Świąteczna Opowieść z dreszczykiem – rozwiązanie konkursu

W grudniu poprosiliśmy Was byście wykazali się kreatywnością i dokończyli Świąteczną Opowieść z dreszczykiem. Napisaliście wiele niezwykłych zakończeń. Dzisiaj 3 najlepsze z nich nagradzamy.

Według jury najciekawszy dalszy ciąg historii dopisała Vivreen:

… Wcale mnie to nie dziwi. Nie pierwszy raz jak technologia odmawia współpracy. Nie pierwszy raz jak się zgubiłam. W zasadzie również nie pierwszy raz jak jestem zbyt uparta by zadzwonić i poprosić o pomoc. Myślę że to normalne, i to wcale nie dlatego że jestem kobietą kierowcą, jestem po prostu roztrzepana ( ludzie kiedy widzą że mam coś zbyt blisko łokci, odsuwają to na bezpieczną odległość – TRU STORY BRO ). Modlę się by opony dały radę po oblodzonej drodze na którą właśnie trafiłam – tak, opon też nie zdołałam zmienić i idealnie pasuje do mnie zdanie zima znów zaskoczyła Dorotę ( pomimo miesięcznych ostrzeżeń o zbliżających się opadach śniegu ). Wycieraczki ( które powinnam już dawno wymienić ) ledwo nadążają z usuwaniem śniegu z szyby. Znając moje szczęście, za chwilkę z lasu wyskoczy jakiś dzik i stanie na środku drogi. Oczywiście nie bacząc na hałaśliwy klakson i nagłe zmiany światła – długie, mijania, długie, mijania, ciemność…. mijania, długie, długie długie długie …kurcze DŁUGIE! Nie że by mi się tak zdarzyło. Ależ skąd. Akumulator całe szczęście jest nowy więc nie padnie od nieznanych mi problemów. Mam nadzieję. O! Jakieś światła w oddali! Na moje szczęście to jedynie oświetlona reklama bliżej nieznanej mi marki. Stoję przed nią przez chwilę i zastanawiam się co przedstawia. Nie żeby mi się gdzieś spieszyło. Nagle dzwoni telefon.
 
– Jesteś już blisko – Pyta on.
– Yyyy tak tak Kochanie tak.. już niedaleko. Wydaje mi się że stoję przy tej reklamie o której mówiłeś.
– Jakiej reklamie
– No 3 tygodnie temu przed obiadem, jak mówiłeś jak dojechać do Twojej cioci…
– Dorota…
 
– Nooo w każdym razie jestem chyba blisko.
– A co na to GPS
– Ty go spytaj.
– Co się znów stało  – ( słychać w głosie lekką irytację, ironiczny uśmiech oraz westchnięcie typu znów to samo)
– Nic. Nic się nie stało.
– Z autem wszystko w porządku
Oglądam wskazówkę paliwa która zaczyna nerwowo podskakiwać na swojej dolnej półeczce.
– Tak.
– To za godzinkę dojedziesz
– Mhm.
 
– Trzymam Cię za słowo.
– Mhm.
 
Odkładam telefon na siedzenie pasażera. Jeśli tam nie leży to ma zwyczaj latać po całym wnętrzu samochodu. Oddycham głęboko … dobra. Napewno jesteś blisko. Przypomnij sobie obiad 3 tygodnie temu. Mówił o treningu.. o pracy … O aplikacji na telefon… znów praca.. o coś było o świętach ! To było wtedy gdy zastanawiałam się co mu kupić na gwiazdkę! Reklama.. co to było z tą reklamą…
 
Eureka!
 
Jego ciotka narzekała na szczególnie paskudną reklamę widoczną z okna sypialni. Patrzę na reklamę przede mną. Noc jest przerażająco paskudna więc nawet jakbym chciała to nie wypatrzę ich domu. Oglądam się i włączam do ruchu ( którego oczywiście nie ma ). Kieruję się pradawną prawdą przekazywaną w linii kobiecej z pokolenia na pokolenie.. z babki na matkę, z matki na córkę. INTUICJA. To właśnie ona 5 minut później pomogła mi dotrzeć do celu.
 
