Nowa Warszawa – wilk w owczej skórze [wywiad]

Dzwonił do nas klient, który chciałby nową Warszawą pojechać do Monako. W tej chwili ma Ferrari i irytuje go to, że po dojeździe na miejsce stawia swoje auto obok dziesięciu identycznych modeli – mówi Michał Koziołek, jeden z twórców nowego wcielenia Warszawy.

Zacznijmy nie od nowej Warszawy, ale od twojego innego projektu. Na Euro 2012 przygotowałeś ze swoim zespołem bardzo mocną Syrenę.

Tak, dokładnie. Chcieliśmy zbudować auto, które wygląda jak Syrena, ale nie będzie nią do końca. Bazowaliśmy na 3-litrowym silniku benzynowym z BMW Serii 3 E46 Coupé. Syrena ma prawie 300 KM mocy i waży ok. 900 kg. Dość potężny pojazd.

Budowa poszła nam bardzo szybko. Trwała 5-6 miesięcy. Pracowała przy tym spora liczba osób. Efekt końcowy jest rewelacyjny. Spałem w tym aucie przez 2 dni. Jest jak moje dziecko, musiałem je przytulić na noc (śmiech).

Dzięki Syrenie przekonałem się, że w Polsce można realizować tego typu projekty. Pójść o krok dalej, wyjść poza kartkę papieru.

Dlaczego ty i twój zespół zdecydowaliście się zbudować nowe wcielenie Warszawy, a nie właśnie Syreny?

Warszawa miała tak naprawdę globalny design. Na całym świecie można było spotkać podobnie stylizowane samochody. Zresztą była ona eksportowana. Do dziś w zasadzie nie doczekaliśmy się reaktywacji tego stylu.

Postawiliśmy na Warszawę z kilku powodów. Z jednej strony było to dla nas, jako projektantów, prawdziwe wyzwanie. Z drugiej strony Warszawa kojarzyła się z luksusem. Była ogromnym samochodem na tle tych, które były wtedy dostępne, nie licząc np. Żuka. Poza tym dużą rolę odgrywa tu sentyment, zarówno u trzynastolatka, jak i sześćdziesięciolatka. Wiele osób zetknęło się z Warszawą, widziało ją na żywo lub chociaż wie, jak wygląda.

Można powiedzieć, że dziś to już auto niemal legendarne. Kiedyś nie, ale obecnie tak. Roztacza wokół siebie specyficzną otoczkę. Jest to jeden ze sztandarowych polskich pojazdów.

Syrena na Euro 2012

Czy wasz zespół jest wspierany przez zewnętrze podmioty?

Tak, bez tego nie dalibyśmy rady zbudować samochodu. Szukanie sponsorów to tak naprawdę drugi etap projektu, ponieważ do czasu dojścia do najważniejszego momentu, czyli zebrania odpowiedniego zespołu, tego typu poszukiwania nie mają sensu. Wcześniej nie można nawet powiedzieć, ile dokładnie potrzeba pieniędzy.

Jeśli przyjmę, że projekt będzie kosztował np. 200 000 zł, a w połowie drogi okaże się, że potrzebujemy sumy dwukrotnie wyższej, to pojawia się problem. Wzięliśmy pieniądze i co teraz? Nie skończymy robić auta, a sponsor nam w pewnym momencie powie: dałem wam pieniądze, a auta nie ma.

Bardzo ważne dla nas było pojawienie się inwestora. Jest nim biznesmen, który mieszka w Belgii, ale jest Polakiem. Najprzyjemniejsze w tym jest to, że nie jest to osoba myśląca wyłącznie o finansach. Rozumuje według innych kategorii: można coś ciekawego zbudować, pozostawić to dla dzieci, a w przyszłości może i wnuków, stworzyć kawałeczek historii.

Zainteresowanie człowieka, który prowadzi ogromne firmy, dało nam duży impuls do działania. Był to zastrzyk energii, dzięki któremu zachciało nam się jeszcze lepiej i wydajniej pracować.

