Świąteczna Opowieść z dreszczykiem – bądź kreatywny i wygraj bon paliwowy!

 

Sytuacje na drodze potrafią zaskakiwać najbardziej doświadczonych kierowców. Zazwyczaj niezwykłe historie pisze życie. Dzisiaj niespotykane zakończenie jest w Waszych rękach.

My napisaliśmy początek historii. Waszym zadaniem jest dokończyć ją w kreatywny, zaskakujący, ale i zwięzły sposób:

Jesteś w drodze na kolację wigilijną, przed Tobą jeszcze 450 km trasy do przejechania. Jadąc autostradą, przegapiłeś swój zjazd. Zjeżdżasz następnym możliwym zjazdem. Jednak jadąc po źle oznakowanych drogach, zdajesz sobie sprawę, że błądzisz coraz dłużej, warunki drogowe pogarszają się. GPS gubi się i odmawia posłuszeństwa, zaczyna prószyć śnieg…

NAGRODA

Nagrodą w konkursie jest bon paliwowy Statoil o wartości 100 zł. Otrzyma ją autor najlepszego, zdaniem jury, zakończenia. Autorzy, którzy zajmą 2. i 3. miejsce wygrają pendrive 4 GB. Swoje propozycje zakończeń historii umieszczajcie w komentarzach poniżej.

TERMIN

Na Wasze kreatywne pomysły czekamy do 23.12.2014. Przed przystąpieniem do konkursu, zapraszamy do zapoznania się z regulaminem.

11 odpowiedzi na “Świąteczna Opowieść z dreszczykiem – bądź kreatywny i wygraj bon paliwowy!”

  1. Anna napisał(a):

    Drogi pokrywają się białym puchem… To już nie jest autostrada, na której w mgnieniu oka pojawiają się odśnieżarki… Biała jezdnia zlewa się z poboczem, jest coraz bardziej ślisko. Coraz mniej zabudowań…. Droga wiedzie przez las. A ja klnę pod nosem, że nie wysłałam do Świętego Mikołaja listu z prośbą o nowy GPS. Jeszcze do tego nie zatankowałam, łudząc się, że dojeżdżając na miejsce, skorzystam z tańszej stacji paliw. Monotonna jazda po nieznanych mi drogach powoduje, że robię się senna. Kawa…tak! Teraz bardzo by się przydała. Wspomnieniami przywołuję jej aromat… Czuję go coraz bardziej intensywnie… Nagle patrzę… jakieś promienie…słoneczne? To niemożliwe, przecież jest wieczór… Promienie są coraz intensywniejsze. Może to spadająca gwiazda? A może gwiazda betlejemska? I ten zapach kawy… Ocknęłam się. Przez okno wpadają promienie porannego słońca… Na nocnym stoliku stoi kubek z kawą… Dzisiaj 24 grudnia. To będzie piękny dzień. A ja miałam tylko zły sen…

  2. kochamkompy napisał(a):

