Można nie przyjąć mandatu [wywiad]

Z Radosławem Plucińskim, radcą prawnym kancelarii Pluciński&Madej i Partnerzy rozmawia Tomasz Czarnecki.

Tomasz Czarnecki: Sytuacja znana wielu kierowcom. Policjant daje znak lizakiem do zatrzymania, mówi o przewinieniu i pyta, czy przyjmujemy mandat. Warto odmówić?

Radosław Pluciński: Oczywiście, że tak. Jeśli tylko mamy jakieś wątpliwości co do zasadności zatrzymania lub popełnienia przez nas przewinienia, nie przyjmujemy mandatu. Jeśli to zrobimy, podpiszemy nasze przyznanie się do winy i zamkniemy dalszą drogę do ewentualnego odwołania.

Radosław Pluciński

Nie przyjmując mandatu sprawa zostaje skierowana do sądu. Wiele osób boi się, że wyrok będzie „droższy” niż mandat.

– Sąd rozpatruje każdą sprawę zupełnie od nowa, nie biorąc pod uwagę tego co ustalił policjant. I wcale ta kara nie musi być wyższa – może wynieść mniej lub w ogóle zostać anulowana. Bo przecież naszym celem jest uniewinnienie. Naturalnie, gdy ktoś faktycznie jechał z prędkością 100 km/h w obszarze zabudowanym i nie ma szans na podważenie legalności kontroli, bez sensu podejmować obronę. Jednak bywają sytuację, gdy uważamy, że nasza prędkość była znacznie niższa niż wskazuje pomiar dokonany przez funkcjonariusza lub też jesteśmy pewni swojej oceny danej sytuacji drogowej, wynikającej z wiedzy odnośnie przepisów prawnych lub sytuacji faktycznej. Albo precyzja pomiaru wydaje się mało prawdopodobna. Wtedy strach jest niewskazany, bo kierowcy w sądzie też wygrywają. Tylko trzeba o jednym pamiętać – jeśli przegramy, poniesiemy także koszty postępowania sądowego. Ich wysokość zależy od tego czy zostanie powołany biegły, ile wyniosą opłaty związane ze stawiennictwem świadków, itd. I jeszcze ważna uwaga: w Polsce obowiązuje zasada domniemania niewinności i to oskarżyciel musi udowodnić, że wymusiliśmy pierwszeństwo czy też pomiar prędkości dotyczył właśnie naszego samochodu.

A jak to wygląda w przypadku mandatu z fotoradaru? Trzeba wskazać kierującego?

– Nie podlega dyskusji, że ktoś będzie odpowiadał za przewinienie uwiecznione na zdjęciu. Gdy kierowca nie zostaje wskazany, właściciel musi liczyć się z karą administracyjną w wysokości 200 zł, na szczęście punkty karne nie zostaną tutaj „przyznane”. Nierzadko winny szuka osoby, która przyjęłaby mandat i punkty karne, dając pieniądze na zapłatę. Zdecydowanie odradzam takich praktyk, bo stanowią one przestępstwo składania fałszywych zeznań. Jeśli policja odkryje fałszerstwo – ktoś przecież może nie mieć prawa jazdy lub w tym czasie być w innym miejscu – grożą obu osobom poważne konsekwencje.

Czy i w tym przypadku warto składać odwołania?

– Tutaj zachęcam do tego jeszcze bardziej niż w przypadku „zwykłych mandatów”. O sukcesie pomiaru z fotoradaru decyduje między innymi kąt jego ustawienia, normy techniczne, kalibracja, legalizacja, liczba aut na zdjęciu a nawet warunki atmosferyczne. Zdjęcie musi być wyraźne, pozwolić na identyfikacje kierowcy. W procesie dowodowym warto także wykonać fotografie miejsca samego zdarzenia, być może znak ograniczający prędkość został postawiony w sposób nieprawidłowy lub trudny do odczytania. Skorzystajmy z kamerki samochodowej jeśli mamy zainstalowaną, to również zwiększy nasze szanse na sukces, naturalnie jeśli mamy ku temu podstawy. Możliwości zakłamania pomiaru mamy mnóstwo. Polecam lekturę rozporządzenia ministra gospodarki z dnia 17. lutego 2014 roku w sprawie wymagań, którym powinny odpowiadać przyrządy do pomiaru prędkości pojazdów w ruchu drogowym oraz szczegółowego zakresu badań i sprawdzeń wykonywanych podczas prawnej kontroli metrologicznej przyrządów pomiarowych.

Jakie są prawa Straży Miejskiej?

– Straż Miejska nie może występować przed sądem, w tym w sprawach fotoradarów. To policja kieruje dokumenty do sądu, który wydaje nakaz zapłaty. Kierowca ma 7 dni od daty doręczenia pisma na zakwestionowanie tej decyzji. Jeśli się na to zdecyduje dochodzi do rozprawy.

I na koniec o anomaliach. Słyszałem o ciekawych pomiarach wykonanych przez fotoradary…

– Internet pęka w szwach od ciekawostek. Dla mnie najciekawsze zdarzenie to zmierzenie ciągnikowi prędkości 260 km/h. Choć nie wiem czy jeszcze lepsze nie jest doręczenie mandatu kierowcy, którego auto jechało… na lawecie. Jeden z fotoradarów natomiast, dzięki „inteligentnemu” ustawieniu, fotografował auta na przeciwnym pasie ruchu. Takie sytuacje jeszcze bardziej skłaniają do tezy, że mandat nie musi stanowić wyroku.

A Wy? Macie jakieś doświadczenia w tej kwestii? Zapraszamy do komentowania.

  • Flou

    po co kusić los? Z Yanosikiem nie zapłace mandatu

Tagi: fotoradar, legalizacja radaru, mandat, nie przyjąć mandatu, nieostre zdjęcie, radar, radosław pluciński, straż miejska, wywiad