TEST: Škoda Citigo Monte Carlo

Škoda Citigo to samochód oferujący przyzwoitą jakość za przystępne pieniądze. Dlaczego Czesi postanowili uzbroić budżetowe auto w pakiet sportowy?

Zacznijmy od samej Citigo. Standardowe nadwozie jest 3-drzwiowe. Za dodatkową parę trzeba dopłacić 1500 zł. Ceny bazowe zaczynają się od 35 090 zł. Na start możemy otrzymać auto z litrowym silnikiem o mocy 60 KM, wyposażone w manualną skrzynię biegów, cztery poduszki powietrzne, klimatyzację manualną, komputer pokładowy oraz elektrycznie sterowane przednie szyby. To całkiem przyzwoity zestaw.

Wnętrze Citigo jest wystarczająco przestronne, by podróżowały nią cztery osoby. Problemem może być tylko bagażnik, który chociaż jak na segment A jest bardzo duży, to może okazać się za mały, jeśli postanowimy spakować coś więcej niż dwie walizki w rozmiarze bagażu podręcznego dopuszczalnym przez linie lotnicze.

Pod względem wykonania Citigo budzi dwojakie uczucia. Z jednej strony tworzywa sztuczne są spasowane bardzo dobrze i są przyzwoitej jakości. Z drugiej mało który z konkurentów pozwolił sobie na tak widoczne wewnątrz elementy metalowe. W Hyundaiu i10 nie znajdziemy ich w ogóle, dzięki czemu wnętrze jest naprawdę dobrze wyciszone. Nie można tego powiedzieć o Citigo. Trzycylindrowy silnik lubi hałasować, co jest szczególnie odczuwalne przy wyższych prędkościach.

W moim egzemplarzu Citigo Monte Carlo został zamontowany mocniejszy wariant litrowego motoru. Jest to jednostka rozwijająca 75 KM i 95 Nm. Parametry te pozwalają osiągnąć 100 km/h w 13,2 s. To czas zaskakująco duży jak na tę moc w tak małym aucie. Z drugiej strony 3-cylindrowy motor jest dosyć oszczędny. W mieście w praktyce jest w stanie osiągnąć deklarowane w katalogu 5,5 l/100 km. Problemem może być natomiast spalanie w trasie. Škoda deklaruje zużycie na poziomie 4 l. Litrowa jednostka w połączeniu z 5-biegową skrzynią pozwoli osiągnąć takie spalanie pod warunkiem, że będziemy jechać bez przerwy nie więcej niż 80-90 km/h. Jest to oczywiście możliwe, ale każde wyprzedzanie będzie okupione dużym wysiłkiem i co za tym idzie, znacznie zwiększonym spalaniem. Na autostrady tego malca lepiej w ogóle nie zabierać.

5-biegowa przekładnia manualna spisuje się dobrze, o ile jeździmy powoli. Taki styl jazdy przestaje obowiązywać, gdy wyposażamy samochód w pakiet Monte Carlo. Nie oszukujmy się – każdy, kto decyduje się na przybranie auta w zestaw dodatków czyniących wygląd samochodu bardziej drapieżnym, chciałby od czasu do czasu poczuć sportowe emocje nie tylko patrząc na swój pojazd, ale również nim jeżdżąc. Nie oznacza to oczywiście szaleństw na poziomie niejakiego Froga, ale po prostu dynamiczną jazdę mieszczącą się w granicach zdrowego rozsądku i obowiązujących przepisów.

Škoda Citigo Monte Carlo obiecuje swoim wyglądem dynamikę na wysokim poziomie. Felgi z lekkich stopów, spojler, atrapy splitera i dyfuzora oraz sportowe naklejki. Do tego soczysty czerwony lakier. Ten samochód wygląda naprawdę dobrze. Niestety, wcale tak nie jeździ.

Škoda w ramach pakietu Monte Carlo nie tylko dodaje zestaw stylistyczny, ale również sportowe zawieszenie i sportową, skórzaną kierownicę. Kierownica dobrze leży w rękach i ułatwia sprawne kręcenie dzięki swojej fakturze i kształtowi. Za to Citigo Monte Carlo należy się plus. Sportowe zawieszenie nie daje odczuć aż tak wyraźnej różnicy w stosunku do standardowej Citigo, jakiej spodziewalibyśmy się po nazwie pakietu.

Najsłabszymi ogniwami usportowionej Citigo są silnik i skrzynia biegów. Ten zestaw sprawuje się dobrze, póki jeździmy tym miejskim malcem powoli. Wszystko zmienia się, gdy przychodzi do bardziej dynamicznej jazdy. Skrzyni biegów brakuje precyzji. Kilka razy zdarzyło mi się nie trafić w bieg lub nie wbić go do końca. Kolejna bolączka to bardzo wolno opadające obroty silnika. Gdy chcemy po intensywnym rozpędzaniu przeskoczyć z trójki od razu na piąty bieg trzeba naprawdę długo czekać, by obroty spadły na poziom, który pozwoli zesprzęglić układ napędowy bez szarpania.

Zatem po co komukolwiek potrzebna mogłaby być Škoda Citigo Monte Carlo? Wbrew pozorom nie jest to tak bezsensowny samochód. Cena podstawowa auta prezentowanego na zdjęciach wynosi 44 590 zł. To kwota za odmianę 5-drzwiową z jednostką o mocy 75 KM. Porównując Monte Carlo ze zwykłą Ambition o tych samych parametrach dostajemy dodatkowo nie tylko pakiet stylistyczny, ale również pakiet sportowy (trójramienna kierownica skórzana, sportowe zawieszenie, przyciemniane szyby) i przednie światła przeciwmgłowe. Po dodaniu wszystkich płatnych opcji do wersji Ambition okaże się, że za dodatki Monte Carlo musimy zapłacić nieco ponad 2000 zł. To kwota spora, ale już godna rozważenia, jeśli komuś zależy na stylowym wyglądzie auta.

Škoda Citigo Monte Carlo jest więc dosyć bogato wyposażonym samochodem z zadziornym wyglądem. Niestety na wyglądzie się kończy. Czy mimo to zobaczymy usportowione maluchy z Czech na polskich ulicach? To zależy wyłącznie od tego, czy Citigo klienci będą w stanie postrzegać jako coś więcej niż budżetowe auto.

Tagi: bagażnik przestrzeń wewnątrz, Benzyna, Citigo, dane techniczne, felgi, ilość miejsca, jednostka, komputer pokładowy, monte carlo, MPI, opinia, pakiet, recenzja, Silnik, skoda, spalanie, test, zużycie paliwa