Jazda w terenie to próba charakteru [wywiad]

Jacek Iskra

Zamiast wybrać wczasy all inclusive, można pojechać w dzikie, niedostępne dla zwykłych turystów miejsca i zmierzyć się z przygodą oraz samym sobą – mówi Jacek Iskra, kierowca off-roadowy, uczestnik wielu rajdów i wypraw, szef firmy Rayo 4×4.

Od wielu lat organizujesz rajdy oraz wyprawy terenowe i uczestniczysz w nich. Masz też firmę zajmującą się obsługą i przebudową samochodów 4×4. Od czego zaczęło się Twoje zamiłowanie do off-roadu i jaki był Twój pierwszy pojazd terenowy?

Zawsze fascynowało mnie jeżdżenie w trudnych warunkach, pokonywanie przeszkód, wyciąganie samochodu z błota. Byłem pod wrażeniem relacji z rajdów Camel Trophy. Sam chciałem spróbować takiej jazdy.

Moim pierwszym pojazdem terenowym był Suzuki Samurai, jeden z lepszych tego typu samochodów na rynku w tamtych czasach. Kupiłem go w 1999 r. i wtedy też zacząłem uczestniczyć w imprezach terenowych.

Pierwszy rajd, w jakim brałem udział, odbył się w Jeszkowicach pod Wrocławiem. Było to miejsce spotkań właścicieli aut terenowych. Odbywały się tam rajdy szybkościowe.

Debiutancki start zakończył się czwartym miejscem w klasie, więc był to sukces. Inny rajd, w którym wzięliśmy udział, to przeprawowy MUTT w Gliwicach. Tam poznałem smak prawdziwego off-roadu.

Czy któraś wyprawa terenowa była dla Ciebie szczególna i mógłbyś ją określić jako najlepszą w życiu?

Każda wyprawa terenowa jest szczególna. Mimo że w wielu miejscach byłem wielokrotnie, np. w Rumunii, na Ukrainie, w Albanii, Maroku, to za każdym razem wyprawę przeżywa się inaczej. Jest inna pogoda, są inne widoki, jedzie się z innymi ludźmi.

Najbardziej w pamięci utkwiła mi wyprawa z 2008 r., kiedy pierwszy raz wybrałem się do Maroka. Jedną z nocy spędziliśmy na pustyni, czyli na zupełnym odludziu. Słyszeliśmy pojazdy gąsienicowe algierskich wojsk, które patrolowały strefę przygraniczną.

Wyprawy to wiele przygód i niezapomnianych chwil. Można poznać charakter danego człowieka. Przekonać się, czy ludzie pojechali tylko dlatego, że przeczytali w gazecie, „jakie to może być fajne”, czy też naprawdę ich to fascynuje.

Dowiadujesz się, na kogo możesz liczyć, gdy np. auto leży na boku, w błocie, a dookoła nie ma żadnej pomocy. Jest dziesięć osób, które muszą sobie poradzić z postawieniem samochodu na koła, ponownie go uruchomić. Wyjąć filtr powietrza, sprawdzić, czy nie jest zalany. Podjąć decyzję, co należy zrobić w danej sytuacji.

Polecam każdemu, żeby spróbował takiego spędzania wolnego czasu. Zamiast wybrać wczasy all inclusive, można pojechać w dzikie, niedostępne dla zwykłych turystów miejsca i zmierzyć się z przygodą oraz samym sobą.

Wyprawa do Rumunii

Czy masz jakiś wymarzony cel, podróż, w którą koniecznie chciałbyś się wybrać, a jeszcze się nie udało?

Co chwilę siedzę nad mapami i zaznaczam miejsca, które chciałbym odwiedzić. Od dawna chodzi mi po głowie Gruzja, ale stała się ostatnio bardzo modnym kierunkiem wyjazdów. Organizuje się tam wręcz turnusy i na razie sobie ten kraj odpuszczam.

Chciałbym pojechać na Półwysep Kolski, zobaczyć Karelię i początek Syberii. Od tego zaczęłoby się poznawanie Rosji. Następne kierunki to Bajkał i Mongolia.

