Pijani bez alkoholu [wywiad]

Z Katarzyną Kozak-Piskorską z Fundacji ZenDriving rozmawia Tomasz Czarnecki

Tomasz Czarnecki: Operatorzy komórkowi chwalą się niskimi abonamentami, a jednak mam wrażenie, że kierowcy koniecznie chcą płacić za korzystanie z telefonu więcej niż kilkadziesiąt złotych miesięcznie…

Katarzyna Kozak-Piskorska: Większość użytkowników aut wie, że rozmowa przez telefon w samochodzie może kosztować 200 złotych i 5 punktów karnych. A jednak osób korzystających z aparatów bez zestawu mamy mnóstwo, coraz więcej… W 2014 roku ukarano 120 000 prowadzących auto, to o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej i cztery razy więcej niż w 2012 roku. Ci kierowcy zapewne nie dopuszczali do siebie myśli, że mogą zostać „przyłapani”.

Katarzyna Kozak-Piskorska

Zestaw niewiele pomoże

To bez sensu. Mamy przecież tyle kampanii w mediach.

– Nie wszystkie kampanie są w stanie zmienić nasze postępowanie. Większość z nich może mieć wręcz skutek odwrotny. Nawet, jeśli zostaniemy ukarani mandatem, mamy zaledwie 1 procent szans, że zmienimy nasze postępowanie. Nasze nawyki mają większą siłę przebicia.

Przecież wystarczy inwestycja w zestaw głośnomówiący. To często 100, 200 zł.   

Używając zestawu głośnomówiącego, działa pan zgodnie z prawem i tu gratuluję. Pozostaje jednak jeszcze ważniejsza kwestia, od której właściwie powinniśmy rozpocząć rozmowę. To oczywiście bezpieczeństwo, mające większą wagę niż każde pieniądze. Korzystanie z zestawu głośnomówiącego go wcale nie zapewnia, a każda rozmowa telefoniczna podczas jazdy niesie za sobą ogromne ryzyko.

Proszę wybaczyć, ale uznałem, że do Czytelników na początek bardziej trafi argument finansowy.

– Być  może. Warto jednak wiedzieć, że połowa operacji związanych z użytkowaniem telefonu za pośrednictwem zestawu głośnomówiącego angażuje naszą rękę i wzrok. Ryzyko wypadku będzie sześciokrotnie większe przy samym wybieraniu numeru. Ponadto sama rozmowa bardzo negatywnie wpływa na naszą koncentrację – według badań, rozmowa z szefem czy z żoną, toczona podczas prowadzenia samochodu, działa tak samo zaburzająco, jak alkohol.

Spragnieni są niebezpieczni

Czyli mogę być pod wpływem nie wypijając ani kropli. Dziwne…

– To całkiem logiczne. Mamy ograniczone zasoby poznawcze, więc odciągając uwagę od podstawowej czynności, jaką jest prowadzenie samochodu, siłą rzeczy pozbawiamy się większości naszych kompetencji – m.in. prawidłowej oceny sytuacji czy przyzwoitego czasu reakcji.  Co więcej, tegoroczne badania udowodniły, że tych samych kompetencji pozbawia prowadzących samochód także niewypijanie wystarczającej ilości wody. Umiarkowanie odwodniony kierowca popełnia tyle samo błędów, co kierowca z 0,8 promila we krwi. Także może pan „być pod wpływem” znacznie częściej, niż się panu wydaje…

Czuję, że namawia mnie pani do zamiany telefonu na butelkę wody. Ale przecież mnie nie spotka nic złego…

– Jest Pan pewny? Ludzki umysł obfituje w tego typu przekonania. Wiele osób twierdzi, że przepisy traktują społeczeństwo zbyt surowo i mają na celu tylko wyłudzenie ciężko zarobionych pieniędzy lub są spowodowane głupotą urzędników. Do tego użytkownicy aut uważają się za wspaniałych kierowców, mogących śmiało pisać SMS-y podczas jazdy autostradą, nie tylko w korku. Albo mówią sobie „tylko zadzwonię do żony, no może jeszcze do szefa, ale to potrwa minutę”. Większość wypadków stanowi efekt właśnie takich błędnych przekonań… Sytuacja na drodze zmienia się w ciągu sekundy, nawet ułamków sekundy. Czy rozmawiając przez telefon w aucie nigdy pan nie miał opóźnionej reakcji względem pieszego czy innego pojazdu?

Jazda autem to czas wolny?

Nie przyznam się… Ale jak tu nie odebrać dzwoniącego telefonu?!

