Oldtimerbazar – spoiwo łączące fanów motoryzacji [wywiad]

Na początku klientami byli w większości znajomi. Teraz nasze motocykle znajdują się w muzeach Europy Zachodniej – mówi Piotr Kawałek, właściciel pracowni restauracji pojazdów i organizator giełd Oldtimerbazar.

Od czego zaczęła się historia Oldtimerbazaru?

Jak często w życiu bywa, był to przypadek. Historia Oldtimerbazar zaczęła się 20 lat temu. Moje doświadczenia z motocyklami sięgają jeszcze dalej. Moja przygoda z nimi zaczęła się 36 lat temu, kiedy miałem 14 lat. Muszę za to podziękować ojcu. Wpadł on na pomysł, aby co wakacje kupować mi uszkodzony motocykl. Idea była taka, że miałem naprawić maszynę, a potem ją sprzedać i zachować pieniądze.

Moja podstawowa działalność polega na sprzedaży i serwisowaniu maszyn budowlanych. Mając stałe źródło dochodu mogłem inwestować. Interesowały mnie zabytkowe pojazdy. W czasach, w których zaczynałem, nie było portali aukcyjnych czy internetowych ogłoszeń. Na rynku była za to odpowiednia prasa, np. „Giełda motocyklowa”.

Pojazdów trzeba było szukać na terenie całej Polski. Pochłaniało to sporo czasu, wymagało odbycia wielu rozmów telefonicznych, dowiadywania się kto, gdzie, co i u kogo widział. Jeździłem często po kraju. Realizacja hobby zaczęła kolidować z obowiązkami związanymi z firmą.

Zacząłem się zastanawiać: dlaczego mam jeździć po terenie całej Polski i szukać dla siebie motocykli, jeżeli można zorganizować coś na wzór motocyklowej giełdy łódzkiej? Ludzie sami przyjeżdżaliby do Wrocławia, a ja mógłbym spośród przywiezionych przez nich jednośladów wybierać te, które mnie najbardziej interesują. Takie było podstawowe założenie.

Jak wyglądała pierwsza giełda?

Pierwsza edycja odbyła się na terenie wyścigów gokartowych. Ogłoszenia zamieściliśmy w prasie motocyklowej oraz lokalnej. Pojawiło się 43. wystawców. Jak na pierwszy raz niezły wynik. Przyjechali z tym, co dzisiaj można by nazwać klamociarstwem, ze starymi motocyklami i częściami do nich. 20 lat temu było jeszcze w czym wybierać. Liczba rzeczy była ogromna. Wiele z tych fantów jest obecnie trudnych do znalezienia.

Pierwsza giełda była niezwykle udana, zarówno dla wystawców, jak i wrocławian, którzy przybyli dość licznie. Pojawiło się ok. 2000 osób. Trudno to porównywać do współczesnych giełd, na których frekwencja jest sześć razy większa. Wtedy jednak wystarczył do tego, aby impreza się przyjęła.

Jak często odbywają się giełdy?

Na początku zdecydowaliśmy, że będzie się odbywać cztery razy w roku. Zawsze chodziło o to, żeby zorganizować edycję zimową (dla tych, którzy naprawiają pojazdy), wiosenną (dla tych, którzy przygotowują się do sezonu), przedwakacyjną (żeby dokupić części, o których wcześniej się zapomniało) i jesienną (żeby wymienić sprzęt na nowy).

Aktualnie organizujemy we Wrocławiu pięć giełd rocznie. Doszła jeszcze dodatkowa edycja przed świętami, umożliwiająca sprawienie prezentu komuś bliskiemu lub sobie.

Na dziesięciolecie Oldtimerbazaru zorganizowaliśmy dwie imprezy w Warszawie. Do dziś są one uznawane za największe giełdy pod względem liczby zgromadzonych zabytkowych pojazdów. Samochodów i motocykli było ok. 140. Jedna z hal była przeznaczona do handlu, a druga na wystawę.

Pojawialiśmy się w wielu innych miejscach: Krakowie, Gdańsku, Katowicach, Będzinie. Lokalizacji było sporo. W tej chwili ograniczyliśmy się do dwóch. Poza Wrocławiem, giełda odbywa się też w Sosnowcu.

Ograniczyliśmy się do tych miast z powodu kryzysu. W branży budowlanej dało się go zauważyć w 2008 r. Na rynek hobbystyczny w Polsce przełożyło się to na przełomie lat 2009 i 2010. Mniej więcej w tym czasie musieliśmy zacząć redukować koszty. Imprezy przypisane do konkretnych miejscowości nie były w stanie zapewnić takiego popytu, żeby wystawcy byli w stanie przyjeżdżać, przedstawiać towar i utrzymywać giełdę cały czas w ruchu.