W tym celu zaczynamy przygotowywać nowe auto wyprawowe. Jest to Toyota Land Cruiser 80. Samochód po kupnie został rozebrany do zera. Trwa remont silnika. Rama zostanie wypiaskowana i pomalowana. Wszystkie podzespoły zostaną rozkręcone i złożone na nowo. Do tego dojdzie zabudowa – bagażnik, namiot dachowy. Myślę, że w przyszłym roku obierzemy kierunek na Karelię i Murmańsk.

Jak dużą grupą planujecie się wybrać?

Na takie dalekie wyprawy zawsze staram się jechać z ludźmi zaufanymi, na których można polegać. Myślę, że wybierzemy się w trzy, maksymalnie cztery samochody.

Prowadzona przez Ciebie firma ma na koncie szereg realizacji. Które były najciekawsze?

Realizacje można podzielić na te mniejsze i większe. W Rayo 4×4 robiliśmy przebudowy zarówno aut nowych, jak i starszych.

Mają one różny zakres. W jednych samochodach wystarczy zamontować nowe zawieszenie, które podnosi pojazd, snorkel, osłony oraz zderzaki i klient będzie zadowolony. Niektórzy wymagają jednak czegoś więcej.

Podstawiają nowy samochód, prosto z salonu i mówią na przykład, że chcą nim pojechać do Mongolii czy dookoła świata. Jest to dla nas wyzwanie. Musimy podpowiedzieć klientowi, co samochód powinien mieć, jakie zabrać wyposażenie i części zapasowe. Poza tym nieraz trzeba przygotować klienta, aby umiał sobie poradzić z naprawą w ciężkich warunkach, jeśli pojazd się zepsuje.

Bardzo często zdarza nam się przygotowywać ludzi pod kątem pokonywania trudnego terenu. Bywa, że klient kupuje auto, nie ma doświadczenia, ale cel do zrealizowania już tak. Bywają przypadki, że odbieramy telefon z Kazachstanu lub Mongolii w stylu: „Wydarzyło mi się to i tamto, jak mam sobie z tym fantem poradzić?”. Musimy dobrze znać samochód, przeanalizować problem i przez telefon pokierować naprawą. Później odbieramy telefon lub wiadomość SMS o treści: „Udało się, jedziemy dalej”.

Co do najciekawszych realizacji, to warto wspomnieć o zupełnie nowych Land Roverach Defenderach. Auta przyjeżdżały do nas z salonu, a my w tych pachnących nowością samochodach wierciliśmy pierwsze dziury… Defendery to wdzięczne samochody do przeróbek. Można poczuć dużą satysfakcję, gdy widzi się efekt końcowy.

Kolejnym ciekawym projektem był Zordrag. Pojazd został zbudowany na maraton Drezno-Wrocław. Z projektem było związane wyzwanie polegające na dopracowaniu logistyki, przygotowaniu mechaników, części zapasowych. Wszystkiego, co było nam potrzebne do tego, aby na dziesięć dni pojechać na rajd i go ukończyć.

Projekt Zordrag był pomysłem moim i mojego przyjaciela Henry’ego. Zrodził się w naszych głowach w 2008 r. Musieliśmy zebrać fundusze, aby się odpowiednio przygotować. Kiedy je zgromadziliśmy, zaczęliśmy składać samochód.

Pojazd ten powstał według naszego pomysłu. Wybraliśmy części z szeregu aut dostępnych na rynku. Został wyposażony w silnik BMW, mosty z Nissana Patrola. Rama pochodzi z Land Rovera Discovery.

Na wszystko zostało nałożone nadwozie z laminatu, które swój ostateczny kształt zawdzięcza wielu godzinom spędzonym na modyfikowaniu modelu ze styropianu i pianki budowlanej. Tak zaczęliśmy nadawać całości kształt.
Zordragiem wystartowaliśmy w rajdzie Drezno-Wrocław w 2010 r. Zajęliśmy 32. miejsce.

Zordrag

Czy przy jego budowie inspirowaliście się Bowlerem? Zordrag przypomina go z wyglądu.