    W końcu wysiadłem z auta i bezradnie rozglądałem się po okolicy. W oddali zobaczyłem światła. Postanowiłem, że pójdę do tego domu, aby poprosić o pomoc.
    – W takim dniu nikt mi jej nie odmówi! – pomyślałem.
    Dotarłem do dworku. To miejsce wyglądało, jakby czas się cofnął… Cóż, liczyłem, że mają środek lokomocji, którym wyprowadzą mnie na główną drogę. Musiałem dotrzeć na święta do domu!
    Zapukałem i… drzwi się otworzyły. Uderzyło mnie to, że zamiast lamp były świeczniki… To musiało być jakieś muzeum… W holu pojawił się kamerdyner w uniformie ze złotymi, lśniącymi guzikami. Wziął ode mnie czapkę i kurtkę. Bez słowa zaprowadził mnie do saloniku, gdzie czekała na mnie gorąca kawa i ciepłe rogaliki z delikatnym musem malinowym.
    – Który mamy rok? – zapytałem, czując, że narażam się na śmieszność.
    – 1789, paniczu – odparł.
    Uwierzyłem… Niczego nie rozumiałem, ale nawet w muzeum nie mogliby tak idealnie odtworzyć klimatu tamtych czasów.
    Pewnie zasnąłem za kierownicą i umarłem…
    Jedząc rogaliki, przyglądałem się obrazom. To byli… moi przodkowie! Wszyscy mieli moje rysy twarzy. Różnili się wiekiem, płcią, ale byli do mnie podobni…
    – No to nie żyję – stwierdziłem.
    Śmierć nie była taka straszna… Miałem własnego kamerdynera i dworek…Pewnie w stajni znajdzie się jakiś koń… Cóż, stało się…
    – A dzień? Jaki mamy dzień? – spytałem.
    – 24 grudnia. Za 5 dni są urodziny panicza. Jaśnie Pani szykuje przyjęcie.
    No tak… Skończyłbym 21 lat…
    Coś stuknęło. Obejrzałem się, ale za mną nikogo nie było. I jeszcze raz… I znowu! To był natarczywy dźwięk!
    – Wszystko w porządku? – usłyszałem, gdy… otworzyłem oczy.
    Za szybą samochodu zobaczyłem twarz mężczyzny…
    Zjechałem na pobocze i zasnąłem. Zauważył mnie i pomógł odnaleźć właściwą drogę.
    Zdążyłem na wigilię. Mama upiekła dla mnie rogaliki z musem malinowym i powiedziała, że 29 grudnia przyjdą goście. Będzie przyjęcie z okazji moich 21 urodzin.
    Byłem tak zmęczony, że znalezienie czystego ubrania w szafie stało się heroicznym wysiłkiem. Przydałby się kamerdyner…
    Na ścianie w pokoju nie było ani jednego obrazu. Wszyscy moi bliscy siedzieli przy stole i czekali, aż się wykąpię i do nich dołączę. Mieli moje rysy twarzy. Na szczęście to był koniec skojarzeń z najdziwniejszym snem, jaki miałem w życiu.

  3. Konrad napisał(a):

    … W głowie pojawia się wizja niespędzenia tego wyjątkowego wieczoru z rodziną. Nagle zauważasz światło w oddali. Jest, udało się, to światła stacji benzynowej. W oddali widać coraz bardziej wyraźnie napis. Shell?? Orlen?? To nie może być prawda. Iskra nadziei znika tak szybko jak się pojawia. Zrezygnowany jedziesz dalej. Pogodzony z porażką. Jednak stacją okazuję się Statoil i wszystko kończy się dobrze.

  4. etarielle napisał(a):

