Fotelik, samochód, bezpieczeństwo dzieci [wywiad]

Z Przemysławem Gordziałkowskim, dyrektorem handlowym Dorel Juvenile, rozmawia Tomasz Czarnecki.

Tomasz Czarnecki: Jak pan ocenia współpracę między producentami fotelików a producentami samochodów?

Przemysław Gordziałkowski: – No cóż, mogłaby być lepsza. Niestety, nierównowaga skali działa na korzyść koncernów samochodowych – firmy produkujące foteliki, nawet te największe, są mniejszymi podmiotami. Można zaryzykować stwierdzenie, że to koncerny dyktują warunki. Dlatego nawet auta uznawane za rodzinne (np. 7 miejscowe minivany) mają tylko 2-3 miejsca w samochodzie, gdzie można z czystym sumieniem bezpiecznie zamontować fotelik. Chodzi o wyprofilowanie kanapy, dostępność pasów bezpieczeństwa, uchwytów ISOFIX.

Osobnym przypadek stanowi np. stosowanie schowków w podłodze, które uniemożliwiają montaż bazy z nogą mocującą. Noga zapewnia tzw. trzeci punkt podparcia czyli stabilizuje fotelik zwłaszcza z grupy 0+ (dla dzieci od urodzenia do około 9 miesiąca), ale również w grupie dla dzieci w wieku do około czterech lat i jest wymaganym elementem systemu ochrony. Ponieważ jednak nie ma stabilnego podparcia, w przypadku kolizji noga nie spełni swojej roli – zwyczajnie wpadając do środka schowka. Oczywiście można kupić „wypełniacz” lub zapełniać schowek np. książkami, lecz to co najmniej dyskusyjne. Siły działające w trakcie kolizji lub wypadku są większe niż większość z nas może sobie wyobrazić.

Często rozmiar samochodu nie pozwala na montaż solidnego, dużego i bezpiecznego fotelika z tyłu. W miejskich autach odległość pomiędzy fotelem pasażera i tylną kanapą jest zbyt mała, aby można zmieścić fotelik. A przecież małe kompaktowe pojazdy są kupowane również przez młode mamy. Zdarzają się środki lokomocji, w których tylne pasy bezpieczeństwa są zbyt krótkie, aby prawidłowo zamontować fotelik.

Uwaga na auta z USA

I zapewne jest coraz gorzej…

– Na szczęście sytuacja poprawia się. Wystarczy porównać samochody sprzed 10-15 lat z tymi sprzedawanymi obecnie. Systemy typu ISOFIX to „wynalazek” ostatnich kilku lat. Producenci samochodów i fotelików spotykają się na konferencjach i szkoleniach. I co najważniejsze – inżynierowie, projektanci, księgowi decydujący o kosztach a więc pośrednio też np. o wyposażeniu auta, również mają dzieci i na co dzień w praktyce poznają ergonomię swoich wyrobów. Daje to nadzieję na pozytywny rozwój tematów związanych z bezpieczeństwem.

A zgodzi się pan z opinią, że mimo unijnego wymogu stosowania uchwytów ISOFIX, koncerny motoryzacyjne za bardzo nie dbają o ich właściwe przygotowanie w pojazdach? Użytkownik w wielu modelach ma kłopoty z zamocowaniem fotelika…

– Niestety, ma pan rację. W dalszym ciągu obserwujemy różne sposoby przygotowania uchwytów. Niekiedy na przykład kąt mocowania lub pozycja uchwytu utrudnia właściwy montaż fotelika, który powinien jak największą powierzchnią stykać się z siedziskiem i oparciem kanapy a po wpięciu w uchwyt odstaje lub jest przechylony. Dochodzi również do kuriozalnych sytuacji umieszczenia uchwytu pod tapicerką – jego użycie wymaga jej rozcięcia, czyli zniszczenia w pewnym sensie samochodu.

