Obowiązkowe auta elektryczne w urzędniczych flotach?

Taki zapis można odnaleźć w projekcie Ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych opracowanym i opublikowanym pod koniec kwietnia przez rząd.

Art. 36 projektu mówi o tym, że organ centralnej administracji publicznej z wyłączeniem pewnych służb ma zapewnić flotę aut, której połowę będą stanowiły samochody elektryczne. W ten sposób rząd za nasze pieniądze pokaże nam, że my również za swoje pieniądze możemy sobie kupić samochód elektryczny i cieszyć się jak urzędnicy niskim poziomem hałasu i zerowym poziomem emisji spalin.

Projekt zakłada też, że na ważniejszych parkingach będą musiały się znaleźć miejsca postojowe dla aut zasilanych energią elektryczną, również na tych osiedlowych. Do tego znajdziemy centralną bazę punktów ładowania takich pojazdów, a na ich użytkowników czekają pewne ulgi jak bezpłatne parkowanie czy jazda buspasami.

Problem tylko w tym, że auta elektryczne są wciąż o jakieś 50% za drogie, mają na chwilę obecną niewielki zasięg, a punktów ładowania akumulatorów jest jak na lekarstwo. Jeżeli takie pojazdy trafią do urzędniczych flot i będą stanowiły połowę parku samochodów (w mniejszych gminach 30 %), to nie będzie nas na nie stać jeszcze bardziej.

Dobrze, że ustawa nie przewiduje wyposażenia służb takich jak policja, pogotowie ratunkowe, straż pożarna czy graniczna w obowiązkowe auta elektryczne. Wolelibyśmy chyba nie usłyszeć w słuchawce telefonu, że pomoc nie przyjedzie, bo zostało niewiele energii w akumulatorze lub ten właśnie się wyczerpał i skończy się ładować za 40 minut.

Tagi: Auta elektryczne, Auta elektryczne w urzedach, elektryki w urzędach, ustawa o elektromobilności