TEST: miotełki ze skrobaczkami – jak wybrać najlepszą?

Na razie zima wycofała się z Polski, ale i tak należy zachować czujność. Nie dajmy się zaskoczyć wzorem drogowców i bądźmy zawsze przygotowani na przymrozki i opady. Jeśli nie chcemy któregoś mroźnego poranka mieć niemiłej niespodzianki w postaci zasypanego samochodu, warto zainwestować w dobrą skrobaczkę z miotełką.

Tutaj pojawia się pytanie: co w przypadku skrobaczek i miotełek oznacza „dobra”? Każdy kierowca zazwyczaj ma w swoich zasobach jeden egzemplarz, który kupił w pośpiechu po pierwszym ataku zimy. Był to pierwszy model, jaki wpadł w ręce. I nie ma tu znaczenia, czy mówimy o zakupach na stacji benzynowej czy w supermarkecie. Miotełki ze skrobaczkami kosztują zazwyczaj kilkanaście złotych, więc może się wydawać, że ich wybór to żadna filozofia.

Z pozoru jest w tym trochę prawdy. W końcu to przedmiot o budowie prostej niczym konstrukcja cepa, odlewany na wtryskarkach w tysiącach egzemplarzy. A jednak można się oszukać.

Postanowiliśmy kupić trzy podobne, jednak różniące się od siebie szczegółami miotełki ze skrobaczkami i sprawdzić ich zalety i wady. Być może nie zauważylibyśmy ich, gdybyśmy mieli tylko jedną z nich. Jednak w konfrontacji z pozostałymi egzemplarzami łatwiej dostrzec plusy i minusy.

Każda z tych miotełek kosztowała 10-20 zł. Różnice w cenach są tak nieduże, że nawet nie warto brać ich pod uwagę. Najdroższa była oczywiście miotełka kupiona na stacji benzynowej. Pozostałe dwa egzemplarze pochodzą z supermarketu. Można więc przypuszczać, że gdyby ta sama miotełka była oferowana w dużym sklepie, kosztowałaby tyle co reszta.

Wszystkie trzy miotełki są pozornie identyczne. Mają część z włosiem podobnej długości, na długich rączkach znajdują się nakładki poprawiające trzymanie, a na końcach założone są skrobaczki. Sam ten opis jest jak porównanie Rolls-Royce’aPhantoma z Lotusem Elise. Obydwa mają po cztery koła, drzwi i światła. Jednak tak naprawdę bardzo się od siebie różnią.

Najgorzej wypada czerwona skrobaczka. Nie ma nad pozostałymi dwiema żadnej przewagi. Przeciwnie – uchwyt zielonej i żółto-czarnej wykonany jest z przyjemnej pianki, a w czerwonej jest to plastik. Póki korzystamy z miotełki w rękawiczkach, nie powinno to znacznie przeszkadzać. Gorzej, jeśli przyjdzie nam odśnieżać auto bez odpowiedniego zabezpieczenia rąk. Plastikowa rękojeść będzie wtedy znacznie mniej przyjemna niż rozwiązania piankowe.

Kolejne wyróżnienie, tym razem na plus, przyznajemy egzemplarzowi żółto-czarnemu. Tylko jego producent zadbał o lakier odśnieżanych samochodów. Włosia każdej z miotełek wykonane są z tworzyw sztucznych, jednak tylko w czarnym egzemplarzu jest ono poszarpane. Nie wygląda to estetycznie, ale dzięki temu powstanie znacznie mniejmikrozadrapań. Żółto-czarna miotełka jest więc bardziej przyjazna dla lakieru.

Inną przewagę nad konkurencją ma egzemplarz zielony. Zakupiona w supermarkecie miotełka ze skrobaczką jest wyposażona w ramię z aluminium, dzięki czemu możemy liczyć na jej dłuższą żywotność – będzie znacznie trudniej połamać ją na mrozie.

Kolejny plus zielonej miotełki to rozłączna budowa. Od części zamiatającej można oddzielić skrobaczkę. Dzięki temu wygoda odśnieżania i skrobania szyb samochodu jest znacznie wyższa niż w przypadku dwóch pozostałych. W końcu nie musimy skrobać szyby całą miotełką, tylko samą skrobaczką.

Niestety, nie udało się nam znaleźć miotełki idealnej. Każda z kupionych przez nas ma pewne minusy. Ideałem byłby zielony egzemplarz z włosiem z żółto-czarnej.

A jakie są Wasze doświadczenia z odśnieżaniem i skrobaniem samochodu? Zapraszamy do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami w komentarzach.

5 odpowiedzi na “TEST: miotełki ze skrobaczkami – jak wybrać najlepszą?”

  1. Tomek napisał(a):

    przetestujcie skrobaczke murska z allegro jest mistrzowska, może i wam przypadnie do gustu a kosztuje niewiele 🙂

    • Cartman napisał(a):

      Dokładnie – ja już tylko takiej używam – nie rysuje szyby i działa błyskawicznie. Do tego jakaś miotełka i jest OK.

    • czesiek12 napisał(a):

      Zgadzam się MURSKA z Finlandi rządzi z mosiężnym skrobakiem, obkupiłem nia całą rodzine;-)

  2. Rafiki napisał(a):

    Skrobaczka z mosiężnym ostrzem? A co z szybami?
    Taki eksperyment kończy się porysowaną szybą, a świadczą o tym niezbyt pochlebne opinie wystawione po dłuższym czasie korzystania z niej – na pocżątku wydaje się OK, szybko zbiera każdy lód, a w dodatku nie pęka, ale lepiej kupić2-3 razy w sezonie zwykły plastyk niż co sezon zmieniać szybę.

  3. Maciej napisał(a):

    Skrobaczki z mosiężnym ostrzem używam od 2008 roku i jak na razie nie udało mi się porysować szyby. Chyba jest to niemożliwe, może jak ktoś będzie ciął jak nożem, ale przy prawidłowym używaniu nic się nie dzieje.
    Miałem dwie różne tylko dla tego, że pierwszą zgubiłem. Nie niszczy się, nie niszczy szyb, lód zbiera idealnie. Nawet bardzo gruby można odskrobać, plastikiem co najwyżej połaskotać.

    Dodatkowo mam miotełko-skrobaczkę, ale trochę lepszą od tych prezentowanych. Wcześniej używałem takiej jak w artykule z żólto-czarną rączką. Całkiem dobra, ale po kilku latach wygięły mi się włosy.
    Zeszłej zimy kupiłem na stacji taką z przedłużaną rączką i możliwością odwrócenia szczotki o 90 stopni. Idealne rozwiązanie, szczególnie jak ktoś ma większe kombi albo vana czy suva. Jeżeli napada dużo śniegu i ten zrobi mokrawy i ciężki, zmiatanie go w bok bywa uciążliwe, łatwiej go odepchnąć od siebie.
    Kosztowała ok 40 zł ale jest o wiele porządniej wykonana niż ta czarno-żółta i jest warta swojej ceny.

Tagi: cena, miotełka, porównanie, skrobaczka, skrobanie szyb, stacja benzynowa, supermarket, szyby, uchwyt, włosie, zima