Nie dziwię się więc rodzicom, że z rezerwą podchodzą do stosowania fotelików, zwłaszcza dla starszych dzieci. Inny temat stanowi używanie dodatkowego punktu mocowania – nogi w przypadku fotelików z bazą lub pasa top-tether. Lokalizacja top-tether jest często słabo oznakowana, umieszczona w różnych miejscach, co dodatkowo dezorientuje rodzica. Na przykład są to dach samochodu, oparcie tylnej kanapy po stronie bagażnika, kotwy w bagażniku lub wręcz pod fotelem, miejsce pod tapicerką, gdzie znowu mamy sytuację niszczenia auta, gdy chcemy postępować zgodnie z zasadami prawidłowego montażu. Dodatkowy punkt mocowania stanowi wymóg i integralną część systemu ochrony. Bez niego fotelik, niezależnie od grupy czy producenta, nie ma szans spełnić swojej roli. Chciałbym dodać, że system ISOFIX używamy w Europie, ale w USA stosowane są inne systemy mocowania fotelików. Zatem pojazd sprowadzony może być nieprzystosowany do fotelików, jakie można kupić w polskich sklepach.

Wybieramy fotelik

Jak wybrać dobry fotelik dla swojego dziecka?

– Dobry fotelik powinien być dopasowany do naszego dziecka i samochodu. Zawsze warto poświęcić trochę czasu na wizytę w sklepie i razem z dzieckiem przetestować kilka modeli. Dobry fotelik to również wygoda i łatwość montażu, bezproblemowa możliwość wpięcia fotelika do wózka oraz wygoda dziecka. Zwróćmy uwagę na jakość i ukształtowanie wkładki dla noworodka, regulację uprzęży, możliwość zastosowania śpiworka czy letniej tapicerki oraz sposób montażu – malucha należy przewozić tyłem do kierunku jazdy tak długo jak jest to możliwe.

W wygodnym foteliku będzie dziecku bezpieczniej, a sama podróż upłynie bez większego stresu i kłopotów. Niezależnie od tego pamiętajmy, aby co ok 2-3 godziny robić przerwy w podróży i wyjmować dziecko – mały organizm źle znosi przypięcie pasami fotelika przez długi okres czasu. Dobry fotelik odpowiada wzrostowi dziecka i jego wiekowi. Nie należy na siłę, zbyt wcześnie sadzać malucha w zbyt dużym foteliku, przeznaczonym dla starszych dzieci, z wyższej grupy wagowej lub korzystać z modeli, które zmuszają naszego podopiecznego do przyjęcia nieprawidłowej pozycji, narażając go np. na bóle kręgosłupa.

Dla starszych dzieci są podkładki.

– Zdecydowanie odradzam. Podkładka nie zapewnia małemu pasażerowi żadnej ochrony w przypadku kolizji bocznej (dotyczy to zarówno głowy jak i ciała), również nie można prawidłowo poprowadzić pasa bezpieczeństwa po zapięciu malucha. Przy kolizji czołowej dziecko może wysunąć się spod pasów, a górna część pasa najczęściej opiera się o jego szyję i w trakcie wypadku zadziała jak nóż. Oczywiście cena podkładki jest wielokrotnie niższa niż fotelika i uzasadnione są wątpliwości rodziców czy warto znowu wydawać kilkaset złotych na kolejny fotelik. Jednak dziecko rośnie do ok 16 roku życia i skoro wiele wysiłku wkładamy, by je chronić zaraz po urodzeniu, powinniśmy dbać również o jego bezpieczeństwo w późniejszym okresie.

Środek auta najbezpieczniejszy, ale…

A co z testami na toksyczność, które prowadzi bodaj jedna z amerykańskich organizacji? Klient powinien wymagać od producenta specjalnego atestu?

