TEST: Citroën C4 Cactus 1.2 More Life

Citroën to niezwykła marka. Od wielu lat pokazuje czym jest innowacja i awangarda, a mimo to nigdy nie zagrzał miejsca w segmencie premium. Może to i dobrze? Dzięki temu przeciętny Kowalski może sobie pozwolić na coś nietuzinkowego, na przykład na model C4 Cactus.

Cactus należy do rodziny kompaktowego modelu C4. Swoim kształtem bardziej przypomina on jednak crossovera niż typowe auto segmentu C. Pomagają w tym liczne dodatki z tworzywa sztucznego. Dzięki nim przód wygląda bardziej masywnie, a nadkola sprawiają wrażenie rozdmuchanych.

Czy Cactus faktycznie ma w sobie coś z terenówki, poza wyglądem? Nie, przeciwnie. Cactus to wzorowy samochód miejski. Owszem, jego prześwit jest minimalnie podwyższony, ale raczej ze względu na pokonywanie krawężników, niż nierówności w terenie. Dodatki z tworzywa z kolei w praktyce doskonale sprawdzą się na ciasnych parkingach. Dzięki tzw. AirBumpowi, czyli zderzakowi na drzwiach, nie będziemy musieli się martwić o to, że ktoś obije nam lakier na parkingu.

Wnętrze Cactusa jest pełne zaskakująco niskiej jakości tworzywa sztucznego. Tu króluje plastik tylko minimalnie lepszy od tego, który znamy z Dacii. Jednak Citroëna odróżnia od rumuńskiej marki fakt, że wszystkie te tworzywa są ze sobą bardzo dobrze spasowane. To w połączeniu ze wstawkami z lepszych materiałów czyni Cactusa wykonanym lepiej, niż można sądzić na pierwszy rzut oka.

W środku Cactus jest przestronny proporcjonalnie do tego, co obiecuje swoim wyglądem. Nie ma więc zaskoczenia. Mieści się w nim bez problemu 5 osób. Zaskakująco duży jest za to bagażnik. Jego jedyna wada to brak możliwości złożenia oparcia tylko częściowo. Tylna kanapa jest niedzielona, więc jeśli chcemy przewieźć coś większego, musimy liczyć się z tym, że pojedziemy Cactusem tylko w dwie osoby.

Muszę przyznać, że Citroën zabrnął z upraszczaniem Cactusa o krok za daleko. Chociaż za kierownicą umieszczono duży wyświetlacz prezentujący podstawowe informacje o samochodzie, zabrakło tam dwóch szczególnie istotnych wskaźników. Cactus pozbawiony jest obrotomierza oraz wskaźnika temperatury silnika. Na domiar złego Francuzi nie pokusili się nawet o umieszczenie kontrolki wskazującej, że jednostka jest jeszcze zbyt zimna by dynamicznie nią jeździć. Takie rozwiązanie stosuje się w nowoczesnych autach, w których producent rezygnuje z osobnego zegara ze wskazaniem temperatury. W Cactusie go zabrakło.

Citroën chciał również znacznie uprościć konsolę środkową. Dlatego szereg przycisków po prostu przeniósł na wirtualny kokpit dostępny z poziomu ekranu dotykowego. Jaki z tym jest problem? W końcu teraz wszystko ładnie wygląda i nie zajmuje za dużo miejsca. Sęk w tym, że jeśli słuchamy radia, a chcielibyśmy zmniejszyć temperaturę w kabinie o dwa stopnie, musimy przejść do menu klimatyzacji. Chcesz sprawdzić dokładne wskazania komputera pokładowego? Znów – przejdź do innego menu. I tak dalej – cokolwiek chcemy zrobić, zmuszeni jesteśmy do skorzystania z ekranu dotykowego. To fatalny trend u wielu współczesnych producentów. By zmienić cokolwiek z pomocą pokrętła lub przycisku nie trzeba na nie zerkać. Jeśli znamy swoje auto, to po prostu sięgamy mniej więcej tam, gdzie jest stosowny guzik i naciskamy go, bo czujemy pod palcami, że trafiliśmy w pożądane miejsce.