    Widzę, że to bez sensu. Kompletnie się zgubiłam, nie pierwszy zresztą już raz. Jednak okoliczności nigdy nie były jeszcze takie jak dziś. Nie mogę przecież tak błądzić w nieskończoność! Zatrzymuję się i wyjmuję telefon. No tak, ekran jest czarny, znów zapomniałam naładować baterie. Świetnie, po prostu cudownie. Teraz na pewno spóźnię się na kolację. A jak pójdzie gorzej, to jeszcze zamarznę na tym pustkowiu. Dobrze, że chociaż mam paliwo. Powoli zawracam, nie ma sensu jechać dalej tą drogą, skoro na pewno nie prowadzi ona do celu. Jadę powoli, bo śnieg zaczyna prószyć coraz bardziej i już praktycznie nic nie widać. Chyba tylko dzięki temu udaje mi się zatrzymać, gdy z zadymki wyłania się człowiek. Co za idiota! Ubrany na czarno, a jakże, i do tego idzie nie po tej stronie, co powinien. Ale zaraz, może on wie, gdzie jestem i jak trafić na główną trasę.
    – Przepraszam- staram się być miła – Czy wie Pan jak dojechać do Chełma? Chyba się zgubiłam…
    – wiem. – odburczał i poszedł dalej. A to kutafon, ale nic, próbuję ponownie:
    – A czy mógłby pan mi wskazać kierunek?
    Tym razem się zatrzymał i zlustrował mnie i mój samochód.
    – Jakim cudem ten rzęch jeździ? – zapytał po chwili.
    Z całej siły muszę się powstrzymywać, żeby chama nie rozjechać. To, że moje polo wygląda jak wygląda, wcale nie znaczy, że można je bezkarnie obrażać! W końcu części jeszcze z niego nie odpadają. Przynajmniej nie te najważniejsze. No bo komu potrzebne są jakieś tak klamki. Albo ta listewka przy bagażniku, myślę, że bez niej jest dużo lepiej. Mimo wszystko nadal zachowuję kamienną twarz i pytam po raz trzeci:
    – Może gdzieś pana podrzucić? Strasznie wieje, musi być nieprzyjemnie tak iść na piechotę. A w środku jest ciepło. No, jeśli się nie zwraca tak bardzo uwagi na przeciągi…
    Tym razem poskutkowało, nieznajomy uśmiechnął się i wsiadł na miejsce pasażera. Zaraz też ruszyłam.
    Widoczność była wciąż ograniczona, więc przez dłuższy czas wpatrywałam się w drogę i uważałam, żeby nie zjechać do rowu. Dlatego też dopiero po kilkunastu kilometrach spojrzałam na pasażera i zauważyłam, że ma ubranie poplamione na ciemnobrązowo. Od razu skojarzyło mi się to z plamami krwi. Poczułam dreszcz, bo w końcu byłam na odludziu, z jakimś być może wariatem, który co prawda wskazywał mi drogę, ale skąd mogłam wiedzieć dokąd? Może kierował mnie do jakiegoś lasu? Boże, dlaczego ja zawsze się tak wygłupię? A jeśli on ma nóż za pazuchą i mnie zaraz zaatakuje? Może już kogoś zabił i stąd ta krew? I teraz mnie też zabije, w końcu jedna ofiara mniej czy więcej, co mu zależy.
    Wyrzucałam sobie tak przez chwilę zastanawiając się, co mam zrobić, gdy kazał mi się zatrzymać. Zrobiłam to, choć przyznam, że w tym momencie serce podeszło mi do gardła. On tymczasem stwierdził, że za kilka kilometrów będzie skrzyżowanie z główną trasą i mam tam skręcić w lewo, i wysiadł. Czym prędzej odjechałam, zanim by zdążył wsiąść ponownie.
    Uspokoiłam się dopiero, gdy wjeżdżałam do mojego rodzinnego miasta. Przecież gdyby to był jakiś psychopata, to nie uszłabym cało. Zdążyłam akurat na kolację. Było bardzo miło i wszyscy śmiali się z mojej opowieści o podróży i moim pasażerze, ja także.
    Dopiero gdzieś koło północy przypomniałam sobie o komórce, którą oczywiście zostawiłam w aucie. Zeszłam więc do samochodu i wtedy to zobaczyłam. Na tylnym siedzeniu leżał zakrwawiony, olbrzymi nóż i kartka z napisem: „Nie każdy dziś dojedzie do domu”.

  5. Ad@m napisał(a):

    … na mojej twarzy pojawia się coraz większy uśmiech, dzieciaki z tyłu trochę wystraszone, małżonka obok coraz bardziej wkurzona, zwłaszcza jak widzi co chwile coraz bardziej roześmianą moją twarz, ale przecież nie powiem jej, że nic nie sprawia mi takiej radości jak święta bez jej mamusi czyli „kochanej” teściowej. Po 5 godzinach błądzenia nie wspominając że żona nie odzywa się od 3, dzieciaki od 2 postanowiłem zawrócić i wrócić do domu. Wspomnę tylko że były to najlepsze święta w moim życiu żona nie odzywała się przez 3 dni dzieciaki znalazły prezenty pod choinką więc wszystko inne miały gdzieś. Bez marudzenia mojej żony oraz teściowej, która jak się można domyślić obraziła się razem z córunią na mnie. Przez 3 dni w ciszy i spokoju spędziłem święta przed telewizorem. Niech żyją źle oznakowane drogi i kiepski GPS.