– Moim zdaniem warto podejść do tego ze zdrowym rozsądkiem. Każdy produkt sprzedawany w oficjalnej sieci sprzedaży jest dopuszczony do obrotu po spełnieniu szeregu czynników, tak więc ryzyko toksyczności zapewne istnieje, ale w znikomej skali. Fotelik samochodowy stanowi specyficzny towar i podlega wielu badaniom przed wprowadzeniem na rynek. Być może temat mógłby być aktualny dla produktów „no-name” natomiast w przypadku wyrobów markowych taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Dlatego wymaganie atestu na zgodność tapicerki z normami toksyczności wydaje się zbędne.

Czytając rozmaite publikacje, spotykam się z zaleceniem, by fotelik montować na środkowej części kanapy, środkowym fotelu. W przypadku większości aut i wielu dużych fotelików to nierealne…

– Większość samochodów, pomimo wpisu w dowodzie rejestracyjnym, w praktyce są pojazdami czteromiejscowymi. Środkowe miejsce tylnej kanapy jest dużo mniejsze niż to za kierowcą lub pasażerem. Wyjątek stanowią między innymi auta z indywidualnymi trzema miejscami z tyłu – np. vany. Zalecenie montażu na środkowym miejscu tylnej kanapy ma sens, o ile dysponujemy tam pełnowymiarowym siedziskiem, co pozwoli na dokładne przyleganie fotelika, bo bardzo ważną rolę odgrywa jak największa powierzchnia styku fotelika z oparciem i siedziskiem. Aczkolwiek faktycznie, mocowanie na środku lepiej chroni dziecko w przypadku kolizji bocznej.

Natomiast trzeba zwracać uwagę na inne kwestie – czy posiadamy tam ISOFIX, top tether, czy można zamontować bazę do fotelika gr 0+. Prawie każdy samochód z tyłu posiada tunel środkowy i w tej sytuacji montaż bazy jest niemożliwy, bo nie da się prawidłowo ustawić nogi. Czyli wraca temat niedopasowania konstrukcji auta do ochrony młodych pasażerów. Z perspektywy dostępu do dziecka w czasie jazdy przy przewożeniu malucha z tyłu, najbardziej rozsądna jest pozycja za fotelem pasażera. W razie konieczności zatrzymania samochodu i przejścia do dziecka znajdujemy się od strony pobocza, a nie od strony jezdni.

ISOFIX a mocowanie na pasy

A przewożenie dziecka na przednim siedzeniu?

– Przepisy pozwalają na taką ewentualność przy spełnieniu określonych warunków, ale nie zalecam. Przy wypadku młody pasażer jest znacznie bliżej deski rozdzielczej, przedniej szyby, konsoli środkowej czy nawet kierownicy – siła przy zderzeniu bocznym może wyrzucić dziecko na kierownicę. Nasz podopieczny przewożony z tyłu nie ma dookoła siebie tego typu rzeczy i dodatkowo korzysta z „zapasu” strefy zgniotu. Rodzice często zwracają uwagę na to, że łatwiej zająć się maluchem przewożonym z przodu, na siedzeniu pasażera niż z tyłu. Niestety, wtedy uwaga kierowcy podczas jazdy jest rozproszona, co stanowi jedną z przyczyn wypadków. Gdyby faktycznie przewożenie dzieci z przodu było bezpieczne firmy nie inwestowałyby tak dużych zasobów na projektowanie, badania i produkcję fotelików dostosowanych do montażu z tyłu auta.

Zawsze fotelik z ISOFIX będzie bezpieczniejszy od tego na pasy?

– System ISOFIX został opracowany i wdrożony aby zmniejszyć ryzyko błędów przy montażu fotelika w samochodzie. Przy prawidłowym zamocowaniu i zapięciu dziecka każdy fotelik będzie bezpieczny. Nie sposób przewidzieć co wydarzy się w trakcie wypadku – życie pisze więcej scenariuszy niż jeden schemat wymyślony w laboratorium. Zaletą ISOFIX jest między innymi możliwość bardziej sztywnego montażu fotelika (lub bazy do fotelika) do auta, co zwiększa bezpieczeństwo w razie wypadku. Każdy pas bezpieczeństwa posiada luz, nawet jeśli pojazd został wyposażony w napinacze pasów. Haki trzymają fotel w jednym miejscu i nie ulegają rozciąganiu jakiemu przy wypadku podlega pas. Reasumując – mając możliwość wyboru wybierajmy fotelik z ISOFIX, ale nie mając tego udogodnienia możemy również w bezpieczny sposób przewozić dzieci używając fotelików montowanych na pasy.

