Nigdy nie masz pierwszeństwa

wypadek

Ile razy dzisiaj przejeżdżaliście przez skrzyżowanie? Dwa? Pięć? Może trzydzieści? Ile razy mijaliście drogę podporządkowaną? Znacznie więcej, prawda? A teraz odpowiedzcie sobie na pytanie: ile razy mieliście pewność, że nic stamtąd nie wyjedzie?

Schemat zawsze jest ten sam: mamy zielone światło, więc jedziemy. Jesteśmy na drodze z pierwszeństwem. Często nawet nie zwalniamy przy drogach podporządkowanych. W końcu mamy pierwszeństwo, prawda? To my teraz jesteśmy w pozycji uprzywilejowanej. W końcu tak mówią przepisy. Owszem, ale czy kierowca, który zasnął, zamyślił się albo jest pijany, pamięta w tej chwili o przepisach? Jego samochód właśnie zbliża się do Waszych prawych drzwi. Blisko dwóch ton stali już nie da się zatrzymać. Wy też już nic nie możecie zrobić. Jest za późno.

Dlaczego doszło do tej sytuacji? Przecież mieliście pierwszeństwo. Wy, nie kierowca, który nadjechał z boku. Tutaj należy zacytować Sobiesława Zasadę: „Cmentarze są pełne tych, którzy mieli pierwszeństwo”.

Nie chodzi nawet o świadome ignorowanie zagrożenia. Z czasem i z kolejnymi przejechanymi kilometrami stajemy się bardziej rozluźnieni w samochodzie. Traktujemy jazdę jako następną codzienną czynność obok zmywania naczyń i gotowania obiadu. Często myślami odpływamy daleko, wyłączamy się i prowadzimy jakby z automatu. Myślicie, że Was to nie dotyczy? A ile razy zdarzyło się Wam w podróży do nietypowego celu pojechać drogą, którą codziennie jedziecie do pracy czy szkoły? Taki był odruch, zamyśliliście się. I tak samo dzieje się na każdym kolejnym skrzyżowaniu. Macie głowę zaprzątniętą pracą, domem, codziennymi problemami. Myślicie o kredycie, psie, którego trzeba zabrać do weterynarza, a nie dostawczaku, który zaraz przejedzie na czerwonym i spotka się z Waszym samochodem na środku skrzyżowania.

Te automatyczne zachowania są prawdziwym problemem, bo z czasem po prostu lekceważymy to, jak poważną i wymagającą czynnością jest jazda samochodem. Trochę winy za tę sytuację ponoszą też nowoczesne rozwiązania w autach. Mamy wspomaganie kierownicy, ABS, ESP, czujniki parkowania i inne fantastyczne rozwiązania, które sprawują się świetnie, jeśli korzystamy z nich z rozwagą. Niestety, usypiają one naszą czujność. Prowadzenie stało się dzięki nim tak proste, że zapominamy, jak tak naprawdę złożony jest to proces.

Ten automat, który w nas siedzi, nie podejmuje skomplikowanych decyzji. Jest raczej prostą maszyną, dla której zielone oznacza jedź. Bardzo trudnym zadaniem, szczególnie dla kierowców, którzy jeżdżą bardzo dużo, jest wyłączenie tego wewnętrznego robota. Z każdą kolejną setką tysięcy kilometrów na koncie jest coraz trudniej w pełni oddać się prowadzeniu samochodu.

Problematyczna jest nie tylko nadmierna pewność siebie, przeradzająca się w zautomatyzowanie naszego zachowania za kierownicą. Znacznie łatwiej byłoby uniknąć niespodziewanych sytuacji, gdybyśmy mogli dostrzec je odpowiednio wcześnie. To jest już zależne głównie od prędkości, z jaką jedziemy. Kiedy wszystko dzieje się wolniej, nasze zmysły mają więcej czasu na zbadanie otoczenia i pozostawienie jeszcze chwili dla umysłu na przeanalizowanie sytuacji.

To już cała, prosta recepta na zachowanie bezpieczeństwa w sytuacjach, których nie da się przewidzieć. Nie wystarczy, że chronią nas przepisy – pamiętajmy o tym. Musimy jeszcze sami ochronić siebie tam, gdzie inni zawiedli. Dlatego zawsze należy jeździć z prędkością zgodną z przepisami. Ograniczenia są właśnie po to, by pozostawiać kierowcom margines na wypadek nieoczekiwanego. Jeśli odpowiednie tempo jazdy połączycie z ciągłym skupieniem i panowaniem nad tym, co dzieje się na drodze, znacznie zwiększacie swoje szanse w sytuacjach pozornie bez wyjścia.

7 odpowiedzi na “Nigdy nie masz pierwszeństwa”

  1. hajduk napisał(a):

    Jaka jest zasada właściwie? Czemu niektóre skrzyżowania równoległe są oznaczone a inne nie?

    • SmartDriver napisał(a):

      Zasada jest prosta – zawsze trzeba mieć oczy dookoła głowy i jechać z dostosowaną do warunków prędkością. Przynajmniej tyle jesteśmy sami zrobić, aby zadbać o własne bezpieczeństwo na drodze.

    • Zbyhoo napisał(a):

      Z lenistwa i niechlujstwa drogowców oraz z cięcia kosztów przez samorządy.

  2. truten23 napisał(a):

    Problemem jest rutyna. oczywiście nie jest to regułą, ale im więcej km nawiniemy na koła tym więcej rzeczy robimy automatycznie, nie zastanawiając się nad nimi.
    Oprócz tego kiedy jedziemy już kilka godzin to pojawia się znużenie… Jasne, kiedy mamy pod nogą jakieś 400KM znużenie pojawia się później, ale w końcu się pojawi, a wtedy nasze myślenie znacząco zwalnia…

  3. rad napisał(a):

    pozwolę się nie zgodzić z autorem artykułu, ale to moje osobiste przemyślenia wynikające z kilkuletniego (a więc niezbyt dużego) doświadczenia.
    po prostu: im szybciej jadę tym mniej chce mi się spać, bardziej interesuje się sytuacją na drodze, bardziej uważam czy nie ma policji.
    Więc sorry ale wg powszechnej opinii w mediach jestem piratem drogowym i myślę, że gdybym nim nie był, dawno bym się rozbił o barierkę na autostradzie lub wylądował w rowie, albo owinął drzewo na poboczu.

Tagi: ABS, bezpieczeństwo, ESP, Felieton, kolizja, koncentracja, pierwszeństwo przejazdu, przepisy ruchu drogowego, Sobiesław Zasada, sygnalizacja świetlna, wypadek