  6. Vivreen napisał(a):

    … Wcale mnie to nie dziwi. Nie pierwszy raz jak technologia odmawia współpracy. Nie pierwszy raz jak się zgubiłam. W zasadzie również nie pierwszy raz jak jestem zbyt uparta by zadzwonić i poprosić o pomoc. Myślę że to normalne, i to wcale nie dlatego że jestem kobietą kierowcą, jestem po prostu roztrzepana ( ludzie kiedy widzą że mam coś zbyt blisko łokci, odsuwają to na bezpieczną odległość – TRU STORY BRO ). Modlę się by opony dały radę po oblodzonej drodze na którą właśnie trafiłam – tak, opon też nie zdołałam zmienić i idealnie pasuje do mnie zdanie „zima znów zaskoczyła Dorotę” ( pomimo miesięcznych ostrzeżeń o zbliżających się opadach śniegu ). Wycieraczki ( które powinnam już dawno wymienić ) ledwo nadążają z usuwaniem śniegu z szyby. Znając moje szczęście, za chwilkę z lasu wyskoczy jakiś dzik i stanie na środku drogi. Oczywiście nie bacząc na hałaśliwy klakson i nagłe zmiany światła – długie, mijania, długie, mijania, ciemność…. mijania, długie, długie długie długie …kurcze DŁUGIE! Nie że by mi się tak zdarzyło. Ależ skąd. Akumulator całe szczęście jest nowy więc nie padnie od nieznanych mi problemów. Mam nadzieję. O! Jakieś światła w oddali! Na moje „szczęście” to jedynie oświetlona reklama bliżej nieznanej mi marki. Stoję przed nią przez chwilę i zastanawiam się co przedstawia. Nie żeby mi się gdzieś spieszyło. Nagle dzwoni telefon.

    – Jesteś już blisko? – Pyta on.
    – Yyyy tak tak Kochanie tak.. już niedaleko. Wydaje mi się że stoję przy tej reklamie o której mówiłeś.
    – Jakiej reklamie?
    – No 3 tygodnie temu przed obiadem, jak mówiłeś jak dojechać do Twojej cioci…
    – Dorota…

    – Nooo w każdym razie jestem chyba blisko.
    – A co na to GPS?
    – Ty go spytaj.
    – Co się znów stało ? – ( słychać w głosie lekką irytację, ironiczny uśmiech oraz westchnięcie typu „znów to samo”)
    – Nic. Nic się nie stało.
    – Z autem wszystko w porządku?
    Oglądam wskazówkę paliwa która zaczyna nerwowo podskakiwać na swojej dolnej półeczce.
    – Tak.
    – To za godzinkę dojedziesz?
    – Mhm.

    – Trzymam Cię za słowo.
    – Mhm.

    Odkładam telefon na siedzenie pasażera. Jeśli tam nie leży to ma zwyczaj latać po całym wnętrzu samochodu. Oddycham głęboko … dobra. Napewno jesteś blisko. Przypomnij sobie obiad 3 tygodnie temu. Mówił o treningu.. o pracy … O aplikacji na telefon… znów praca.. o coś było o świętach ! To było wtedy gdy zastanawiałam się co mu kupić na gwiazdkę! Reklama.. co to było z tą reklamą…

    Eureka!

    Jego ciotka narzekała na szczególnie paskudną reklamę widoczną z okna sypialni. Patrzę na reklamę przede mną. Noc jest przerażająco paskudna więc nawet jakbym chciała to nie wypatrzę ich domu. Oglądam się i włączam do ruchu ( którego oczywiście nie ma ). Kieruję się pradawną prawdą przekazywaną w linii kobiecej z pokolenia na pokolenie.. z babki na matkę, z matki na córkę. INTUICJA. To właśnie ona 5 minut później pomogła mi dotrzeć do celu.

    Bo mężczyźni mają instynkt a kobiety intuicję.
    P.s. Całe szczęście że nie brakło paliwa.