Odpowiedzialność rodzica

Często do poważnych urazów dzieci dochodzi przez nieprawidłowe zamocowanie fotelika. To faktycznie taki problem?

– Za prawidłowy montaż fotelika i zapięcie dziecka odpowiadają rodzice. Oczywiście pośrednio można winić obsługę sklepu z fotelikami albo producenta, lecz to użytkownicy powinni wręcz wymuszać wsparcie i szkolenie w trakcie zakupu. Dostęp do informacji jest dziś znacznie lepszy niż 5 czy 10 lat temu. Producenci/dystrybutorzy prowadzą szereg różnego rodzaju spotkań, konsultacji i szkoleń dla rodziców, również sklepy prowadzą dni otwarte itp. Trzeba chcieć skorzystać i poświęcić trochę czasu. W internecie można znaleźć filmy, instrukcje i opinie. Chciałbym przy tym zwrócić uwagę na dwa aspekty związane z przewożeniem dzieci – montaż fotelika w samochodzie i zapięcie dziecka w foteliku. Młody pasażer zapięty w foteliku musi być również zabezpieczony przez jego prawidłowe zapięcie/zamocowanie w samochodzie. W rzeczywistości bywa różnie – posiadamy wyniki badań pokazujących prawidłowo zapięte dzieci w niezamontowanych fotelikach lub perfekcyjne dobrany i zamontowany fotelik z niewłaściwie zapiętym podopiecznym. 

Będąc na kursach doskonalenia jazdy też rzadko słyszałem o bezpieczeństwie dzieci… Czy jako producenci fotelików nie powinniście bliżej współpracować z tymi placówkami?

– Słuszna uwaga i dobry pomysł. Realizujemy wiele programów szkoleniowych dla przyszłych rodziców współpracując ze szkołami rodzenia, położnymi, szpitalami, fundacjami zajmującymi się bezpieczeństwem jazdy, policją, szkoląc pracowników firm. Z pewnością dotrzemy również do tej grupy, aczkolwiek klientami szkół jazdy nie zawsze są osoby zainteresowane tematyką fotelikową co utrudnia właściwe przygotowanie szkolenia. Jesteśmy zawsze otwarci na takie tematy ponieważ edukacja w zakresie bezpieczeństwa przewożenia dzieci stanowi jeden z naszych celów działania na rynku.

Jedziemy tylko do sklepu

Wielu ludzi mówi, że bez sensu przewozić dziecko w foteliku, skoro jedziemy tylko do sklepu.

– Często słyszymy: kiedyś nie było pasów, fotelików i jakoś żyjemy. Wielu rzeczy nie było, a dziś są oczywiste. Sęk w tym, że Ci co jeździli bez pasów lub fotelików i uczestniczyli w wypadku, najczęściej w nim zginęli lub doznali ciężkich obrażeń. Wypadek ze swojej definicji to zdarzenie nagłe i niespodziewane, tak więc może do niego dojść przy wyjeżdżaniu z bramy, wyjazdu do kiosku 500 metrów dalej czy wielodniowej podróży. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć takiego zdarzenia, lecz czasami da się go uniknąć. Nawet stłuczka na parkingu przez hipermarketem może skończyć się złamaną miednicą, połamaniem kości twarzy lub wstrząśnieniem mózgu. Systemy bezpieczeństwa w samochodach chronią pasażerów i kierowcę, foteliki zostały wymyślone po to, aby chronić dziecko. Trudno wchodzić w dyskusję z osobami niezadowolonymi z przymusu ich stosowania. Tu nie chodzi tylko o biznes producentów fotelików, ale również o ochronę życia i zdrowia.

