Komentarze wyłączone

TEST: jedzenie w drodze – Lukoil

Zapraszamy na ostatni przystanek naszej gastronomicznej wycieczki po polskich stacjach benzynowych. Tym razem sprawdziliśmy jedzenie na Lukoilu.

Jak już nauczyło nas doświadczenie, zanim wybraliśmy się na pierwszą lepszą stację, najpierw sprawdziliśmy na oficjalnej stronie internetowej Lukoilu, czy dysponuje ona zapleczem gastronomicznym, i dopiero pojechaliśmy na solidny posiłek. Tak przynajmniej zakładaliśmy, zanim dotarliśmy na miejsce.

Z informacji zamieszczonych w Internecie wynikało, że na miejscu będzie restauracja sieci Panos, gwarantująca na stacji bogatą ofertę przekąsek. Tymczasem na wybranym Lukoilu zastaliśmy coś, co wyglądało znacznie skromniej niż to, czego się spodziewaliśmy. Nie zniechęciliśmy się jednak i przystąpiliśmy do zakupów.

Na Lukoilu, tak jak na wielu stacjach, wybraliśmy z lodówki jedzenie do podgrzania. Tradycyjnie postawiliśmy na kanapkę z kurczakiem. Do tego dorzuciliśmy dwa rodzaje panini. Nie mogło oczywiście zabraknąć hot dogów w dwóch rozmiarach, kawy i herbaty. Niestety, nie znaleźliśmy żadnych ciastek czy muffinów innych niż te, które można dostać w każdym sklepie.

Ku naszemu zdziwieniu przy kasie dowiedzieliśmy się, że ani kanapka, ani panini nie zostaną podgrzane, bo po prostu w tym miejscu nie ma takiej możliwości. To duże rozczarowanie, tym bardziej że nawet na opakowaniach znajdowała się informacja, aby produkty przed spożyciem podgrzać. Zostaliśmy więc z kanapką i dwoma panini prosto z lodówki.

Przynajmniej hot dogi były ciepłe i jak wszędzie oferowano je z licznymi sosami. Za standardowych rozmiarów hot doga z kabanosem zapłaciliśmy 4,49 zł. Na doznania smakowe nie mogliśmy narzekać. Większy hot dog, kosztujący 5,99 zł, również był smaczny. Pieczywo podgrzano na chrupko, a sosów było pod dostatkiem.

Niestety, tego samego nie można powiedzieć o panini. Jedno było z pesto, a drugie z salami. W środku dodatków było bardzo mało. Właściwie tylko tyle, byle po otwarciu bułka była czymkolwiek przykryta. Za 6,99 zł to oferta co najmniej przeciętna. Na dodatek te przekąski zaserwowane na zimno były zupełnie bez smaku. Zjedliśmy ich jedynie po połowie, by po powrocie samodzielnie podgrzać resztę i sprawdzić, jak smakują na ciepło. Dużej różnicy nie było, bo wędliny, sera i innych dodatków prawie nie dało się poczuć. Poza tym pieczywo było zupełnie niearomatyczne, a nawet rozdmuchiwane, waciane bułki po podgrzaniu apetycznie pachną. Panini odradzamy wszystkim.

Na koniec listy potraw została kanapka z kurczakiem za 7,50 zł. Na zimno była nawet w miarę zjadliwa. Sos w niej był dosyć charakterny, więc możemy polecić ją każdemu, kto lubi ostrzejsze potrawy. Wadą naszym zdaniem jest cena, bo chociaż kanapka nie była mała, to za 7,50 oczekiwalibyśmy więcej, i to na ciepło, a nie prosto z lodówki.

Chcielibyśmy jeszcze zauważyć, że bułki do hot dogów były podgrzewane w elektrycznym grillu. Jeśli stacja nie dysponuje piekarnikiem, mogłaby oferować opiekanie kanapek przynajmniej tym sposobem.

Zostały jeszcze napoje. Herbata w rozmiarze 300 ml kosztowała 3,50 zł. To przystępna cena, tym bardziej że napój był smaczny. Niestety nie można tego samego powiedzieć o kawie. Latte w rozmiarze L kosztowało 4,90 zł i ledwo zapełniło połowę kubeczka 300 ml. Jeśli to był rozmiar L, to boimy się spytać o M i S.

W sumie zapłaciliśmy za zakupy na Lukoilu 40,36 zł. To sporo w stosunku do tego, co dostaliśmy w zamian. W porównaniu z wcześniej odwiedzonymi punktami gastronomicznymi na stacjach benzynowych Lukoil wypadł kiepsko. Zachęcamy do odwiedzania tych punktów wyłącznie wtedy, gdy macie chęć na hot doga lub herbatę.

W przyszłym miesiącu zapraszamy na ostatnią część, w której porównamy wszystkie hot dogi oferowane na sprawdzonych przez nas stacjach benzynowych.

Tagi: ceny, hamburger, hot dog, jedzenie, kawa, lukoil, stacja benzynowa, stacja paliw