Mimo to polubiłem wnętrze Cactusa. W tej prostocie znalazło się kilka dobrych rozwiązań. Są to np. bardzo (wierzcie, naprawdę bardzo) obszerne kieszenie w drzwiach z przodu i z tyłu. Zmieści się w nich znacznie więcej niż jedna duża butelka z wodą mineralną. Spory jest także zamykany schowek przed pasażerem. Co ciekawe, Citroën wyścielił go miękkim materiałem. Dzięki temu metalowe przedmioty nie będą grzechotać w trakcie jazdy. To jedno z tych miejsc, gdzie zostały zastosowane materiały dobrej jakości.

Pod maską mojego Cactusa pracował 1,2-litrowy silnik benzynowy o mocy 110 KM. Mogłoby się wydawać, że jak na samochód kompaktowych rozmiarów to nieco za mało. Jest wręcz przeciwnie. Cactus z tym motorem dysponuje sporym zapasem mocy. 110 KM to stajnia wyraźnie przekraczająca potrzeby tego wozu. Kluczem do sukcesu jest masa wynosząca niewiele ponad tonę.

W układzie napędowym C4 Catusa zmieniłbym jedynie skrzynię biegów. Mój egzemplarz wyposażony został w przekładnię 5-biegową. Teraz skrzynie z 6 przełożeniami montuje się nawet w mniejszych samochodach. Robi się tak ze względu na oszczędność. Dzięki większej liczbie wysokich biegów łatwiej jest zredukować spalanie. Szczególnie odczujemy to w trasie. Cactus póki nie przekroczy 90 km/h spala średnio 4,4 l benzyny na 100 km. Wystarczy jednak nawet spokojna jazda na drodze ekspresowej, by podbić ten wynik do 5,6 l/100 km. W mieście zapotrzebowanie na paliwo 1,2-litrowego silnika jest przyzwoite. Można w nim osiągnąć około 6,5 l/100 km.

Na szczególne wyróżnienie, co jak wynika z moich obserwacji, jest częste w przypadku Citroënów, zasługuje zestaw audio. Nie jest to żaden cud techniki, oznaczony logo dużego, znanego producenta sprzętu grającego. To zwykły zestaw oferowany przez Francuzów w tym modelu. Mimo to odznacza się bardzo dobrą jakością dźwięku. Radia nie trzeba rozkręcać do wysokiej głośności, żeby cieszyć się pełnym brzmieniem od tonów niskich do wysokich.

Na koniec najlepsza część tej francuskiej układanki – cena. Citroën C4 Cactus zaczyna się od 49 900 zł, a egzemplarz z wyposażeniem, które widzicie na zdjęciu, czyli More Life startuje od 57 900 zł. W tej cenie dostajemy między innymi kamerę cofania, czujniki parkowania z tyłu, przyciemnione szyby, klimatyzację automatyczną, światła i wycieraczki automatyczne i zestaw głośnomówiący Bluetooth. Jeśli chcemy dysponować mocą nie 82 a 110 KM, całkowita kwota wyniesie 64 900 zł. To cena bardziej niż rozsądna. To jedno z nielicznych nowych aut, o których można powiedzieć, że są tanie. W tej kwocie dostajemy bowiem nie tylko przyzwoity samochód z dobrym silnikiem i bogatym wyposażeniem, ale także produkt indywidualizujący się z szarej masy pojazdów jeżdżących po naszych ulicach.

  • ddw

    niestety mam do czynienia z tym autem i powiem ze jedna wielka tragedia. citroen pozatym za szybko sie starzeje i po 3 latach jest gorszy niz 10 letnie niemieckie czy japonskie auta

Tagi: C4, cactus, Citroen, opinia, recenzja, Silnik, spalanie, test