Chcieliśmy, aby auto przypominało Land Rovera, ponieważ autami tej marki zajmujemy się na co dzień. Dlatego przód pochodzi z Defendera, tak samo jak w Bowlerze. Pozostała część nadwozia to już nasze własne pomysły.

Mimo że Zordrag z przodu nawiązuje do Bowlera, to chcieliśmy mu nadać indywidualny charakter.  Zdarzyło się, że zagraniczna prasa z Drezno-Wrocław pisała, że „polska załoga startuje Bowlerem”, a to była nasza konstrukcja.

Jaki samochód poleciłbyś komuś, kto zaczyna przygodę z jazdą terenową?

Zawsze marzymy o czymś przyciągającym uwagę, ale nie każdy ma możliwości, żeby przygodę z off-roadem zacząć nowszym i droższym samochodem. Na początek polecałbym auta starsze, bez elektroniki. Takie, które łatwo jest naprawić samemu, nie szkoda położyć na boku, zalać wodą i błotem, po prostu zniszczyć.

Zakup pierwszego samochodu wiąże się z tym, że będziemy musieli dołożyć do niego pakiet startowy, który będzie reanimował ten pojazd i doprowadzi go do sprawności. Jeśli uda nam się kupić egzemplarz w dobrym stanie, którym nie jeżdżono w terenie, trzeba go będzie przystosować do off-roadu. Zawsze trzeba mieć to na uwadze. Należy być przygotowanym na to, że wydamy dodatkowe pieniądze, aby nasz samochód stał się wozem terenowym w pełnym tego słowa znaczeniu.

Co wchodzi w skład takiego pakietu?

Podstawą jest zawieszenie. Trzeba zwiększyć prześwit. Producenci samochodów, projektując zawieszenia, dają ok. 5 cm zapasu, aby wytrzymały np. wały, wahacze itd. Następna rzecz to opony. Pomogą nam pokonywać głębsze przeszkody i dadzą większy prześwit między mostem a podłożem. Kolejna sprawa to osłony, stalowy zderzak i do tego wyciągarka, jeśli są możliwości finansowe.

Przyda się też snorkel. Pozwala zasysać powietrze z góry. Bardzo ważna rzecz przy przejazdach przez wodę, ale nie tylko. Bardzo często jeździ się grupie, a co za tym idzie – w kurzu. Powietrze zasysane z wysokości dachu jest czystsze. Łatwiej utrzymać w dobrym stanie filtr i cały układ dolotowy.

Polecasz konkretną markę lub model?

Trudno jednoznacznie wskazać konkretny samochód. Jednemu wystarczy małe Suzuki Jimny, inny będzie potrzebował czegoś na miarę krótkiego lub długiego Nissana Patrola bądź Land Rovera Discovery. Wszystko zależy od charakteru, stylu jazdy i tego, czego będziemy oczekiwać od tego samochodu. Każde auto terenowe zapewnia inne doznania i wymaga innej techniki jazdy.

Czy w ogóle produkuje się jeszcze porządne auta terenowe?

Z tym jest coraz gorzej. Niedługo zakończy się produkcja Land Rovera Defendera. Nie do końca wiadomo, jak będzie wyglądał następca. Jest kilka koncepcji na ten samochód, ale myślę, że nie będzie to już typowe auto terenowe. Mercedes-Benz G Professional przeszedł do historii. Ostatnie sztuki rozeszły się na pniu i pozostaje nam wersja niczym Mercedes Klasy S.

Z Toyoty zostaje nam właściwie model HZJ stworzony z myślą o rynkach afrykańskich. I chyba jest to ostatni prawdziwy samochód terenowy dostępny do kupienia jako nowy.

Podstawą auta terenowego zawsze były dwa sztywne mosty i zawieszenie na sprężynach. Niezależne zawieszenie jest już np. w Toyocie Land Cruiser 200 czy Land Roverze Discovery. Mimo że ten drugi model cechuje się dobrymi właściwościami terenowymi, jest wyposażony w system Terrain Response, czyli ma mnóstwo elektroniki. Nissan Patrol też już nie przypomina Patrola GR z lat 90tych, czy początku 2000.