Nabywanie fotelików za pośrednictwem sklepu internetowego, bez naocznego sprawdzenia produktu to chyba zły pomysł…

– Żyjemy w czasach e-commerce więc zachęcanie rodziców aby nie kupować przez internet przypominać może zawracanie kijem Wisły. Warto jednak pamiętać o kilku zasadach:

  1. Kupować w sprawdzonych sklepach, często sklepy stacjonarne mają swój sklep internetowy.
  2. Kupować towar z oficjalnej dystrybucji.
  3. Unikać fotelików nowych, ale sprowadzonych z zagranicy ze stoków lub outletów – nie wiadomo jak długo fotel leżał w magazynie. Towar nieużywany również podlega naturalnemu procesowi starzenia się.
  4. Nie kupować fotelików używanych – nigdy do końca nie znamy historii użytkowania a nawet najmniejsza kolizja powinna skutkować wymianą produktu na nowy. Zdarzają się niestety przypadki montażu na starym foteliku nowej tapicerki w celu jego „odmłodzenia”. Lepiej kupić tańszy fotelik, ale fabrycznie nowy, niż używany.

Na bezpieczeństwie oszczędzać nie powinniśmy. W każdym przypadku zachęcam do odwiedzin w sklepach stacjonarnych i sprawdzenia czy dany fotelik będzie pasował do samochodu i czy jego użytkowanie na co dzień będzie dla nas wygodne.

(Nie)wiedza sprzedawców

Potwierdza się zasada, że im droższy fotelik tym lepszy?

– Raczej tak – cena jest pochodną zastosowanych materiałów, technologii oraz procesu badań i rozwoju. Tani fotelik może nie wytrzymać obciążeń dynamicznych i sił jakie generują się w czasie wypadku i nie spełni żadnej funkcji ochronnej.

A jak pan ocenia wyszkolenie sprzedawców fotelików w sklepach? Gdy kupowałem fotelik kilka lat temu, moja wiedza była czasem większa od nich, a nie jestem specjalistą w tej dziedzinie…

– W każdej branży spotykamy się z różnym poziomem obsługi, wiedzą na temat produktu i zaangażowaniem sprzedawców. Z perspektywy dystrybutora fotelików cieszę się, że wiedza rodziców rośnie, bo klient na koniec zostaje z produktem sam na sam. Sprzedawca w sklepie podlega różnym sytuacjom, w branży działa wiele nowych osób lub wręcz odwrotnie – tych pamiętających inne czasy i inne produkty. Poza tym istnieje rotacja pracowników, nie zawsze jest czas na pełną prezentację produktu. Przeprowadzamy wiele szkoleń dla pracowników sklepów, ale z pewnością można zrobić jeszcze więcej.

Homologacje to nie wszystko

Posiadając fotelik z normą europejską ECE/R44/04 można mieć gwarancję, że jest bezpieczny?

– Norma określa konstrukcję i budowę produktu, jego zgodność z obecnie obowiązującymi wymaganiami technicznymi. Fotelik jest więc bezpieczny pod kątem wymagań stawianych producentom. Pamiętajmy jednak, że przy nieprawidłowym montażu fotelika lub nieprawidłowym zapięciu dziecka nawet najlepszy produkt, stworzony wg najlepszych norm nie spełni swojej roli.

Gdy pytam przedstawicieli importerów aut o nową homologację fotelikową i-Size, często robią zdziwioną minę, nie wiedząc co to jest…

– Brak informacji wynika zapewne z faktu, że nowa norma R129, której jednym z elementów jest i-Size, obowiązuje od czerwca 2013 roku i stanowi rozwinięcie dotychczasowych regulacji prawnych. Krótki okres czasu od momentu wprowadzenia do dziś powoduje brak pełnej wiedzy. Na szczęście dzięki szkoleniom, spotkaniom i lepszemu przepływowi informacji coraz więcej osób orientuje się w założeniach tej normy.

