Fotoradary to skuteczne narzędzie [wywiad]

Z mgr inż. Anną Zielińską z Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Instytucie Transportu Samochodowego rozmawia Tomasz Czarnecki.

Tomasz Czarnecki: Niedawno ITS przeprowadził ciekawe badanie. 73 proc. kierowców przejeżdżających przez miejsca, w których jeszcze do końca 2015 roku funkcjonowały fotoradary, przekraczało dopuszczalną prędkość. Widać tutaj bardzo pozytywne działanie środka prewencji krytykowanego przez użytkowników dróg. Czy zatem fotoradary to jedyny możliwy sposób, by wymóc przestrzeganie przepisów?

Anna Zielińska: Fotoradary nie są jedynym sposobem perswazji, ale jednym z najskuteczniejszych i najtańszych. Dodatkowym walorem tego rozwiązania jest fakt, że ta metoda sprawdziła się w innych krajach, między innymi we Francji, Hiszpanii, Australii. Te kraje dzięki systemowi nadzoru nad ruchem drogowym w stosunkowo krótkim czasie osiągnęły znaczną poprawę bezpieczeństwa. Polska to kraj o bardzo wysokich wskaźnikach zagrożenia na drogach, co oprócz niechlubnego miejsca w rankingach ma związek ze znaczną liczbą zabitych i ciężko rannych. Do takiego stanu przyczynia się między innymi powszechne przekraczanie prędkości. Gęsta sieć fotoradarów powinna pomóc zmienić zachowania polskich kierowców. Oczywiście można stosować liczne rozwiązanie inżynierskie uniemożliwiające szybką jazdę, ale inwestycje infrastrukturalne potrzebują czasu, wysokich nakładów i działają jedynie lokalnie – w miejscach ich zastosowania. Celem systemu fotoradarów nie jest uspokojenie ruchu w danym miejscu a skuteczna zmiana zachowań kierowców w jak najszerszej skali. Wpływy z mandatów powinny być wydatkowane na działania profilaktyczne. Bo nie chodzi o zyski finansowe, tylko o mniejszą liczbę tragicznych wypadków i ofiar.

Znaki drogowe wymagają uporządkowania

W Polsce jest wiele kampanii związanych z bezpieczeństwem, także ITS promuje „jazdę bez wypadku”. Odnoszę jednak wrażenie, że na kierowców działa tylko nieuchronność wysokiej kary, a wspomniane działania to niestety półśrodki…

– Kampanie społeczne są bardzo istotną częścią wszelkich czynności związanych z poprawą bezpieczeństwa ruchu drogowego. Jednak powinny one być planowane w ramach długofalowego programu i wspomagać inne działania, w tym system nadzoru, stanowiąc element edukacji społeczeństwa. Nawet jeżeli chwilowo nie przekładają się bezpośrednio na zachowania uczestników ruchu, to dostarczają wiedzy i wpływają na postawy. Kropla drąży kamień!

Odcinkowe pomiary prędkości to dobry pomysł?

– Rozwiązanie sprawdziło się w innych krajach i oddziałuje na kierowców na dłuższym odcinku drogi. Trudniej je zastosować w stosunku do punktowych kontroli, ale na pewno ma sens. Może konieczność częstego zdejmowania nogi z gazu oduczy użytkowników pojazdów gwałtownego hamowania i przekona, że wolniejsza jazda wcale nie jest tak bardzo uciążliwa i nie wydłuża znacznie czasu podróży. Płynna, spokojna jazda bez niepotrzebnych manewrów i zakłóceń spowodowanych wypadkami czy kolizjami umożliwia szybsze dotarcie do celu.

Jak pani ocenia rozmieszczenie znaków drogowych w Polsce? Według mojej subiektywnej oceny przynajmniej 10-20 procent z nich jest w niewłaściwych miejscach, a podobną ilość można by zdjąć, bo są niepotrzebne…

– Tak, znaki drogowe wymagają uporządkowania, ale to nie ich nadmiar decyduje o wysokim zagrożeniu na polskich drogach. Są procedury, przeglądy i zalecenia dotyczące prawidłowego rozmieszczania znaków drogowych. Niestety, często brakuje funduszy i kadry na realizację tych wymagań. Wciąż znacznie więcej wagi przywiązujemy do budowania nowych dróg, niż do zachowania wysokich standardów utrzymania istniejącej infrastruktury.

Systemy bezpieczeństwa ograniczeniem wolności?

Biorąc pod uwagę stan faktyczny a nie nasze marzenia, ekojazda ma jakiś wpływ na bezpieczeństwo drogowe? Ja na co dzień rzadko widzę osoby jadące „na zielono”.

– Ekojazda stanowi pojemne hasło, które nie tylko oznacza umiejętność efektywnego pokonywania dystansu, ale także panowanie nad emocjami, nad samochodem oraz świadome podporządkowanie się regułom prawa drogowego. To przede wszystkim spokojna, płynna  jazda, która służy zmniejszeniu zużyciu paliwa, ale także zmniejszeniu zagrożenia wszystkich użytkowników dróg, także pieszych i rowerzystów.

Na koniec pofantazjujmy zapominając o ograniczeniach budżetowych. Jaki pani zdaniem, możliwy z punktu widzenia technicznego, byłby system, który zminimalizowałby liczbę wypadków drogowych? Ja wymyśliłem, że auta nie może uruchomić osoba w stanie nietrzeźwym, a dobrze opracowany system rozpoznawania znaków jest połączony z ogranicznikiem prędkości nie pozwalając kierowcom jechać szybciej niż regulują przepisy ruchu drogowego.

– Wspomniane przez pana systemy uniemożliwiające uruchomienie pojazdu przez nietrzeźwą osobę tzw. alkolocki są dostępne od wielu lat, niemniej w Polsce wciąż nie stanowią systemowego narzędzia w przeciwdziałaniu problemowi alkoholu w ruchu drogowym. Samochody posiadają także rozwiązania technologiczne rozpoznające znaki drogowe i informujące kierowców o ograniczeniach prędkości a nawet zmuszające użytkowników środków lokomocji, by stosowali się do wykrytych ograniczeń. Stanowią one jednak opcjonalne wyposażenie pojazdów i często bywają traktowane jako „ograniczanie wolności”. Patrząc szerzej na zagadnienie bezpieczeństwa należy zauważyć, że obecnie wdrażane rozwiązania, w tym systemy elektroniczne np. inteligentne systemy transportowe, służą po pierwsze upłynnianiu ruchu a po drugie bezpieczeństwu użytkowników dróg. Ważną rolę odgrywa również infrastruktura drogowa – trasy szybkiego ruchu, ścieżki rowerowe, śluzy dla rowerzystów, bezpieczne przejścia dla pieszych, czytelne oznakowanie dróg, system fotoradarów oraz edukacja społeczeństwa. To wszystko służy właśnie realizacji idei zmniejszania liczby ofiar wypadków drogowych.

Tagi: alkolock, Anna Zielińska, ekojazda, fotoradar, ITS, odcinkowe pomiary prędkości na drogach, ścieżki rowerowe, Tomasz Czarnecki, wywiad, znaki drogowe