Dlatego trzeba chyba wykupić ostatnie prawdziwe auta terenowe, odbudować, schować i w przyszłości nimi jeździć (śmiech).

Masz jakieś podstawowe rady dla początkujących?

To jest temat rzeka. Na pewno warto obserwować doświadczonych kierowców. Nie jeździć zgodnie z hasłem: „Co, ja nie dam rady?”. Bardzo często kończy się to remontem samochodu, karoserii, układu napędowego. Trzeba zwracać uwagę na to, jak samochód się zachowuje, gdy pokonuje dane przeszkody.

Jeśli jedziemy w grupie, obserwujmy pojazd, który porusza się przed nami, aby wiedzieć, że np. teraz czeka nas większa dziura i trzeba zwolnić. Obserwować i jeździć z głową – to jest podstawa.

Czym jest szkoła Rayo 4×4?

Jest to projekt, który powstał, aby pomóc osobom, które kupiły samochód terenowy i chcą się przekonać, czym jest off-road. W internecie jest bardzo dużo zdjęć i filmów, na których widać, jak ludzie gdzieś wjeżdżają i później nie mogą się wydostać z danej przeszkody.

Podczas spotkań staramy się przekazać jak najwięcej wiedzy. Tłumaczymy uczestnikom, jak obchodzić się ze sprzętem, czego nie powinni robić, na co w ogóle stać ich pojazdy.

Uczymy, jak prawidłowo jeździć w terenie, pokonywać przeszkody. Pokazujemy, czym jest trawers, jak się zachować na długim zjeździe, jak pokonać rów itd.

Bardzo często demonstrujemy, jak korzystać z liny kinetycznej, do czego służy hi-lift, jak sobie poradzić z podniesieniem auta z koleiny, jeśli nie mamy wyciągarki. To są podstawy, bez których nie powinniśmy wyjeżdżać w teren. Uczymy też, co należy robić po zakończeniu jazdy. Jak dbać o samochód, aby służył nam jak najdłużej.

Wiadomo, że zdarzają się sytuacje, gdy ktoś zaraz po zakupie terenówki zabiera drugą osobę na przejażdżkę, żeby pokazać, jaka jazda terenowa jest fajna. Jeśli do samochodu wsiądą dwie osoby bez doświadczenia, mogą zrobić krzywdę sobie i komuś innemu.

Czy w związku ze startami polskich zawodników w Dakarze zauważyłeś wzrost zainteresowania jazdą terenową?

Myślę że największe zainteresowanie jazdą terenową było wtedy, gdy Adam Małysz zaczął jeździć w rajdach off-roadowych. Zaczęło to być popularne, widoczne w telewizji.

Jednak gdy patrzę na to, jak w sumie mało jest relacji z imprez terenowych w mediach w porównaniu z piłką ręczną, siatkówką, tenisem, o piłce nożnej nie wspominając, jestem trochę zły. Często newsy o off-roadzie ograniczają się do spraw negatywnych, rozjeżdżania lasów przez kierowców w pojazdach 4×4, kuligów przy wykorzystaniu auta terenowego, podczas których doszło do tragedii.

Nie powinno się łączyć tych incydentów z ludźmi zajmującymi się off-roadem. Środowisko miłośników pojazdów terenowych to mnóstwo fajnych, zakręconych, życzliwych ludzi, którzy np. sprzątają lasy, organizują imprezy, podczas których zbiera się pieniądze na domy dziecka. Warto to docenić, a nie ograniczać się do czarnych owiec, ponieważ trafiają się one w każdej grupie.

3 odpowiedzi na “Jazda w terenie to próba charakteru [wywiad]”

  1. DrossDed napisał(a):

    Miałem też takiego Samuraia. Rewelacyjne auto.

  2. Tamacun napisał(a):

    A jakie miejsce na pierwszą wyprawę najlepiej wybrać? Kraj czy zagranica?

  3. GOSC napisał(a):

    karpaty, tylko bez lifta 2″ i at nie podchodź

Tagi: 4x4, jazda terenowa, jazda w terenie, off-road, rayo 4x4, samochód terenowy, wywiad