Kupno klasyka i problemy z tym związane – czy warto?

Fot. Jaguar

Jeszcze dekadę temu nikt nie chciał jeździć klasykami z PRL-u, niewielu kierowców decydowało się też na zabytkowe auta z zachodniej Europy. Polaków po prostu nie było stać na utrzymywanie dwóch samochodów. Obecnie coraz częściej na ulicach naszych miast można spotkać ciekawe auta sprzed lat.

Nie wszyscy jednak są przekonani do inwestycji w taki egzemplarz. Czy rzeczywiście jest się czego bać? Wszystko zależy od tego, jaki model sobie upatrzyliście. Samochody polskiej produkcji są bardzo proste w naprawie, a części do nich kosztują grosze. Jeśli chcecie kupić taki okaz i nie zrujnować przy tym rodzinnego budżetu, to najlepiej będzie wybrać sztukę w średnim staniem i odrestaurować ją na własną rękę. Jeśli większość napraw zlecicie specjaliście, musicie liczyć się ze znacznie wyższymi kosztami. Ci, którym marzą się auta zachodnie, zwłaszcza brytyjskie, muszą się przygotować na znacznie większe wydatki.

http://youtu.be/GtEHgOi-txk

Największym problemem jest wybór właściwego egzemplarza. Na początku pojawia się dylemat: kupić auto droższe i odrestaurowane czy tańsze, wymagające wkładu pracy. Zwykle lepiej wychodzi się na zakupie samochodu już odświeżonego. To, że pojazd wygląda niemal idealnie z zewnątrz, nie oznacza jeszcze, że karoseria i podwozie przed lakierowaniem zostały odpowiednio zabezpieczone przed korozją. Trzeba więc wziąć ze sobą na oględziny dobrego blacharza albo wybrać egzemplarz niemalowany i polakierować we własnym zakresie.

Rdza to największy wróg klasyków. Lepiej już kupić auto niesprawne technicznie, ale we wzorowym stanie blacharskim. Tutaj pojawia się kolejny problem: macie bazę, ale musicie wymienić jeszcze silnik lub skrzynię, a koszty rosną. Kiedy już uda się Wam zdobyć wymarzonego young- lub oldtimera, koniecznie musicie wstawić go do garażu. Takie auto nie może stać na dworze, szczególnie zimą, kiedy blachy są narażone na działanie wilgoci oraz soli.

http://youtu.be/tk5c2iw7PNI

Kolejny kłopot to eksploatacja takiego auta w zimie. Oczywiście jeśli odpowiednio zabezpieczycie je przed rdzą, to możecie nim jeździć w mrozy. Pytanie tylko, czy warto. Przecież nie po to poświęcacie mu czas w garażu i wydajecie pieniądze na renowację, żeby po kilku zimach karoseria rozsypała się w drobny mak. Trzeba się też przygotować na problemy z porannym rozruchem. Jeśli macie zamiar użytkować klasyka na co dzień, to musicie liczyć się z tym, że w końcu nadejdzie dzień strajku i auto nie odpali.

W takich przypadkach lepiej mieć drugie, nowsze w zapasie. Klasykiem lepiej jeździć sporadycznie i w celach rekreacyjnych. Nikt przecież nie chce nie dotrzeć na ważne spotkanie z powodu zepsutej pompy paliwa, uszkodzonego rozrusznika czy innej niespodziewanej awarii, która unieruchomi auto. Te zdarzają się również w nowszych konstrukcjach i choć często są dużo poważniejsze, to pojawiają się znacznie rzadziej.

Kolejną ważną kwestią jest poziom bezpieczeństwa. Oczywiście zdaniem wielu kierowców starsze samochody o dużych gabarytach są znacznie bezpieczniejsze niż nowsze małe auta. Ten mit został już dawno obalony między innymi przez ekipę brytyjskiego programu motoryzacyjnego Fifth Gear, która zderzyła ze sobą Renault Modus i Volvo 940. Faktem jest jednak, że to nowsze konstrukcje lepiej chronią pasażerów.