Bez tego inwestora trudno byłoby ruszyć z projektem. Oczywiście wcześniej próbowaliśmy zbierać pieniądze przez portale crowdfundingowe, dzięki czemu powstał model Warszawy. Jednak bez sponsorów niełatwo byłoby iść dalej.

Kupno samych 22-calowych felg i odpowiednich opon to ogromne koszty. Wydanie na starcie dużych pieniędzy tylko na obręcze nie byłoby przyjemne dla naszych portfeli.

Pomaga nam wiele firm. Szukaliśmy jak najlepszych przedsiębiorstw, aby projekt był na jak najwyższym poziomie.

Jak długo pracujecie już nad New Warsaw Wratislavia?

Dla tych, którzy nie znają się na motoryzacji – długo, a dla tych, co się znają – bardzo krótko. Poważniejsze prace zaczęliśmy w październiku i listopadzie 2012 r. Wtedy pojawił się fanpage i pierwsze rysunki. Następnie w grudniu zaprezentowaliśmy pierwsze projekty. Przesłaliśmy je też do mediów. Były cztery koncepcje.

W tej chwili mija rok i kilka miesięcy. Patrząc na to, jak jesteśmy zaawansowani, możemy powiedzieć, że pracujemy nad budową samochodu bardzo krótko.

W jakiej fazie jest obecnie projekt?

Bardzo zaawansowanej. Mamy skończony cały model. Ktoś może spytać: po co nam model? Powstał po to, aby zobaczyć całą bryłę auta. Z jednej strony możemy się czymś pochwalić. Z drugiej jest to bardzo istotne dla nas jako projektantów.

Mieliśmy bryłę Warszawy na komputerze. Wirtualnie niektóre linie wyglądają fajnie, a na żywo okazuje się, że jest inaczej. Dzięki modelowi mogliśmy nanieść wiele poprawek przed przystąpieniem do budowy właściwego samochodu.

W tej chwili jesteśmy na etapie tworzenia form karoserii. Jeśli wszystko się dobrze potoczy, pod koniec lutego lub na początku marca powinniśmy mieć złożoną bryłę zewnętrzną auta na podwoziu. W zasadzie za miesiąc będziemy się mogli przejechać samochodem z gotowym nadwoziem, tylko bez docelowego wnętrza i kilku detali zewnętrznych.

Możesz opowiedzieć o specyfikacji technicznej samochodu?

Przede wszystkim korzystamy z techniki BMW M5 E60. Z tego auta mamy m.in. silnik. W wiele rzeczy oczywiście ingerujemy, np. w zawieszenie. Nie możemy polegać tylko na specyfikacji BMW, chociażby ze względu na wymiary New Warsaw.

Jednostka V10 ma pojemność 5,0 l. Jest to konstrukcja dobrze znana w światku motoryzacyjnym. Obecnie rozwija ona 545 KM. Chcielibyśmy wykrzesać 600 KM lub nawet więcej. Nie będzie to dla nas trudne, ponieważ w zespole jest kilka osób, które świetnie znają się na silnikach BMW.

Prędkość maksymalna wynosi na razie 330 km/h. Wyższa będzie możliwa do uzyskania, ponieważ samochód budujemy z włókna węglowego. Byłoby rewelacyjnie, gdybyśmy zeszli do poziomu 4 s przy przyspieszaniu od 0 do 100 km/h. Oczywiście, kilku rzeczy nie przeskoczymy. Warszawa nie będzie osiągać 100 km/h po 2 s, ale parametry będą na poziomie najlepszych pojazdów tej klasy.

Na modelu widzę dyfuzor, korzystacie z włókna węglowego i silnika M5. Nie robicie statecznej limuzyny do turlania się po bulwarach.

To ma być trochę wilk w owczej skórze. Design nie jest agresywny, nie ma fajerwerków. Chcemy za to, żeby kierowca miał świadomość, że może jeszcze przyspieszyć nawet przy 200 km/h, oczywiście na torze lub drogach, gdzie takie prędkości można legalnie uzyskiwać. Kierujący musi być pewny, że w razie wyprzedzania ma pod prawą stopą odpowiednią moc.

