TEST: Toyota Hilux – sprawdzamy dzielność legendarnego pickupa

Toyota Hilux to prawdziwy weteran w kategorii pickupów. Jej pierwsza generacja powstała w roku 1968 roku i nosiła oznaczenie RN10. Współczesna wersja to prawdziwy wół roboczy o wielkich możliwościach.

Najnowsza generacja Hiluxa jest niezwykle potężna. Mierzy ona 5,3 m długości i nawet do 1,8 wysokości. Dzięki wysokiemu zawieszeniu ten pickup nie tylko robi wrażenie gabarytami, ale także ma niezłą geometrię terenową, która sprawdzi się, gdy Hiluxa będziemy potrzebować w lesie, w górach, czy po prostu na rozkopanej budowie.

Testowana przez nas wersja z podwójną kabiną ma prześwit na poziomie 293 mm. Kąt natarcia wynosi w niej 31 stopni, kąt zejścia 26 stopni, a głębokość brodzenia to aż 700 mm. Chociaż producent nie podaje w katalogu kąta rampowego, jasne jest, że, jak wszystkie długie pickupy, ten jest najsłabszą stroną tego auta. Pod tym względem lepiej wypadają krótsze auta, takie jak np. Suzuki Jimny.

W trudnych warunkach, z dużym obciążeniem, kierowcę wspomoże zapinany na stałe napęd na cztery koła (standardowo Hilux ma układ RWD), reduktor oraz blokada tylnego mostu. Oczywiście te rozwiązania na nic by się nie zdały gdyby nie solidna jednostka napędowa pod maską. To stosowny agregat generujący wystarczająco duży moment obrotowy sprawia, że cztery koła, obute w pękate gumy z głębokim, zimowym bieżnikiem miały co przekazywać w ziemię, nawet w kopnym piachu, pozwalając Hiluxowi brnąć naprzód, niczym czołg.

Pod maską pickupa Toyoty pracował 2,4-litrowy silnik wysokoprężny. Mimo sporej pojemności rozwijał on 150 KM. Do dyspozycji kierowcy jest tu za to ogrom momentu obrotowego – aż 400 Nm. W naszym testowym egzemplarzu trafiał on na koła przez automatyczną, 6-biegową przekładnię.

Sam automat pracował leniwie, momentami wręcz ospale. To jednak naturalne w takich samochodach. Jeśli ktoś szuka sportowych wrażeń, to źle trafił. Błyskawiczne dwusprzęgłówki to domena zupełnie innego gatunku samochodów.

Wnętrze Hiluxa jest wykonane z niezbyt wyszukanych materiałów, deska rozdzielcza jest, mimo wyposażenia w wielki tablet, prosta. Fotele kryje skóra, której daleko do delikatności materiałów marek premium. Tu jednak wszystko ma być przede wszystkim użyteczne. Można odnieść wrażenie, że gdyby kanapa zabrudziła się błotem, dałoby się ją wytrzeć mokrą szmatą, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. I o to chodzi w przypadku aut użytkowych.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje proste rozwiązanie, na które jednak nie wpadli wszyscy producenci pickupów. W plecach przednich foteli znajdują się obracane haki. Gdy są schowane, trudno je w ogóle zauważyć. Po ich obróceniu można na nich powiesić torby. Dzięki temu Hiluxem można wybrać się na niewielkie zakupy, bez obaw, że chleb i owoce będą tarzać się po całej skrzyni lub po podłodze w kabinie.

Skoro już dotarliśmy do skrzyni – nasz Hilux miał ją w wersji z zabudową. Ta wykonana była solidnie. Zamki działały dobrze, co nie jest wcale oczywiste. Łapy montażowe sprawiały wrażenie nawet nie tyle solidnych, co wręcz pancernych. Całość wykonana była dobrze. Miała tylko jeden mankament – w skrzyni nie dało się włączyć światła przy zgaszonym aucie.

Hilux to kawał porządnego woła roboczego, który sprawia wrażenie naprawdę solidnego, doskonale spisuje się w trudnych warunkach terenowych i dysponuje mocnym dieslem, zapewniającym ciąg na każde potrzeby. W polskich salonach cennik tej Toyoty otwiera kwota 132 637 zł. Odmiana z bogatszym wyposażeniem SRS startuje od 149 980 zł. Jeśli chcemy automatu, w sumie zostawimy w Toyocie minimum 154 974 zł.

Tagi: 2.4, 4x4, auto terenowe, auto użytkowe, AWD, diesel, hilux, offroad, opinia, pickup, spalanie, teren, test, Toyota, wymiary