Bo mężczyźni mają instynkt a kobiety intuicję.
P.s. Całe szczęście że nie brakło paliwa.
Gratulujemy zwycięstwa. Bon paliwowy wyślemy pocztą.
Drugie miejsce i nagrodę w postaci pendrive’a o pojemności 4 GB jury przyznało czytelnikowi o nicku kochamkompy:
W końcu wysiadłem z auta i bezradnie rozglądałem się po okolicy. W oddali zobaczyłem światła. Postanowiłem, że pójdę do tego domu, aby poprosić o pomoc. 
– W takim dniu nikt mi jej nie odmówi! – pomyślałem.
Dotarłem do dworku. To miejsce wyglądało, jakby czas się cofnął… Cóż, liczyłem, że mają środek lokomocji, którym wyprowadzą mnie na główną drogę. Musiałem dotrzeć na święta do domu!
Zapukałem i… drzwi się otworzyły. Uderzyło mnie to, że zamiast lamp były świeczniki… To musiało być jakieś muzeum… W holu pojawił się kamerdyner w uniformie ze złotymi, lśniącymi guzikami. Wziął ode mnie czapkę i kurtkę. Bez słowa zaprowadził mnie do saloniku, gdzie czekała na mnie gorąca kawa i ciepłe rogaliki z delikatnym musem malinowym. 
– Który mamy rok? – zapytałem, czując, że narażam się na śmieszność.
– 1789, paniczu – odparł.
Uwierzyłem… Niczego nie rozumiałem, ale nawet w muzeum nie mogliby tak idealnie odtworzyć klimatu tamtych czasów.
Pewnie zasnąłem za kierownicą i umarłem…
Jedząc rogaliki, przyglądałem się obrazom. To byli… moi przodkowie! Wszyscy mieli moje rysy twarzy. Różnili się wiekiem, płcią, ale byli do mnie podobni…
– No to nie żyję – stwierdziłem. 
Śmierć nie była taka straszna… Miałem własnego kamerdynera i dworek…Pewnie w stajni znajdzie się jakiś koń… Cóż, stało się…
– A dzień? Jaki mamy dzień? – spytałem.
– 24 grudnia. Za 5 dni są urodziny panicza. Jaśnie Pani szykuje przyjęcie.
No tak… Skończyłbym 21 lat… 
Coś stuknęło. Obejrzałem się, ale za mną nikogo nie było. I jeszcze raz… I znowu! To był natarczywy dźwięk!
– Wszystko w porządku? – usłyszałem, gdy… otworzyłem oczy.
Za szybą samochodu zobaczyłem twarz mężczyzny…
Zjechałem na pobocze i zasnąłem. Zauważył mnie i pomógł odnaleźć właściwą drogę.
Zdążyłem na wigilię. Mama upiekła dla mnie rogaliki z musem malinowym i powiedziała, że 29 grudnia przyjdą goście. Będzie przyjęcie z okazji moich 21 urodzin. 
Byłem tak zmęczony, że znalezienie czystego ubrania w szafie stało się heroicznym wysiłkiem. Przydałby się kamerdyner… 
Na ścianie w pokoju nie było ani jednego obrazu. Wszyscy moi bliscy siedzieli przy stole i czekali, aż się wykąpię i do nich dołączę. Mieli moje rysy twarzy. Na szczęście to był koniec skojarzeń z najdziwniejszym snem, jaki miałem w życiu.
Trzecie miejsce, również nagrodzone pendrivem zdobył roger:
jade przez las, od dobrych 20 min nie minełem żadnego samochodu , na domiar złego zaczyna sie palić kontrolka paliwa , ale powinienem juz dojechac! coraz bardziej nerwowy odpalam kolejnego papierosa , śnieg coraz mocniej zaczyna padać ograniczając widocznośc do zaledwie kilku metrów , ostrożnie wchodzę w kolejne ostre zakręty , i tu nagle , jak na złośc zawalone drzewo , blokuje przejazd, zerkam na telefon , brak zasięgu , a jakze by innaczej , kląc w niebogłosy wysiadam zobaczyc czy uda sie przejechać , nihusteczki , nie przejade , jak wróce , nie starczy mi paliwa , BOŻE DLACZEGO W WIGILIE!!!!!!!