Wrocławska giełda, jako najstarsza, przyciąga entuzjastów motoryzacji z województw wielkopolskiego, opolskiego, śląskiego, łódzkiego. Giełda sosnowiecka też ma sens. Ściąga ludzi z całego województwa śląskiego. Odbywa się zresztą w rewelacyjnych warunkach. Nie pod wiatami, a w zamkniętym i ciepłym nawet zimą obiekcie Expo Silesia.

Czy planujecie powrót do innych miast?

Co do dalszych zamierzeń trudno cokolwiek powiedzieć. Patrząc na sprzedaż nowych motocykli w kraju, jest to cały czas tragedia. W sierpniu 2014 r. weszła w życie nowelizacja do ustawy o kierujących pojazdami, która umożliwia pod pewnymi warunkami posiadaczom prawa jazdy kategorii B jazdę motocyklami o pojemności 125 cm3. Już sama ta zmiana spowodowała, że w ubiegłym roku sprzedanych zostało ok. 3500 nowych motocykli tej klasy. Zawsze zwracam uwagę na sprzedaż nowych pojazdów, ponieważ to ona, a nie rynek wtórny, pokazuje, jak dynamicznie rozwija się przemysł.

Tych 3500 nowych motocykli kategorii 125 stanowi ok. 40% wszystkich sprzedanych motocykli. Być może ten rok będzie jeszcze lepszy, ponieważ powstała nowa grupa klientów. Maszyny 125 nie są wyszukane, za to tanie. Za ok. 4000 zł można kupić sensowny jednoślad. Można domniemywać, że dzięki zmianie ustawy rynek motocyklowy zacznie się rozwijać. Jeśli tak się stanie, pomyślimy o odnowieniu starych imprez czy organizacji nowych. Na razie można o tym pomarzyć.

Jak giełda zmieniła się w ciągu 20 lat?

Teraz na naszą imprezę można przyjść nago i wyjść ubranym, kupić ubranie motocyklowe począwszy od bielizny, przez ramoneski i kostiumy jednoczęściowe, po buty, rękawice i nakrycia głowy. Mało tego, po skompletowaniu ubrania można się przejść po stoiskach i wybrać, na którym motocyklu odjedziemy do domu.

W tej chwili mówimy o bardzo szerokim spektrum. Oldtimerbazar od początku był nastawiony na zabytkową motoryzację, zarówno motocyklową, jak i samochodową. Natomiast rozrósł się to do tego stopnia, że zajmujemy się teraz motoryzacją zarówno zabytkową, jak i współczesną.

Oldtimerbazar to nie tylko giełda, ale też warsztat renowacyjny. Czy było to naturalne rozwinięcie działalności związane z giełdą?

Motocykle, które kupowałem na początku działalności Oldtimerbazaru, nie miały stać w garażu. Uważam, że pojazd zabytkowo nie służy do tego, żeby go tylko pokazywać, ale do jeżdżenia. Prawdziwą radość daje właśnie jazda, a nie podziwianie motocykla.

Skończyłem wydział mechaniczny Politechniki Wrocławskiej. Moje wykształcenie było na tyle pełne, że pozwalało mi na restaurowanie motocykli samemu. Jak mówiłem wcześniej, do zdobycia umiejętności przyczynił się też mój ojciec. Wspomnianych wakacyjnych motocykli zrobiłem z osiem. Miały one bardzo dobrą renomę wśród moich rówieśników. Kilku poprosiło o to, żeby przygotować dla nich maszyny.

Liczba moich motocykli z czasem rosła i w pewnym momencie nie miałem już możliwości, aby pracować nad nimi samodzielnie. Zacząłem się posiłkować pomocą z zewnątrz. Do ludzi, którzy przygotowywali motocykle miałem olbrzymie ilości żalu. Pojazdy były przygotowywane niezgodnie z katalogiem, ciekły z nich olej i benzyna. Niechlujstwo techniczne i montażowe było duże.

Stwierdziłem, że szkoda moich pieniędzy i czasu, żeby powierzać przypadkowym osobom robienie moich motocykli. To był pierwszy impuls do tego, żeby stworzyć własną restaurację pojazdów zabytkowych. Mogę wszystko nadzorować, zatrudniać ludzi, którzy rzeczywiście są przygotowani od strony merytorycznej.