Od kiedy ma ona obowiązywać i do czego się dokładnie odnosi?

– W założeniach nowej normy odchodzimy przede wszystkim od sposobu doboru fotelika wg wieku lub wagi dziecka (0-13 kg – do 1,5 roku, 9-18 kg – 1,5-4 lata, 15-36 kg – 4-12 lat przyp. T.C.) na rzecz kryterium wzrostu. Jak już wspomniałem norma R129 obowiązuje od czerwca 2013 roku Jest rozwinięciem wspomnianych przez pana dotychczasowych regulacji prawnych ECE44/04, związanych z produkcją i doborem fotelików dla dzieci. Norma i-Size to nazwa pierwszej fazy nowej regulacji R129, działa równolegle z normą ECE44/04 określając wyższe normy bezpieczeństwa fotelików. Norma R129 posiada 3 fazy:

– faza 1: i-Size – dla fotelików od urodzenia do 105 cm, montaż na ISOFIX,

– faza 2: foteliki mocowane za pomocą pasa samochodowego od 100 cm do 135/150 cm wzrostu,

– faza 3: foteliki gr. 0+ (do 105 cm) montowane pasem.

Foteliki konstruowane zgodnie z normą i-Size powinny zapewniać lepszą ochronę boczną w przypadku kolizji (wymagany minimalny poziom zabezpieczeń), lepszą ochronę głowy i szyi oraz umożliwić przewożenie dzieci tyłem do kierunku jazdy do około 15 miesiąca życia. Norma określa również wymagania co do wyposażenia i oznakowania samochodu (zaczepy ISOFIX, top-tether). A także konstrukcji kanapy pod kątem dopasowania do fotelika i konstrukcji podłogi auta (dopasowanie, wytrzymałość) do stosowania bazy z nogą stabilizującą (trzeci punkt podparcia). Prace nad legislacją dla foteli zgodnych z normą R129 cały czas trwają.

  • demiseco

    Artykuł konkretny i rzetelny, ale po przeczytaniu wraz nie wiem, jak dopasować foteli do dziecka pod względem wzrostu, ani czy mogę stosować fotelik, który mam jeszcze z przed tych zmian, a który jest dla dziecka odpowiedni.

  • polak mały

    W artykule zabrakło informacji o aktualnie obowiązujących przepisach w sprawie przewozu dzieci w samochodach. Jeszcze jedna uwaga. Mało kto zwraca uwagę na ergonomię która jest bardzo istotna na dłuższych trasach. Nie ma w sprzedaży (niezależnie od ceny i marki) dobrych fotelików w których dziecko przewożone na długiej trasie by się nie męczyło, podam kilka faktów z mojego doświadczenia:
    1. twarde siedzenie uciskające nogi dziecka pod kolanami (nogi dziecka z reguły zwisają, a siedzenia są z plastikowej lub styropianowej wytłoczki);
    2. brak wentylacji siedzenia i oparcia (dziecko ma zapocone plecy, wystarczy lekki przeciąg i problemy gotowe);
    3. brak możliwości odchylenia fotelika gdy dziecko śpi (mają to tylko niektóre foteliki lecz w stopniu niewystarczającym, jak dziecko uśnie to głowa nie ma podparcia i opada mu do przodu lub na bok);
    4. brak możliwości szybkiego wypięcia dziecka w sytuacjach awaryjnych (nawet jeśli zapięcie łatwo się odpina to i tak dziecko pozostaje zaplątane w pasy, a zapinanie pasów w foteliku to już męka).
    Może by tak producenci fotelików zainteresowali się trochę ergonomią i komfortem dziecka a nie tylko stylistyką !

Tagi: bezpieczeństwo, bezpieczeństwo dzieci, fotelik dla dzieci, fotelik samochodowy, foteliki dla dzieci, foteliki samochodowe, ISOFIX, Przemysław Gordziałkowski, wywiad