? Nie – ma swoich odbiorców. To samochód doskonały dla każdego, kto mieszka za miastem i często potrzebuje przemieszczać się po drogach pełnych wertepów, nieutwardzonych leśnych duktach i czasem chce dojechać w bardzo lekki teren, np. na grzyby, ale jednocześnie nie chce dużego SUV-a czy crossovera. Cross Polo to także świetne auto miejskie – dzięki zwiększonemu prześwitowi nie są mu straszne np. wysokie krawężniki.

Volkswagen nie stworzył więc samochodu nieprzemyślanego. Cross Polo po prostu wygląda na bardziej bojowe, niż jest w rzeczywistości. A jeśli potrzebujemy samochodu bardziej praktycznego niż zwykłe auto segmentu B, to właśnie to nietypowe rozwiązanie może być najlepszym spełnieniem naszych zachcianek.

Tagi: cross, cross polo, jazda, opinia, polo, spalanie, test, Volkswagen, zdjęcia