  7. Anna Schwebs napisał(a):

    a ty znajdujesz się na drodze, na której nie ma asfaltu. Zatrzymujesz się na chwilę i sięgasz po telefon. Chcesz znaleźć mapy, lokalizację, cokolwiek ale jedno co widzisz to SMS: „Aby przywrócić dostęp do Internetu, doładuj konto”. „Cholera, te wszystkie MMS- y z życzeniami, to było do przewidzenia”. Odpalasz samochód, śnieg zaczyna przymarzać do szyby. Naciskasz na spryskiwacz, raz, drugi, trzeci. Jedno pryśnięcie płynu, a potem nic. Wychodzisz, skrobiesz szybę i widzisz, że droga na której się znajdujesz jest dosyć szeroka. Postanawiasz więc jechać nią dalej. Po około dwóch kilometrach zauważasz stojący przy drodze dom ukryty wśród drzew. Jego obecność zdradzają tylko nikłe promienie światła przedzierające się zza zamkniętych okiennic. Zatrzymujesz samochód i z niego wysiadasz. Podchodzisz do bogato zdobionego kutego płotu, który otacza domostwo i próbujesz otworzyć bramę. Nagle zauważasz, że samochód stacza się po wzniesieniu. „Przecież był zostawiony na hamulcu” lód jednak zrobił swoje. Biegniesz za samochodem, który bezwładnie toczy się po drodze. Jesteś przerażony, bo w dole szosa gwałtownie skręca w prawo, a na wprost płynie wąska rzeka. „nie, to nie może być prawda” krzyczysz w myśli. Samochód wpada jednak przednimi kołami do rzeki. Podbiegasz tam, żeby wydostać dokumenty i cokolwiek się da, jednak twój wzrok natychmiast kieruje się w inną stronę. Obok samochodu w wodzie unoszą się zwłoki kobiety. Miała poderżnięte gardło i otwarte oczy. To właśnie one coś ci przypominają. Ofiara ma takie same piękne niebieskie oczy jak twoja żona i tak samo je malowała jak ona. Patrzysz teraz na jej usta. Burgundowa szminka spływa z warg, tak samo jak krew spływa do wody z jej szyi. W obrębie 30 cm od ciała po powierzchni wody nie pływają kawałeczki lodu. W końcu ośmielasz się i jej dotykasz. Jeszcze nie wystygła. Jedyna twoja myśl to „morderca musi być jeszcze blisko”. Ogarnia cię coraz mocniejszy strach. Odwracasz się i biegniesz do domu, który stoi przy drodze. może tam ci ktoś pomoże może wezwą policję. Przeskakujesz przez płot i odczuwasz że wiatr zrobił się coraz mocniejszy. Pukasz do drzwi, a raczej wielkich drewnianych wrót. Otwiera człowiek którego twarz w całości przykrywa kaptur. Gdy przekraczasz próg, wyjmuje klucz, chowa go do kieszeni, i razem z Tobą idzie do salonu. Wtedy strach cię całkowicie opuszcza. bogactwo i przepych sugeruje że dom należy do bogatej rodziny, marmurowy kominek, antyki, na suficie świecznik zamiast żyrandola, wielka żywa choinka a na niej kryształowe bombki i świeczki. Ale dlaczego właśnie tu. Pośrodku pól, z daleka od cywilizacji? Lokaj podchodzi do kominka, wyjmuje klucz z kieszeni i wrzuca go do ognia. Ołów natychmiast topnieje a płomień ma złowieszczy niebieski kolor. Wyglądało to jakby krew zmąciła wodę. Na myśl przychodzi co kobieta, którą widziałeś w strumieniu. „Chyba jej nie znałeś?” zapytała jedna z osób siedzących przy stole, jakby czytała ci w myślach. Zapytałeś gdzie jesteś i skąd wiedzą o kobiecie i czemu nie zgłoszą tego policji. „Teraz gościsz tu i będziesz tu gościł na zawsze tak jak oni”- tak odpowiedział starszy mężczyzna siedzący na fotelu w otoczeniu dzieci. To „Dom Bożego Narodzenia”, dla nas tu się wszystko w Wigilię zakończyło dla was się zaczyna”, „Jak to?” – zapytałeś. „Pozwól ze mną” powiedział lokaj i poprowadził cię długim korytarzem na końcu którego były kręte schody, lokaj skierował świeczkę w stronę ściany, która…. wyłożona była ludzkimi kościami… „Był rok 1860 kiedy w wigilijny poranek pani naszego dworku pojechała saniami na kulig . w południe znaleziono ją w rzece z poderżniętym gardłem. Chłopi się zbuntowali. Wieczorem chłopi otoczyli dworek. Mieli płonące pochodnie. Tego wieczora wszyscy zginęli Pan, jego dzieci, ja, dworek doszczętnie spłonął” Teraz każdy, kto tędy przejeżdża trafia tu i pozostaje tu na zawsze. Każdego dnia jest wigilia każdego dnia na coś oczekuje ale to nigdy nie nastąpi” „A moja rodzina?” „Oni nie będą mieli wieczoru wigilijnego, a potem życie potoczy się tak jak poprzednio, dla nich,,,, dla ciebie zawsze będzie wigilia” EPILOG „Raport Policji z dnia 24.12.2014r. Około południa znaleziono zwęglone zwłoki mężczyzny w samochodzie rozbitym na drzewie przy zjeździe z autostrady nr A1. Gdy policja przybyła na miejsce samochód jeszcze płonął. Do wyjaśnienia przez prokuraturę pozostał niebieski kolor płomienia. Analiza chemiczna benzyny nie wykazała zawartości ołowiu. „

