Kulisy powstawania testu motoryzacyjnego

Publikowane w prasie, telewizji czy Internecie testy motoryzacyjne pozwalają nam dokładniej poznać auto, nad którego zakupem być może właśnie się zastanawiamy. Możemy obejrzeć materiały wideo i przeczytać ciekawy tekst opatrzony zdjęciami. Zobaczcie, jak powstaje taki test motoryzacyjny, na przykładzie testów publikowanych na blogu Autokult.pl.

Na samym początku redaktor portalu kontaktuje się z przedstawicielem określonej marki samochodu w celu ustalenia terminu odbioru wybranego modelu auta prasowego. Jak zdobyć kontakty do ludzi odpowiedzialnych za PR danej marki i w jaki sposób w ogóle pozyskać auto testowe? Otóż to przedstawiciele producentów zapraszają dziennikarzy różnych redakcji na wszelkie konferencje, prezentacje i pokazy nowych modeli. Najczęściej właśnie podczas takich spotkań nawiązuje się najcenniejsze kontakty.

Rodzi się zatem pytanie: co zrobić, aby zostać takim dziennikarzem motoryzacyjnym czy testerem? Studia humanistyczne i duża wiedza o samochodach czasami nie wystarczą. Bardzo często najważniejsza okazuje się po prostu olbrzymia pasja, która w połaczeniu z odrobiną szczęścia może pozwolić się dostać do wymarzonego zespołu redakcyjnego.

Wracając do clou programu – gdy już się uda ustalić termin użyczenia auta, tuż przed planowanym jego odbiorem należy się upewnić, czy rzeczywiście jest ono sprawne i gotowe. Jak wiadomo, czterokołowe pojazdy się psują i czasami ulegają wypadkom.

Gdy uradowany redaktor otrzyma kluczyki do umówionego samochodu, zaczyna się żmudny proces testowania. W skrócie wygląda on mniej więcej tak: jeździmy, dotykamy, sprawdzamy i dalej jeździmy. Kolejne dni testu wyglądają bardzo podobnie, a czasami dochodzi do tego jeszcze tankowanie.

Na co najczęściej zwraca się uwagę? Na rzeczy czy kategorie, w których dany samochód jest mocny. Przykładowo, testując rodzinne kombi, sprawdza się je właśnie pod kątem praktyczności, łatwości obsługi oraz ilości wolnej przestrzeni we wnętrzu. Jeśli samochód poddawany testom to rasowy sportowiec, oczywiście wagę przykłada się do jego właściwości jezdnych oraz zachowania na drodze. Pojemność bagażnika schodzi w takim przypadku na dalszy plan.

Po kilkuset kilometrach i bliższym poznaniu auta przychodzi czas na wykonanie zdjęć, które wzbogacą artykuł. Wbrew pozorom nie jest to tylko formalność. Bardzo często po znalezieniu odpowiedniego pleneru, pasującego do charakteru auta, okazuje się, że nawet niepozorne, malownicze pole ma swoją prywatną ochronę, która zjawia się nie wiadomo skąd i w mniej lub bardziej kulturalny sposób mówi “do widzenia”.

Gdy czas testu dobiegnie końca, z bólem serca trzeba oddać auto. Po odświeżeniu trafia ono w ręce kolejnego testera. Tymczasem redaktor musi napisać tekst, od czasu do czasu wspomagając się filiżanką herbaty. Jeszcze tylko końcowa korekta i gotowe.

Na koniec pozostaje zadać pytanie: czy wszyscy dziennikarze motoryzacyjni są obiektywni i rzetelni? Bardzo chętnie poznamy Wasze zdanie na ten temat.

8 odpowiedzi na “Kulisy powstawania testu motoryzacyjnego”

  1. Michał Jaraczewski napisał(a):

    Chyba trzeba napisać jasno, że dziennikarz motoryzacyjny to ktoś inny niż bloger. Zatem trzeba odróżnić dziennikarza motoryzacyjnego pracującego zarobkowo w jakiejś redakcji (wortalu/serwisu motoryzacyjnego), a blogera piszącego prowadzącego bloga 😉 Dlatego też, autokult blogiem nie jest, gdyż publikowane są tam teksty dziennikarzy, którzy nie są właścicielami bloga. Co więcej za swoją pracę pobierają wynagrodzenie 😉

  2. Michał Jaraczewski napisał(a):

    Chyba trzeba napisać jasno, że dziennikarz motoryzacyjny to ktoś inny niż bloger. Zatem trzeba odróżnić dziennikarza motoryzacyjnego pracującego zarobkowo w jakiejś redakcji (wortalu/serwisu motoryzacyjnego), a blogera piszącego prowadzącego bloga 😉 Dlatego też, autokult blogiem nie jest, gdyż publikowane są tam teksty dziennikarzy, którzy nie są właścicielami bloga. Co więcej za swoją pracę pobierają wynagrodzenie 😉

  3. trochę zawiedziona napisał(a):

    Myślełem, że taka praca wiąże się z ciekawszymi przejściami niż tylko: umówienie się na test, testowanie i napisanie tekstu… Nie zdarzają Wam się jakieś śmieszne przygody?

  4. trochę zawiedziona napisał(a):

    Myślełem, że taka praca wiąże się z ciekawszymi przejściami niż tylko: umówienie się na test, testowanie i napisanie tekstu… Nie zdarzają Wam się jakieś śmieszne przygody?

  5. Takitam napisał(a):

    no tylko z takich testów to powstaje treść do AutoŚwiatu czy innego potworka. Niestety nieliczni potrafią opisać auto ciekawie i z polotem

  6. Takitam napisał(a):

    no tylko z takich testów to powstaje treść do AutoŚwiatu czy innego potworka. Niestety nieliczni potrafią opisać auto ciekawie i z polotem

  7. dusi napisał(a):

    Każdy dziennikarz czy pseudodziennikarz, autokult czy stacja BBC ma takie same zadanie testując samochody. Odebrać, zrobic zdjecia, napisać tekst i tyle. A to czyy kos mu za to płaci czy robi to tylko dlatego ze chce pojezdzic samochodem to nie ma znaczenia. Dla większosci testerów wyangrodzeniem jest sama mozliwosc przejechania się nowym samochodem i tyle. Cała prawda. Nie robcie propagandy.

  8. dusi napisał(a):

    Każdy dziennikarz czy pseudodziennikarz, autokult czy stacja BBC ma takie same zadanie testując samochody. Odebrać, zrobic zdjecia, napisać tekst i tyle. A to czyy kos mu za to płaci czy robi to tylko dlatego ze chce pojezdzic samochodem to nie ma znaczenia. Dla większosci testerów wyangrodzeniem jest sama mozliwosc przejechania się nowym samochodem i tyle. Cała prawda. Nie robcie propagandy.

Tagi: Adam Kornacki, biura pr, dzennikarz samochodowy, dziennikarz, dziennikarz motoryzacyjny, dziennikarze moto, Jarosław Maznas, marki samochodowe, motoryzacja, Piotr Frankowski, rzetelni dziennikarze, testy, Testy Autokult.pl, testy motoryzacyjne, testy samochodowe