– No i tutaj wracamy do kolejnego „winnego”. Nawyki to czynności wykonywane często w sposób nieświadomy, instrumentalny, znajdują się poza naszą kontrolą. Oddziałują mocniej niż jakiekolwiek filmy przedstawiające wypadki czy też statystyki. Ma pan rację – jak telefon dzwoni, zazwyczaj go odbieramy, nie możemy też powstrzymać się od przeczytania wiadomości. Ale to nie dotyczy tylko samochodu. Podobnie postępujemy na zakupach, podczas spaceru z dzieckiem, tuż po przebudzeniu, przed pójściem spać. Można to odczuć nawet w kinie i w teatrze…

Niektórzy tłumaczą się, że korzystają z telefonu w aucie, bo tylko wtedy mają na to czas. W pracy są inne zajęcia, a w domu czeka rodzina.

– To według mnie wynika z norm. Społecznych, grupowych, osobistych. Istnieje ciche przyzwolenie na korzystanie z telefonu w niemal każdym miejscu. A jazda samochodem jest postrzegana jak „czas wolny”, czyli moment w pracy, gdy nie musimy siedzieć przed komputerem czy uczestniczyć w spotkaniu z klientem. Czynimy to co inni, więc wydaje nam się, że robimy dobrze i nie poniesiemy konsekwencji. Ale tu nie ma odpowiedzialności grupowej. Jeśli spowodujemy wypadek, cała odpowiedzialność spoczywa wyłącznie na naszych barkach. A o wszystkim decyduje często utrata koncentracji na ułamki sekund.

Walka z samym sobą

Niczym potulny pacjent i osoba nałogowo rozmawiająca przez telefon czekam na receptę… Ale mam wątpliwości, czy istnieje lek.

– Wszystko zależy od pana. Lekarstwo mamy w zasięgu ręki. Niektórzy wyciszają lub wręcz wyłączają telefon na czas jazdy samochodem. Inni mają przyporządkowane do najważniejszych numerów oryginalne dzwonki i odbierają aparat tylko w wyjątkowych sytuacjach. A jeszcze inni obsługują telefon głosem, co chociaż nie gwarantuje bezpieczeństwa, nieznacznie redukuje ryzyko wypadku. Dobrym nawykiem byłoby oddzwanianie podczas postoju, co umożliwiają nam wspomniane przez pana niskie abonamenty. Ogromną rolę odgrywa silna wola. Niekiedy warto sięgnąć po konsultację się z psychologiem, który podpowie, z jakich metod pracy z nawykami skorzystać. Proszę się nie śmiać, wizyta u psychologa w dzisiejszych czasach nie stanowi nic wstydliwego, lecz element higienicznego życia. Proszę pamiętać, superbohaterowie są tylko w filmach, a my – zwykli ludzie – często potrzebujemy wsparcia w radzeniu sobie z nadmiarem stresu i oczekiwań. I choć często pracodawca oczekuje od nas, żebyśmy odbierali od niego telefon w każdej sytuacji, pamiętajmy – to nie on poniesie ewentualne konsekwencje wypadku. Użyję obrazowego porównania, choć przed rozmową uzgodniliśmy, że nie będziemy mówić o drastycznych przykładach. Drwal pracujący piłą łańcuchową musi przestrzegać zasad BHP, by nie odciąć sobie nogi. Stolarz dba, by młotek lądował na gwoździu, nie na palcu. W samochodzie też trzeba przestrzegać określonych reguł…

I na koniec pytanie o działalność fundacji. Wasza nazwa wskazuje na mocno filozoficzne podejście do jazdy samochodem…

– Wbrew pozorom koncentrujemy się na praktyce. W naszych szkoleniach korzystamy ze sprawdzonych metod psychologicznych, wpływających na postawy i decyzje, które kierowcy podejmują w każdej minucie. Koncentrujemy się na działaniach pozytywnych, konstruktywnych, pokazujemy, że jazda samochodem to gra zespołowa, nie rywalizacja, że w atmosferze wzajemnej życzliwości i wyrozumiałości potrafimy być lepszymi i bardziej odpowiedzialnymi kierowcami. Uczymy, jak nie dać się sprowokować agresją i błędami innych kierowców, ale też dzwonkiem telefonu. W skrócie: kształtujemy kulturę bezpieczeństwa. Naszą ofertę kierujemy przede wszystkim do kierowców flotowych, którzy są sprawcami co trzeciego wypadku drogowego w Polsce! Jak widać, same treningi techniki jazdy na płytach poślizgowych to za mało…

Tagi: katarzyka kozak-piskorska, rozmowa przez telefon w samochodzie, wywiad, Zen Driving, zestaw głośnomówiący