Zderzenie Syreny, Warszawy czy nawet Dużego Fiata z nowoczesnym autem, nawet przy niewielkiej prędkości, najprawdopodobniej okaże się tragiczne dla pasażerów tych zabytkowych konstrukcji. Brak elektronicznych systemów w czasie jazdy z jednej strony da wiele radości z jazdy, a z drugiej może być przekleństwem dla niedoświadczonego kierowcy. Problem dotyczy głównie klasycznych aut sportowych z dużym dostatkiem mocy i napędem na tylną oś. Jazda takim autem, zwłaszcza w czasie deszczu, to wyzwanie.

Co sądzicie o zakupie zabytkowego auta? To dobry pomysł na lokatę kapitału czy nietrafiona inwestycja wiążąca się z niekończącymi się wydatkami?

11 odpowiedzi na “Kupno klasyka i problemy z tym związane – czy warto?”

  1. Marcin napisał(a):

    Witam,
    Zdecydowanie zachęcam do kupna klasyka, jeśli kogoś nie stać na oldtimera można zacząć od jakiegoś youngtimera. W tym przypadku wydatek i koszty napraw będą znacznie mniejsze. W Polsce istnieje jeszce pewien mit, że stare auto powinno być tanie. To się powoli zmienia i coraz wiecej na rynku jest dobrze utrzymanych starych aut, szcególnie z za zachodniej granicy. Jesli ktos nie ma cierpliwości, czasu i nie potrafi sam zrobic zbyt wiele przy aucie to polecam kupno zadbanego egzemplarza. Na pewno nie ma co się bać usterek mechanicznych, one w gruncie rzeczy sa najtańsze i najłatwiejsze w naprawie. Problemem jest zardzewiałe nadwozie które często trudno odtworzyć czy zdezelowany środek któremu trudno przywrócić blask.
    Ja polecam coś z rodziny Mercedesów.

  2. igor napisał(a):

    Klasyki są ok. Trzeba jednak mieć parę złotych. Zwykle to drugi, trzeci samochód. Najlepiej wybrać najbardziej zadbany egzemplarz na jaki możemy sobie pozwolić. Niska cena to zwykle kłopoty zamiast radości z jazdy. Najlepsze jest to że takie samochody nie tracą na wartości. Kupujemy zadbanego 30 letniego merca za 20 000 PLN i za trzy lata za co najmniej tyle samo go odsprzedamy. Na nowym aucie zwykle w tym czasie stracimy połowę. Przyjemność z jazdy czymś nietuzinkowym – gratis.

  3. Paweł napisał(a):

    Test z volvo to fejk, bo volvo nie ma silnika 🙁

  4. Tomek napisał(a):

    Ja mam Golfa GTI pierwszej generacji i Jettę również pierwszą z tym, że w dieslu. Golf jest typowym autkiem weekendowym a Jetta na codzień. Mam też nowe Volvo V50 i osobiście rzadko kiedy wsiadam do tego pseudo Szweda. Volę klasykę 🙂

  5. 125p napisał(a):

    ja mam 25cio letniego duzego fiata i satysfakcja z jazdy jest nieopisana ale fakt, wymaga specjalnego traktowania, gdzie 20to letnia astra to prawdziwy wół roboczy. największym problemem jest moja dosyć ograniczona wiedza na temat mechaniki i brak dobrego garażu gdzie można zamknąć się na weekend i podłubać przy maszynie. pozdrawiam wszystkich posiadaczy young & old timerow

  6. _Zbigniew zasadniczo napisał(a):

    W pierwszym filmie w 1;49 odkrywa plandekę z SYRENY !!!

    • jakub napisał(a):

      to nie jest syrena. inne przetłoczenia na nadkolu, listwa boczna nie dochodziła do lampy w syrenie, inny kształt maski i ramka lampy. prędzej „to” mi przypomina wartburga 313

  7. stepnow napisał(a):

    naprawdę jest jeszcze ktoś, kto nie wie, że Volvo z testu było pozbawione silnika, więc raczej ciężko tu mówić o wymiernym teście?

  8. adi napisał(a):

    http://d155.skroc.pl hej zobaczcie co o tym sadzi moj ekspert

  9. miszcz napisał(a):

    ja mam hulajnogę z 1957

Tagi: artykuły, Auta z PRL-u, awarie, bezpieczeństwo, felietony, klasyki, Oldtimer, prl, problemy, Youngtimer, zabezpieczenia antykorozyjne