wróciłam do samochodu i odpalając kolejnego papierosa rozmyślam co by tu zrobic, i moim oczą nagle przez zamieć śniegu ukazuje sie leśna dróżka obok powalonego drzewa, długo sie nie zastanawiając , zmierzam w wyznaczonym kierunku , może jeszcze jest nadzieja , moze uda mi sie dojechac na kolacje, a moze utkne tu do rana i zamarzne z wyziębienia? .Zjechałem w las, koła boksują po miekkim puchu , lecz brniemy do przodu , w radiu zawodzi cicha noc, i musze stwierdzic ze noc naprawde była cicha , , gdzieś w oddali błysneły ślepia , pewnie jakaś przestraszona sarna , pomyślalem , zerkam to na gps , to na telefon w nadzieji ze jednak choć troche szcześcia sie do mnie uśmiechnie i bede wiedział w jak wielkim bagnie sie znalazlem , i tu nagle…. księgowy mojego ukochanego niezawodnego pojazdu stwierdził że jednak dalej nicholery nie pojedziemy , bo przez pychę , nie zatankowaliśmy sie , no BO PRZECIEZ STARCZY PALIWA…., 
wkurw… chwytam płaszcz , torbe i cóż począć , trzeba dreptać , gdzieś ta droga musi się kończyć , 
brnąć w zaspach , przez ciemny las , za swiatło posiadając tylko latarke w telefonie którego bateria juz aż płakała o podłączenie , dreptałem w nadzieji ze jednak gdzieś dojdę. 
gdzieś w oddali usłyszałem trzask , nie zmartwiło mnie to zbytnio , gdyż zapewne to złamana gałąź pod naporem sniegu , wiec ide dalej nucąc w myśli jingle bells rock , gdy nagle juz bliżej kolejny trzask , 
przystanełem i nasłuchuje…. cisza………cisza………...trzask , ze strachu o mało nie krzyknołem , ale zachowałem zimną krew, może to zwierze , sarna jakaś , albo jakiś psychol z siekierą po choinke sie wybrał i zeby nie dostać mandatu bedzie chciał sie pozbyć świadków, . 
przyspieszyłem kroku , coraz bardziej nerwowo oglądając sie za siebie , i znowu trzask. tym razem ok 20 metrów ode mnie , i kolejny trzask , i poruszyły się krzaki nieopodal ,
no tego juz moje skołotane nerwy nie wytrzymały , 
puściłem sie biegiem przed siebie , gałęzie targały mi płaszcz i smagały po twarzy , lecz wraz z powiewem wiatru poczułem zapach palonego drewna , tylko gdzie ?!.
Biegłem dalej , przedzierając sie przez śnieg i krzaki , nie majać juz żadnego światła poza pudełkiem zapałeg , bo telefon odmowił posłuszeństwa 5 min temu , 
aż nagle w oddali zobaczyłem małe światełko , zziębniety przestraszony rzuciłem sie biegiem w tamtym kierunku , dobiegłem o chatki i zaczełem walić w drzwi , słychać było kroki i nagle drzwi sie otwierają….
 
wujek???? patrze na kolesia który otworzył mi drzwi i sie rozplakalem , trafilem do domu kluczac po lesie przez 4 godziny jeżdzac w kółko , bo nawalił gps.:)))
ot taka historyjka :)))
Gratulujemy zwycięzcom!

2 odpowiedzi na “Świąteczna Opowieść z dreszczykiem – rozwiązanie konkursu”

  1. tyniu napisał(a):

    to pierwsze wcale nie jest straszne, zresztą lepsze tam były.

  2. roger napisał(a):

    moje opowiadanie wygrało jako 3 miejsce , a nadal nikt sie ze mna nie kontaktował w sprawie wysyłki nagrody :)))
    roger.4r@wp.pl
    czekam na jakieś info .
    pozdrawiam

Tagi: bon paliwowy, Historia, konkurs, pendrive, rozwiązanie