  8. Łiljam Szekspir napisał(a):

    Kiedyś był podobny konkurs od Shell. Za 1 miejsce był wyjazd do Adu Dabi na wyścigi F1. Szkoda mojej kreatywności za 100zł

    • Monika napisał(a):

      My natomiast dziękujemy wszystkim Czytelnikom, którzy
      biorą udział w konkursach kreatywnych nie dla drogich nagród, ale dla dobrej
      zabawy!

  9. Buuubuuu napisał(a):

    i nagle przed Tobą staje Buka…

  10. Bagietka napisał(a):

    …dochodzi do mnie, że jestem na jakiejś leśnej drodze, asfalt się skończył… o nie, muszę wycofać. Próbuję, ale wjechałam w jakieś błoto, koła buksują, samochód ani drgnie. Cudownie! Sama sobie nie poradzę, muszę zadzwonić po pomoc. Sięgam po telefon – nie ma zasięgu. No tak, zachciało mi się jeździć po lasach, to mam. Co robić? Panikować? Krzyczeć? Płakać? Iść na nogach i zamarznąć po drodze, albo paść ofiarą psychopaty-gwałciciela? Może posiedzę, poczekam, jakiś cud się zdarzy, ktoś mnie uratuje. Nagle w oddali widzę cień. Ktoś idzie w moją stronę. Ups! To pewnie ten psychopata – no to nieźle sobie wykrakałam. Ten człowiek podchodzi do mojego auta, zagląda, puka w szybę. Ja nieruchomieję, udaję niewidzialną. On nadal puka. Chyba jednak otworzę – w sumie może lepsza śmierć z rąk psychopaty, niż z głodu i zimna. Otwieram nieśmiało szybę i co widzę? Czerwona czapka z pomponem, czerwone ubranie, gęsta, biała broda… ŚWIĘTY MIKOŁAJ WE WŁASNEJ OSOBIE! Próbowaliśmy razem ze Świętym wypchnąć moje auto, ale nic z tego. Zabrał mnie więc do jakiejś chatki nieopodal. W domku siadłam jak najbliżej kominka, bo już nieźle zmarzłam. Nagle odwracam głowę do tyłu, a tam stoi on.. z siekierą w ręce! Nie żebym się nie spodziewała takiego obrotu sprawy… ale podskakuję, zrywam się z krzesła, wydaję z siebie okrzyk, rzucam się na oprawcę, okładam go pięściami – opłacało się chodzić na ten kurs samoobrony. W amoku ciągnę za siwą brodę – ta spada, odkrywając całkiem niezłą twarz całkiem przystojnego faceta. To mnie na chwilę rozprasza, ale nadal atakuję. W końcu mój zdemaskowany Mikołaj łapie mnie za ręce i mówi: „Ej! uspokój się, chciałem Ci powiedzieć, że idę narąbać drewna, bo w kominku zaraz wygaśnie.” Na co ja odpowiadam: „yyyy aha, to sorry”. No i tak oto rozpoczęła się fantastyczna i owocna znajomość z Mikołajem (bo to jego prawdziwe imię), który co prawda taki „święty” nie jest, ale całkiem fajny z niego facet. 😉

Tagi: autostrada, bon paliwowy, Historia, konkurs, opowieść, śnieg, statoil, zima