Głośna rewolucja cichych aut
Głośna rewolucja cichych aut
2011-08-08 00:00:00.000000
https://www.smartdriver.pl/glosna-rewolucja-cichych-aut?categoryName=ekojazda
Zespół AXA
852 284

8 sierpień 2011

Głośna rewolucja cichych aut

Brak ocen
0/5 (0 głosów)

Nissan Leaf

Produkcja samochodów elektrycznych to już nie zabawa ekologów, a rozgrywka pomiędzy największymi graczami.

Pojazdy elektryczne oraz hybrydy typu plug-in będą do 2030 roku stanowić 20% globalnego rynku motoryzacyjnego – wynika z raportu IHS Global Insight, światowego lidera w dziedzinie analizy ekonomicznej i finansowej. Prognoza może się sprawdzić, ponieważ w rozwój samochodów i motocykli na prąd ogromne pieniądze inwestują nie tylko koncerny, ale również poszczególne kraje.

Państwa przeznaczają fundusze na elektryczny biznes z kilku powodów, a ochrona środowiska naturalnego to tylko jeden z nich. Nowoczesne technologie to przede wszystkim szansa na rozwój kolejnych gałęzi gospodarki, okazja dla lokalnych instytutów badawczych i przedsiębiorstw. Rząd Stanów Zjednoczonych planuje zainwestować w branżę pojazdów elektrycznych 2,4 mld dolarów. Chiny mają jeszcze ambitniejsze plany. Do 2020 roku Państwo Środka ma się stać światowym liderem w budowie „zielonych” samochodów, a roczna produkcja ma oscylować wokół 15 milionów egzemplarzy. W osiągnięciu tego celu pomoże aż 15 mld dolarów z państwowej kasy.

Renault Twizy

Jak wielkie emocje budzą obecne auta na prąd, świadczy przypadek afery szpiegowskiej w Renault. Na początku 2011 roku francuski koncern zawiesił kilku najwyższych rangą menedżerów, zarzucając im sprzedawanie Chińczykom informacji o samochodach elektrycznych. W sprawę włączył się nawet francuski rząd, który ma udziały w Renault. Zaangażowane zostały służby specjalne, a minister przemysłu Eric Bessons grzmiał, że Francja stoi na granicy wojny gospodarczej z Chinami. Ostatecznie okazało się, że żadne dane nie zostały skradzione, a cała afera to wymysł menedżerów walczących o władzę. Historia skończyła się na skandalu dyplomatycznym i kilku dymisjach, ale motoryzacyjny świat nie byłby specjalnie zdziwiony, gdyby Renault dotknął prawdziwy atak szpiegów.

Francuski koncern jest bowiem właścicielem Nissana, którego model Leaf zmienił postrzeganie aut na prąd. Zeroemisyjny kompakt osiąga sukces za sukcesem, zdobywając kolejne nagrody, w tym dwie najważniejsze – dla Europejskiego i Światowego Samochodu Roku 2011. Nissan Leaf otrzymał też najwyższą notę w testach zderzeniowych amerykańskiej organizacji IIHS oraz – jako pierwszy w historii samochodów elektrycznych – pięć gwiazdek w badaniach Euro NCAP.

Nissan Leaf

Leaf ma zalety zwykłego samochodu i w niczym nie przypomina kiepsko wykonanych aut, wytwarzanych przez małych producentów, które długo były synonimem pojazdów z wtyczką. Przez wiele lat ten, kto chciał jeździć samochodem z bateriami, musiał zdecydować się albo na wyrób niszowej firmy, którego jedyną zaletą były niskie koszty eksploatacji, albo na konwersję modelu z silnikiem spalinowym, co pociągało za sobą koszty przekraczające często 20 tys. zł, utratę gwarancji i funkcjonalności.

Nissan Leaf to samochód zupełnie innej jakości, przykład auta od początku zbudowanego z myślą o „zielonym” napędzie, przy wykorzystaniu zasobów technicznych i finansowych wielkiego koncernu, który planował seryjną sprzedaż, a nie budowę prototypowego modelu na pokaz. Zalety pojazdu najlepiej opisali członkowie jury World Car of the Year: „Jego zasięg po pełnym naładowaniu akumulatorów przekracza 160 kilometrów. Czas ładowania napięciem 220-240 V z gniazdka elektrycznego wynosi 8 godzin. Samochód nie emituje spalin. Nisko położony środek ciężkości umożliwia dynamiczne pokonywanie zakrętów praktycznie bez przechyłów nadwozia i podsterowności. A największe zalety? Prowadzi się jak zwykły samochód, ale jest od niego cichszy”.

Leaf kosztuje w Stanach 33 tys. dolarów, a wszystkie egzemplarze zostały zarezerwowane 6 miesięcy przed debiutem. W USA największym rywalem Nissana jest Chevrolet Volt – hybryda typu plug-in. Chevy jeździ dzięki motorowi elektrycznemu, ale ma silnik spalinowy służący jako generator prądu. Volt jest o 8 tys. dolarów droższy od Leafa, ale sprzedaje się tak dobrze, że jego roczna produkcja została zwiększona z 30 do 45 tys. sztuk.

Za Nissanem i Chevroletem próbują nadążyć inni. Mitsubishi, Citroen i Peugeot już sprzedają „elektryczne trojaczki”: i-MiEV, C-Zero i iOn. Cena miejskich aut jest póki co zatrważająca i w Polsce przekracza 160 tys. zł. Jednak wraz z rozwojem rynku ceny tego typu samochodów spadną. Pomijając wspomniane już Renault, które szykuje się do rozpoczęcia sprzedaży dwóch modeli z serii ZE (Zero Emission) – Twizzy i Fluence, wkrótce do salonów trafią produkty takich marek, jak: Ford, Volkswagen, Audi, BMW, Fiat, Honda i Toyota.

Mitsubishi i-MIEV

Ford kończy prace nad elektrycznym Focusem, BMW zaprezentuje Megacity w 2013 roku, Audi pracuje nad całą serią elektrycznych e-tronów, które mogliśmy oglądać we wcieleniu małego A1 i sportowego R8. W perspektywie jest też kilka innych szybkich green cars. Mercedes zbudował napędzaną prądem wersję modelu SLS AMG. Jaguar wyprodukuje superhybrydę typu plug-in C-X75. Bardziej „przyziemne” samochody szykują m.in. Honda (Jazz), Fiat (500 EV) i Toyota (RAV4 i Prius plug-in). Ta ostatnia współpracuje z Teslą, która produkuje roadstery zasilane prądem. Jeden z niemieckich właścicieli Tesli Roadster pochwalił się ostatnio, że w ciągu dwóch lat pokonał swoim egzemplarzem 100 tys. km i ma na koncie trasy liczące nawet 800 km. Jak sam mówi: „Tak długo, jak masz gdzie podłączyć się do prądu, możesz podróżować”.

Renault Zoe Z.E.

Brak stacji ładowania to obecnie największy problem właścicieli samochodów elektrycznych. Ale nawet w Polsce szykuje się rozwój sieci stacji dokujących. Jan Kulczyk zapowiedział budowę 300 tego typu punktów w 14 aglomeracjach. Może niedługo zamiast płacić ponad 5 zł za litr benzyny, będziemy wydawać 5 zł za przejechanie 100 km na prądzie.

A co Wy sądzicie na ten temat? Czy wyobrażacie sobie, że już wkrótce zamienicie swojego benzyniaka na samochód elektryczny?