Komentarze wyłączone

TEST: porównanie transmiterów FM

Nowoczesne samochody mogą zostać wyposażone w oferowane przez producentów systemy audio z odtwarzaczami MP3 korzystającymi z pamięci USB, SD czy z własnego HDD. Jednak większość aut na naszych drogach nie ma na pokładzie tego typu osprzętu, dlatego bardzo popularne wśród kierowców są transmitery FM. Sprawdziliśmy trzy urządzenia z różnych półek cenowych.

Transmiter FM jest czymś w rodzaju naszej osobistej radiostacji. Za jego pomocą możemy w samochodzie odtwarzać muzykę z różnych źródeł: z pamięci USB, kart SD, telefonu i zewnętrznych odtwarzaczy MP3. Po podłączeniu do gniazda zapalniczki transmiter staje się nadajnikiem FM, którego fale możemy odbierać na wybranej częstotliwości w naszym radiu samochodowym. Tym sposobem nawet w starszych autach z prostymi systemami audio możemy cieszyć się nieprzebranymi zasobami muzyki.

Najtańszy z tych transmiterów, którego chiński producent nie pokusił się nawet o wymyślenie wyimaginowanej marki, został podpisany na opakowaniu po prostu Car MP3. Kosztował 34,99 zł. Więcej, bo 68,50 zł zapłaciliśmy za transmiter filmy Peiying (model URZ0388). Najdroższy był TuneBase FM. Kosztował on 92 zł.

Zacznijmy od najniższej półki. W zestawie dostaliśmy pilota zdalnego sterowania na podczerwień oraz krótki przewód audio zakończony z obydwu stron złączami męskimi. Dzięki niemu możemy do tego transmitera podłączyć np. odtwarzacz mp3 bądź telefon. Urządzenie jest też wyposażone w gniazdo USB. Bardziej kompaktowe rozmiary zapewnia oczywiście druga opcja. Wtedy możemy też korzystać z przycisków sterowania na urządzeniu i na pilocie.

Pod względem estetyki wygląd przemawia na plus tego produktu, jednak samo wykonanie jest uosobieniem wszystkich najgorszych cech kojarzących się z chińską, tanią elektroniką. Wyświetlacz jest mały i nieczytelny ze względu na jego głębokie osadzenie. Jest z nim jeszcze jeden problem: jeśli nie macie gniazda zapalniczki umieszczonego na pionowej części deski rozdzielczej, nie odczytacie na nim nic. Przegub ma tylko dwie pozycje: wyprostowaną i zgiętą o kąt nieco poniżej 90 stopni. To oznacza, że jeśli tak jak w naszej Octavii gniazdo jest obok hamulca ręcznego, to z wyświetlacza można odczytać cokolwiek pod warunkiem, że siedzicie na masce samochodu. Od strony wygody użytkowania całkowitą dyskwalifikacją jest fakt, że urządzenie w menu wyświetla chińskie napisy.

Gorzej być nie może? Można być tego zdania dopóki nie zaczniemy słuchać muzyki z tego transmitera. Jakość dźwięku jest fatalna. Utwory, w których niskie tony są zaznaczone bardzo wyraźnie powodują buczenie i trzeszczenie w głośnikach. To urządzenie nie potrafi w miarę czysto odtworzyć prostych, cięższych rockowych utworów, więc próba odsłuchania z jego pomocą muzyki poważnej czy takich utworów jak Numb Pink Floydów kończy się chęcią wyrzucenia tego transmitera przez okno.

Pomijając fakt, że z tego wynalazku lepiej muzyki po prostu nie słuchać, jeśli już ktoś to robi, powinien unikać obracania go w gnieździe zapalniczki. Jeden ruch i sprzęt rozłącza się.

Drugi transmiter, który testowaliśmy to sprzęt marki Peiying. Jest on wykonany nieco lepiej niż wyżej opisane urządzenie. Również jest wyposażony w pilota, ale lepiej opisanego i wygodniejszego w użyciu.

