Recenzja: „Sébastien Loeb: Mój styl jazdy”

Francuski kierowca rajdowy Sébastien Loeb urodził się 26 lutego 1974 roku w Haguenau. Jego życie było wyjątkowo barwne, pełne zarówno sukcesów, jak i chwil goryczy. W 2010 roku spisał cały swój świat na stronach autobiografii dedykowanej córce.

Z tego tekstu nie dowiecie się niczego nowego o Sébastienie Loebie. Nie poznacie jego dzieciństwa, nie przekonacie się, dlaczego dorastanie nie było dla niego łatwe, ani nie przeczytacie o tym, jak wielki jest jego talent. Od tego jest „Sébastien Loeb: Mój styl jazdy”.

Biorąc do ręki autobiografię tak utytułowanego kierowcy, bałem się, że w pewnym sensie ta historia może mnie przerosnąć. Obawiałem się, że może być zbyt patetyczna. W końcu Loeb zasłużył na chwałę i sławę. Mógł więc napisać książkę, która będzie wisienką na torcie jego licznych sukcesów. Jednak nie zrobił tego.

Sébastien Loeb snuje w swojej autobiografii opowieść o wielokrotnym rajdowym mistrzu świata tylko z pozoru. W rzeczywistości to historia prostego (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) chłopaka, który dzięki samozaparciu i pasji sięgnął gwiazd. Książka jest napisana bardzo luźno, można powiedzieć, leniwie. Czyta się ją jednym tchem, bo ma się wrażenie, jakby słuchało się opowieści kogoś bliskiego, z kim siedzi się w zimowy dzień przy kominku z butelką wina. Loeb się nie narzuca i nie wciska nam swojego wyidealizowanego obrazu. Jest szczery, czasem niemal do bólu, gdy odsłania przed czytelnikiem najbardziej osobiste karty swojego życiorysu.

Autobiografia Loeba traktuje bardziej o samym Sébastienie niż o otoczce świata rajdowego. Jeśli liczycie na to, że biorąc do ręki tę książkę, chwycicie biblię kierowcy sportowego, jesteście w błędzie. To bardziej opowieść o tym, jakim człowiekiem jest Loeb i jakie są właściwie tego korzenie, niż poradnik „Jak zostać królem motorsportu w weekend”.

Dzięki temu, że jest to opowieść bardziej osobista, „Mój styl jazdy” powinien trafić do każdego, nie tylko do miłośników rajdów samochodowych. Jest tu bowiem zawarta bardzo budująca historia, która pokazuje, że kluczem do sukcesu jest przede wszystkim pasja, którą mamy w sercu, a dopiero w drugiej kolejności liczy się włożony ogrom pracy.

Książka w polskim wydaniu pojawiła się dopiero w 2013 roku. Historia Loeba została wydrukowana na lekko żółtym papierze, dzięki czemu bardzo przyjemnie się ją czyta. Wzrok nie męczy się nadmiernie białymi stronami, które bardzo często znaleźć można w nowych książkach. Pośrodku tego wydania znajduje się 6 stron z kolorowymi fotografiami wydrukowanymi na połyskującym papierze. To dobry dodatek, który delikatnie ubarwia biografię i daje czytelnikowi wyobrażenie o młodym Loebie i jego świecie.

Jeśli jesteście miłośnikami rajdów samochodowych, autobiografia Sébastiena Loeba powinna trafić w Wasze ręce. Ta książka będzie także doskonałą lekturą dla każdego, kto chociaż trochę interesuje się motoryzacją, ale ze sportami motorowymi miał jeszcze niewiele wspólnego. Będzie ona doskonałą inspiracją do rozwoju własnych pasji i zajrzenia w świat rajdów samochodowych.

2 odpowiedzi na “Recenzja: „Sébastien Loeb: Mój styl jazdy””

  1. Marcin234 napisał(a):

    Czytałem w zeszłym roku. Świetna książka dla fana motoryzacji. Polecam!

  2. Kris napisał(a):

    Najlepsze było dla mnie odkrycie, że Loeb tak naprawdę zaczynał zabawę w rajdy bardzo późno i wywodził się ze środowiska nie mającego nic wspólnego z rajdami. Był zupełnym przeciwieństwem tych wszystkich „synów swoich ojców”, których pełno w motorsporcie. Miał ciągle pod górkę i dlatego tę książkę czyta się jak scenariusz amerykańskiego filmu o spełnianiu marzenia o byciu mistrzem. Polecam!

Tagi: Citroen, książka, mój styl jazdy, rajdy, recenzja, rozrywka, Sebastien Loeb, test, WRC