Pracownia Oldtimerbazar jest nastawiona na odnawianie pojazdów jednośladowych, czasami z wózkiem, ale to dalej przecież motocykle. Na swoim koncie mamy też jednak zabytkowe samochody.

Od czego zaczyna się proces odnawiania pojazdu? Jak wygląda proces pozyskiwania materiałów pozwalających nad pracować nad starymi maszynami?

Internet to wielki śmietnik. Można w nim znaleźć wiadomości pozwalające zaspokoić każdą teorię, która pojawi się w głowie. Owszem, czasami z niego korzystam, jeśli muszę odnaleźć jakiś trop, ale nie do spraw związanych z restauracją pojazdów czy artykułów, które piszę lub filmów, które produkuję.

W naszej pracowni od zawsze dążyliśmy do tego, aby bazować na materiałach z epoki. Dlatego ciężko maszynom opuszczającym nasz zakład zarzucić jakieś niezgodności. Nawet jeśli faktycznie one występują, to w artykułach o konkretnych egzemplarzach podaję, co jest z nimi nie tak. Niczego nie ukrywamy.

Z dbałości o wierność wzięło się jeszcze inne hobby, czyli kolekcjonowanie prospektów, instrukcji napraw i obsługi pojazdów. Biblioteka liczy w tej chwili prawie 14 000 woluminów. Wydaje mi się, że jest to jeden z najpotężniejszych zbiorów dotyczących motoryzacji w kraju.

Kiedyś pięknymi zbiorami dysponowała Politechnika Wrocławska. Niestety, zaczęła je oddawać na makulaturę. Po latach literatura ta wypływa, wygrzebana z makulatury. Sam mam książki z pieczątką Politechniki. Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego tak ważne instytucje naukowe potrafią bez najmniejszych skrupułów skreślić wydawnictwa sprzed jakiegoś roku, które mają wartość nie tylko materialną, ale też techniczną, związaną z rozwojem nauki.

Czy z Waszych usług korzystają klienci tylko z Polski?

Na początku klientami byli w większości znajomi. Teraz nasze motocykle znajdują się w muzeach Europy Zachodniej. Wielu klientów chcących zaoszczędzić kieruje się do nas. U nas roboczogodzina kosztuje 85 zł netto, natomiast za granicą stawki wynoszą 70-100 euro.

W pracowni mamy bardzo dużą liczbę ciekawych motocykli, ponieważ są one przywożone przez klientów szukających taniego, ale dobrego zakładu. Trafiają do nas maszyny z Niemiec, Danii, Belgii, a nawet Australii, Ameryki Północnej i Południowej. Liczba motocykli, które są do nas zgłaszane w porównaniu do liczby pracowników jest tak duża, że muszę klientom czasami odmawiać.

Od dwóch lat jestem rzeczoznawcą. Uprawnienia pozwalają mi na przygotowywanie pojazdów zabytkowych do rejestracji. M.in. z tego powodu Oldtimerbazaru nie można nazwać tylko giełdą i zakładem.

Przerodził się w rodzaj ogniwa spajającego środowisko motoryzacyjne. Wszystko samo się napędza i to jest miłe. Im więcej ludzi z nami współdziała, tym ciekawsze eksponaty trafiają do naszej pracowni. Im ciekawsze pojazdy, tym ciekawsze są artykuły i filmy ich dotyczące pojawiające się w mediach. Dzięki temu na giełdzie pojawiają się kolejni ludzie, którzy chcą na własne oczy obejrzeć motocykle.

Na naszych imprezach można podziwiać popisy mistrza świata w stuncie motocyklowym Rafała Pasierbka, którego sponsorujemy. Oprócz tego na Oldtimerbazarze można obejrzeć mistrza Polski w trialu Gabriela Marcinowa, który skacze nad samochodami. W marcu wprowadzamy drift samochodowy wraz z możliwością przejażdżki na prawym fotelu. To wszystko służy integracji środowiska. Młodzi, którzy teraz są zainteresowani stuntem, trialem, moto gymkhaną, driftem samochodowym czy motocyklowym, zarażają się motoryzacją, jak wirusem. Ci młodzi gniewni z czasem przeradzają się w starych i poczciwych fanów Junaków, WSK, Harleyów itd.

Giełdy Oldtimerbazar w 2015 roku:
01 marca – Wrocław
15 marca – Sosnowiec
26 kwietnia – Wrocław
31 maja – Sosnowiec
14 czerwca – Wrocław
06 września – Sosnowiec
27 września – Wrocław
15 listopada – Wrocław
06 grudnia – Sosnowiec

Tagi: motocykle, wywiad