Programy bezpieczeństwa są hamowane przez zarządy firm [wywiad]

Wypadek samochodowy, Polska Żyrardów / fot. FxJ

Wypadek samochodowy, Polska, Żyrardów / fot. FxJ

Z Bartłomiejem Morzyckim, prezesem Stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego rozmawia Tomasz Czarnecki.

Tomasz Czarnecki: Kierowca firmowy uchodzi w społeczeństwie za synonim osoby jeżdżącej szybko i niebezpiecznie.

Bartłomiej Morzycki: – Za kierownicą aut flotowych zazwyczaj zasiadają osoby pracujące pod presją czasu, w stresujących warunkach. Ich zadaniem jest odbycie jak najwięcej spotkań, co wiąże się z koniecznością przejechania wielu kilometrów. Niestety, nadal widzimy na drogach prowadzących pojazdy z logo firmy, którzy znacznie przekraczają prędkość, jadą slalomem między innymi samochodami, z telefonem przy uchu, a czasami nawet laptopem na kolanach. Stereotyp przedstawiony w pytaniu ma zatem swoje uzasadnienie, choć z drugiej strony dzięki rosnącej świadomości bezpieczeństwa w firmach ta sytuacja zmienia się na lepsze.

Ile kosztuje firmę wypadek drogowy jednego pracownika? Słyszałem kiedyś o kwocie 25 000 zł…

– Rzeczywiście takich wyliczeń kilka lat temu dokonała Międzynarodowa Organizacja Pracy. Warto zdawać sobie sprawę, co składa się na tę sumę. To nie tylko koszt wyłączenie auta z eksploatacji i jego naprawa, a w dalszej konsekwencji obniżenie wartości pojazdu, ale także koszty niewykonania pracy, wydatki związane z nieobecnością pracownika i koniecznością jego zastąpienia, leczenie i odszkodowanie zdrowotne. Do tego typu wyliczeń trzeba mieć jednak dystans, gdyż siłą rzeczy są one dość uśrednione, podczas gdy w konkretnym przypadku ten koszt może być znacznie wyższy, zwłaszcza jeśli w grę wchodzą poważne uszkodzenia ciała lub znaczne straty materialne, na przykład w postaci zniszczonego towaru.

 Obniżyć spalanie o 5 procent

 To prawda, że programy bezpieczeństwa często napotykają na opór zarządów firm?

– W Polsce nadal jest mała świadomość wśród kadry zarządzającej i niestety z naszej perspektywy programy bezpieczeństwa często napotykają na opór najważniejszych osób w przedsiębiorstwach. Wynika to moim zdaniem głównie z niewłaściwego zrozumienia tematu lub bardzo powierzchownego podejścia. Warto jednak o bezpieczeństwie floty mówić jako o inwestycji i pokazywać realne korzyści finansowe dla firmy: mniejszą szkodowość, niższe składki ubezpieczeniowe, tańszy wynajem, oszczędność na paliwie i naprawach pojazdów. Przykładowo, znane są przypadki dużych flot, w których dzięki programowi bezpiecznej floty udało się zmniejszyć zużycie paliwa o około 5 procent.

Jak pan ocenia działania Fleet Managerów? Nieoficjalnie słyszałem sygnały, że w wielu firmach nie są prowadzone programy bezpieczeństwa, bo są one zbyt absorbujące dla szefa floty, a ewentualne odium niepowodzenia spadnie na niego…

– Z naszych obserwacji wynika, że przede wszystkim o wprowadzeniu programów bezpieczeństwa decyduje zarząd bądź wyższe kierownictwo w firmie. Fleet Manager nie zawsze ma odpowiednią siłę przebicia, aby przekonać dlaczego warto zainwestować pieniądze i czas pracowników. Jeśli chodzi o samych flotowców, pokutują wśród nich różne przekonania. Ostatnio słyszałem na przykład stwierdzenie, że po szkoleniach wzrosła w firmie szkodowość, bo kierowcy poczuli się zbyt pewnie. Aby działania były skuteczne, muszą być przemyślane i dobrze zaplanowane. Jeśli chcemy szkolić kierowców, wybierajmy sprawdzone szkoły jazdy i już na wstępnie zaznaczmy, że nie chodzi nam o „poślizganie się na płycie” i integrację pracowników, ale przede wszystkim o zbudowanie w nich pokory wobec drogi i sytuacji, które mogą ich na niej spotkać. Na rynku rośnie też znaczenie firm obsługujących kompleksowo floty służbowe. Wśród nich widać większe zainteresowanie bezpieczeństwem, więc być może przełoży się to także na wskaźniki bezpieczeństwa.

Bartłomiej Morzycki / fot. archiwum prywatne

Bartłomiej Morzycki / fot. archiwum prywatne

Prezes firmy powinien dawać przykład

Jakie działania może zastosować szef małej firmy, posiadającej kilka, kilkanaście pojazdów, by poprawić bezpieczeństwo swoich pracowników?