Czyli waszą grupą docelową są zamożni klienci, którzy cenią stylistykę retro i nie chcą kupować np. kolejnego BMW.

Z pewnością tak. Poza tym jest to dla nas możliwość zbudowania kapitału, a bez tego nie wykonamy kolejnych kroków naprzód. Plany mamy dość ambitne jak na grupę pasjonatów motoryzacji. Chcielibyśmy też wytwarzać auta dla każdego. W tej chwili nie mamy takich możliwości, możemy budować trzy samochody rocznie.

Nie mówię, że będziemy produkować po 10 000 pojazdów, ale osiągnięcie poziomu 100 egzemplarzy rocznie jest możliwe. Nie będzie to nowa Warszawa, ale inna polska marka, inna reaktywacja. Do tego potrzeba kapitału. Stworzenie seryjnej produkcji to koszt 100 mln dol. Za naszej kadencji to się raczej nie stanie, ale może nasze dzieci będą miały co rozwijać, nie będą startować od zera.

New Warsaw nie będzie tania chociażby ze względu na drogą produkcję. Czemu nie budujemy małego auta? Nie mamy takiej możliwości. Czy zbudujemy niewielki czy duży pojazd, ceny będą dla nas bardzo podobne, ponieważ jesteśmy manufakturą, wiele rzeczy tworzymy ręcznie. Nie ma możliwości, żebyśmy zeszli poniżej pewnej kwoty.

Dlatego będziemy bazować na sentymencie ludzi, którzy kiedyś mieli Warszawę. Chcielibyśmy, aby pierwszeństwo mieli Polacy. Mamy zamówienia z zagranicy, ale zależy nam, aby nasze samochody zostały na miejscu.

Telefony od zamożnych osób bywają bardzo ciekawe. Usłyszeliśmy na przykład, że ktoś chciałby nową Warszawą pojechać do Monako. W tej chwili ma Ferrari i irytuje go to, że po dojeździe na miejsce stawia swoje auto obok dziesięciu identycznych modeli. Chciałby się pokazać w aucie, którego nikt nie ma w całym Księstwie.

Przyjemnie jest usłyszeć coś takiego. Miłe jest też to, że tacy ludzie widzą w naszych działaniach sens, a w naszej Warszawie dostrzegają coś więcej niż tylko kolejny samochód.

Kiedy planujecie premierę Warszawy?

Nie goni nas czas, nie uczestniczymy w żadnym wyścigu. Chcemy, żeby samochód był idealny. Jeśli coś nie wyjdzie, to nie wypuścimy niegotowego egzemplarza.

Chcielibyśmy, żeby pojazd był gotowy w październiku. Mamy też plan, aby pojechać w 2015 r. na targi w Genewie. Wtedy zorganizowalibyśmy światową premierę. Na pewno wcześniej chcielibyśmy zrobić prezentację w naszym kraju, żeby każdy Polak mógł się przekonać, że nasza Warszawa istnieje nie tylko na papierze czy w przestrzeni wirtualnej, a naprawdę jeździ.

Planów mamy dużo, łącznie z tournée, ale głównym celem jest skończenie budowy w tym roku.

Ile egzemplarzy Warszawy planujecie zbudować?

Chcielibyśmy zbudować 13 sztuk tego auta. Pierwszy samochód nie trafi do sprzedaży. Będzie naszą wizytówką. Poprzez ten egzemplarz będziemy szukać potencjalnych kupców.

W międzyczasie zbudujemy egzemplarz zapasowy, na wypadek gdyby jeden z właścicieli przez przypadek zarysował lub inaczej uszkodził swój samochód. W takiej sytuacji podstawimy mu auto zastępcze, które też jest nową Warszawą, a nie np. Daewoo Tico.

Egzemplarzy na sprzedaż ma być 10. Warszawa nr 13 ma być wersją specjalną, o której na razie nic nie możemy powiedzieć.