Zaletą transmitera Peiying jest też znacznie bardziej ruchliwy przegub. Pozwala on na dowolne ustawienie urządzenia, dzięki czemu bez względu na umiejscowienie gniazda 12 V będziemy mieli dobry dostęp do ekranu i przycisków.

Transmiter Peiying wyposażony jest w gniazdo na karty SD oraz złącze USB. Obsługuje karty i pendrive’y do 16 GB, a sam ma na pokładzie 4 GB wbudowanej pamięci. To bardzo duża zaleta, bo nie ma potrzeby kupowania oddzielnej karty lub podłączania do urządzenia innych nośników.

Odtwarzacz ten ma czytelny wyświetlacz. Przyciski działają bezproblemowo, a obsługa pilotem i nawigowanie po menu jest bardzo łatwe i intuicyjne. Urządzenie radzi sobie z folderami i wyświetlaniem pełnych nazw odtwarzanych utworów. Co więcej, dzięki RDS-owi możemy odczytywać nazwy utworów na wyświetlaczu swojego radia. Problematyczne są tylko długie teksty. Wtedy RDS pokazuje jedyni symbol TL.

Jakość dźwięku jest zaskakująco dobra. Niskie tony są pełne, a wysokie dźwięki nie trzeszczą nieprzyjemnie. Wady tego transmitera może obnażyć dopiero bardzo głośny odsłuch wymagających utworów, np. muzyki poważnej, czy wcześniej wymienionych Pink Floydów.

Transmiter Peiying ma w oprogramowaniu zaszyty korektor graficzny z kilkoma predefiniowanymi ustawieniami. Faktycznie odpowiadają one poszczególnym rodzajom muzyki podanym na ekranie i spisują się dobrze.

Na koniec zostawiliśmy najdroższe i najbardziej obiecujące urządzenie. TuneBase FM to nie tylko transmiter FM, ale także głośnomówiący zestaw bluetooth.

Mimo wygórowanej ceny urządzenie to nie jest wyposażone we własną wbudowaną pamięć. Obsługuje karty pamięci SD i pamięci USB. Wyposażone jest także w złącze minicjack. W zestawie znajduje się nie tylko standardowy pilot działający na podczerwień, ale także pilot zdalnego sterowania montowany rzepem na wieńcu kierownicy.

Sam transmiter osadzony jest na giętkim, metalowym ramieniu. Pozwala ono na dowolne ustawienie odtwarzacza. Problemem jest jedynie rozmiar. Tak długie ramię sprawia, że urządzenie to jest nieporęczne, bo za daleko wystaje z konsoli.

Standardowy pilot niewiele różni się pod pozostałych dwóch wcześniej omawianych. Teoretycznie atrakcyjnym dodatkiem powinien być pilot montowany na wieńcu kierownicy. Niestety, rzep jest za krótki, przez co nawet tak cienki wieniec jak w Octavii został ledwo objęty.

Działanie urządzenia pozostawia wiele do rzeczenia. Menu jest nieczytelne, urządzenie nie obsługuje podziału na foldery, a pilot montowany na kierownicy… nie działa. Z resztą, nawet gdyby działał, byłby bardzo niewygodny, bo po naciśnięciu, mimo ciasnego zapięcia rzepem, obraca się na wieńcu.

Łączność bluetooth nie ratuje sytuacji ponieważ działa fatalnie. Urządzenie samo dzwoni kiedy chce, a rozmówcy niemal nie słychać. Jeśli dodamy do tego tragiczną jakość wykonania okaże się, że najdroższy transmiter jest największym rozczarowaniem. Można go opisać jedynie słowem tandeta.

Z trzech półek cenowych najlepszym rozwiązaniem okazał się transmiter Peiying. Wszystkie trzy urządzenia nie są najwyższej jakości, ale to on jako jedyny spełnia wszystkie oczekiwania, jakie w nim pokładaliśmy.

Tagi: audio, bluetooth, karta pamięci, muzyka, Peiying, Radio, recenzja, test, transmiter, transmitery FM, twój samochód, USB