– Niezwykle ważne jest wdrożenie i pielęgnowanie w firmie kultury bezpieczeństwa jazdy. Od wewnętrznych regulaminów poczynając, poprzez nieformalne rozmowy, na profesjonalnych szkoleniach kończąc. Każdy właściciel firmy może zachęcać swoich kierowców do bardziej odpowiedzialnego zachowania na drodze poprzez umożliwienie im doskonalenia umiejętności prowadzenia samochodu. Dobra okazją do tego są odpowiednio dobrane szkolenia. Konfrontacja z profesjonalnym instruktorem jazdy pozwoli uświadomić i wyeliminować złe nawyki, a także wzmocnić te dobre, które zostały wykształcone podczas prowadzenia samochodu. Warto także zobowiązać pracowników do przestrzegania przepisów drogowych i konsekwentnie egzekwować te ustalenia. Podnosić bezpieczeństwo można również poprzez odpowiedni dobór samochodu, stały serwis pojazdów, sezonową wymianę opon, a także zainstalowanie takich udogodnień, jak zestawy głośnomówiące. Przede wszystkim jednak dobry przykład powinien iść z góry. Jeśli szef wymaga określonych standardów na drodze, sam w pierwszej kolejności powinien ich przestrzegać.

Co powinno się zmienić w Polsce, by było bezpieczniej? Domyślam się, że będzie to długa lista… 

– To byłaby zdecydowana długa lista. Zawsze powtarzamy, że bezpieczeństwo drogowe to skomplikowany zestaw wielu czynników. Nie ma jednego złotego środka, a ktoś kto by go wynalazł zasłużyłby chyba na pokojowego Nobla. Na pewno bezpieczeństwu służy rozbudowa sieci dróg bezkolizyjnych, system automatycznej kontroli prędkości, wyższe sankcje za szybką jazdę i prowadzenie auta po spożyciu alkoholu. Swoje zrobiły też liczne kampanie społeczne. Ważna jest konsekwencja w działaniu i nieuchronność kary. Na przykład jeśli już przyzwyczailiśmy kierowców do fotoradarów, to niedobrze, że teraz część z nich stoi zasłoniętych, bo Sejm przed wyborami tak postanowił. Podobna konsekwencja musi być w firmach. Nie wolno pobłażać i przymykać oko na pozornie błahe wykroczenia. Najlepszym przykładem takiego niby niewinnego zaniedbania jest ostatni wypadek samochodu z prezydentem z powodu opony…

Lepiej, ale wciąż niedobrze

Mimo wszystko mam wrażenie, że jest lepiej niż było. 

– Jest zdecydowanie lepiej. Jeszcze 10 lat temu na drogach ginęło regularnie ponad 5000 osób rocznie. W ostatnim roku ta tragiczna liczba spadła poniżej 3000. Mamy mniej wypadków, ofiar i osób rannych. Niestety, w tym samym czasie w innych krajach europejskich sytuacja poprawiła się bardziej niż w Polsce, stąd wciąż czujemy, że musimy gonić resztę Europy.

Z drugiej strony, patrząc jak jeżdżą kierowcy, czasem cieszę się, że nie mam na wyposażeniu karabinu maszynowego, bo pewnie bym go użył…

To dobrze, że pan go nie ma. Ostatnio widziałem badania europejskie dotyczące niekulturalnych zachowań charakterystycznych dla kierowców w poszczególnych krajach. Polacy wyróżnili się wyższym niż średnia odsetkiem osób, które mają zwyczaj wysiadać z samochodu, aby „porozmawiać” z drugim kierowcą (26 procent vs 16 procent średniej w UE). W tym kontekście strach pomyśleć, co by było, gdybyśmy wozili ze sobą broń…

Działania PBD

Na koniec proszę dosłownie w kilku zdaniach napisać czym zajmuje się stowarzyszenie?

– Stowarzyszenie Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego (Partnerstwo) działa na rzecz poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego i zmniejszenia liczby ofiar wypadków drogowych w Polsce. Od momentu powstania w 2000 roku do 2006 roku było afiliowane przy Krajowej Radzie Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Ministerstwie Transportu. W maju 2007 zostało zarejestrowane jako stowarzyszenie i od tej pory jest niezależną instytucją skupiającą przedstawicieli trzech sektorów życia publicznego: biznesu, rządu i organizacji pozarządowych. Członkowie Partnerstwa chcą  wspólnie pracować i przyczyniać się do zmniejszania liczby zabitych i rannych na polskich drogach. Partnerstwo jest członkiem Global Road Safety Partnership (GRSP) w Genewie, tj. międzynarodowej organizacji pracującej na rzecz trwałego ograniczenia liczby wypadków drogowych w krajach przechodzących proces transformacji. W Polsce Partnerstwu patronują Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego oraz Bank Światowy.

Tagi: Bartłomiej Morzycki, bezpieczeństwo, bezpieczeństwo kierowców, bezpieczeństwo w firmie, PBD, ruchdrogowy, Stowarzyszenie Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego, wywiad