Czy możesz podać orientacyjną cenę?

W tej chwili trudno to oszacować, ale będzie ona wysoka. Nie znamy jeszcze dokładnych kosztów całego projektu. Samochodów będzie 13 na całym świecie, więc nie ma się co spodziewać, że będą kosztować 50 000 zł.

Nie mówię, że mamy zarobić grube miliony i spędzić resztę życia na Teneryfie, bo coś takiego nas zupełnie nie kręci. Wolimy pojechać w Bieszczady na ryby. Jednak jeśli nie zgromadzimy kapitału, nie będziemy mogli budować samochodów dla ludzi, a w założeniach mamy np. dwuosobowe pojazdy elektryczne. Projekty mamy przygotowane. Czekają na zielone światło ze względów finansowych.

11 odpowiedzi na “Nowa Warszawa – wilk w owczej skórze [wywiad]”

  1. jarek napisał(a):

    a moze dobrym pomysłem by było wstawić posta na http://polakpotrafi.pl/
    pydr
    j.m.

  2. den napisał(a):

    Jak tak widzę tą koncepcję to mam wrażenie, że oni nie chcą zbudować świetnego i ładnego samochodu lecz jakiś złom, który zrzuci Multiple z tronu najbrzydszego samochodu…

    • filip napisał(a):

      mi też się nie podoba, design jest beznadziejny jakby pokroili i pospawali kilka samochodów, no kupy to się nie trzyma

      • den napisał(a):

        rozstaw świateł z przodu i krągłości przypominają bentleya, a grill i maska wyglądają jakby były przerośnięte i dają po prostu szpetny efekt. Tak jakby ktoś miał wypadek i jakiś nieudolny mechanik zamiast wyprostować to po prostu nałożył szpachlę tam gdzie był odstęp.
        Tył nie lepiej. Klapa nie pasuje do nadwozia. Światła też nie pasują i przypominają mi jakiś samochód ale nie umiem sobie przypomnieć, który.
        Wnętrze jest tak ubogie i nieprzemyślane, że gdybym miał do wyboru Pande albo tą nową Warszawę to wybrałbym zdecydowanie to pierwsze.

        Gdzie się podziali ci wspaniali polscy inżynierzy, którzy stworzyli Syrene Sport? Gdzie te pomysły i wizje? Nasz kraj upada bo wszyscy stają się zwykłymi robolami po zawodówce i bez większych ambicji. A praca w BMW wcale nie zalicza się do jakichkolwiek osiągnięć, bo składać samochód(a dokładnie to montować jedna część) każdy potrafi.

      • Adam napisał(a):

        A do tego te badziewne drewno w środku. W stylu „patrzcie jaki jestem bogaty”… Sorry, ale mając kasę na taki samochód i tak kupiłbym jakieś Lambo czy Ferrari 🙂

  3. gosc napisał(a):

    tak sobie poczytalem komentarze…. ze brzydki, ze bentley, ze nie pasuje….sratata jednym slowem… popatrzcie na bugatti veyron’a… rowniez koszmarny! a lista na zakup coraz wieksza …
    pozdro!

  4. fff napisał(a):

    zbyt mocno przypomina bentleya continental…

  5. Ml napisał(a):

    Bardzo fajne auto, gdybym tylko miał możliwość na pewno chciałbym go mieć w swoim garażu. Trzymam kciuki za następne projekty!

  6. luks napisał(a):

    O gustach się nie dyskutuje. Moim zdaniem wygląda świetnie i ma prezencję.

  7. Oli Ver napisał(a):

    Brzydki przód, światła dziwnie nachylone, nieudolnie przypominające jakiegoś bentleya, brakuje chromowanych elementów, jak w poprzedniej generacji, przez co auto wygląda dziwnie, brzydko. Jedynie tył jest jeszcze do przyjęcia. Ekran komputera jest z nisko, pokrętła od klimy itp. powinny być pod ekranem, a nie nad nim. Gdzie są wloty od klimy ?!