Ekonomia ważniejsza niż bezpieczeństwo

Dobry kierowca w obecnych czasach jest na wagę złota. Fot. Mercedes.

Z Andrzejem Bogdanowiczem, dyrektorem generalnym Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego rozmawia Tomasz Czarnecki.

Tomasz Czarnecki: Gdy byłem dzieckiem, kierowca TIR-a to był dla mnie ktoś. Kierował wielkim pojazdem i nawet po zrobieniu prawa jazdy kat. B uważałem, że za kierownicą ciężkich zestawów zasiadają fachowcy. Teraz jednak coraz częściej słyszę, że poziom umiejętności kierowców jest słaby…

Andrzej Bogdanowicz. – Moim zdaniem trudno określić, że poziom jest słaby. Na pewno do grona osób zarabiających na życie jazdą pojazdami ciężarowymi dostają się ludzie bez właściwego przygotowania. Ten fakt może kształtować obraz jaki pan przedstawił. W omawianej profesji umiejętności zdobywane są stopniowo, wraz z pokonywaniem kolejnych kilometrów, następnymi transportami – z pewnością kierowcy jeżdżący trzy, cztery lata radzą sobie w zdecydowanej większości bardzo dobrze, bo nabyli już określone zachowania. Problem stanowią osoby dopiero zaczynający przygodę z zawodem, które odbyły szkolenie, nie zawsze rzetelnie przeprowadzone, kontakt z wiedzą mieli zatem symboliczny, z pojazdem tak samo. Przedsiębiorcy rzadko wysyłają „w ramach edukacji” młodego kierowcę jako dublera bardziej doświadczonego kolegi. Firm na to nie stać, a poza tym brakuje kadry i każda osoba z odpowiednimi uprawnieniami jest teraz na wagę złota. Niestety, kiedyś było lepiej.

Jednym ze sposobów na wielkie problemy z brakiem kierowców jest zatrudnianie osób z Ukrainy i innych krajów byłego Związku Radzieckiego. Tylko pytanie, czy użytkownicy pojazdów z tego kraju prezentują odpowiednie umiejętności?

– Na początku do polskich firm trafiali kierowcy posiadający doświadczenie w prowadzeniu ciągników siodłowych zdobyte w przedsiębiorstwach ukraińskich czy białoruskich. Postanowili rozpocząć pracę w Polsce w związku możliwością uzyskania wyższych zarobków niż w swoich krajach. Niestety, ponieważ potrzeby przewoźników nie słabną, obecnie poziom umiejętności jest już znacznie gorszy, tak więc i tutaj nie znajdziemy idealnego rozwiązania.

Kierowcy są bezcenni

Słyszałem historie, że rozmowy kwalifikacyjne z kierowcami trwają czasem kilka, kilkanaście minut i ograniczają się do sprawdzenia dokumentów i dyspozycyjności kierowcy. Bez jazdy próbnej…

– Kto nie ma kierowcy wypada z rynku. Walka o pracownika oraz zrobienie wszystkiego co możliwe, by jak najszybciej mógł ruszyć w trasę bezwzględnie leży w interesie firmy transportowej. Zatem, faktycznie, nierzadko formalności ograniczane są do minimum.

Czy zatem powinienem Czytelnikom napisać: widzisz pojazd ciężarowy to uciekaj?

– Statystyki tego nie potwierdzają. Odsetek wypadków powodowanych przez kierowców aut ciężarowych jest nadal niewielki, zatem nie uważam, by stanowili oni aż tak istotny element zagrożenia na drodze. Oczywiście, obserwujemy wiele zachowań nieodpowiedzialnych np. blokowanie drogi, wyprzedzanie kilometrami na drogach dwupasmowych, itp. To przejaw braku doświadczenia oraz kultury na drodze. Z drugiej strony, wzajemna niechęć kierowców aut osobowych do tych prowadzących ciężarówki i odwrotnie stanowi element naszej drogowej rzeczywistości.

Dla mnie jest swoistym paradoksem, że osoby zarabiające w transporcie krajowych 3000-4000 zł netto a w międzynarodowym dwa razy więcej, nie mogą wykazać się profesjonalizmem.

– Niestety, brak kierowców, o którym mówimy bardzo doskwiera przewoźnikom. Pracownicy często zmieniają pracodawcę, by przez kilka miesięcy lepiej zarabiać a potem znów poszukać czegoś teoretycznie lepszego. Tak jak powiedziałem, firmy transportowe muszą mieć osoby do obsady ciągników siodłowych, więc często stają pod ścianą w aspekcie stawianych wymagań przez kandydatów.

Andrzej Bogdanowicz. Fot. Archiwum.

Pojazdy autonomiczne nie pomogą

Jaką widzi pan zatem receptę na poprawienie umiejętności kierowców ciągników?

– Szkolenie, szkolenie, jeszcze raz szkolenie. Prowadzone w sposób rzetelny a nie na zasadzie sprzedawania zaświadczeń o ukończeniu danego kursu. W czasie zajęć kierowcy powinni być wyłączani z jakichkolwiek aktywności zawodowych, by poświęcili się tylko zdobywaniu wiedzy. Trzeba właśnie wtedy ich uświadamiać o obowiązkach, zagrożeniach, właściwych zachowaniach. Brak doświadczenia i właściwego szkolenia przekłada się na powstawanie niebezpiecznych sytuacji na drodze. Wspominałem wcześniej o mechanizmach rynkowych i potrzebach szybkiego skorzystania z usług prowadzących ciągniki siodłowe. Musimy je brać pod uwagę, lecz transport bez bezpieczeństwa nie prowadzi do niczego dobrego, przy szkodzie firma ponosi duże straty, nie wspominając już czysto o ludzkich dramatach.

Mimo wszystko mam wrażenie, także na podstawie tego co pan mówi, że wiele firm przedkłada ekonomię nad bezpieczeństwo.

– Niestety to prawda.

Widzi pan szansę poprawy tego stanu? Może pojazdy autonomiczne?

– Na pewno nie nastąpi jakiś szybki przełom. Zarówno w aspekcie szybkiego uzyskiwania prawa jazdy przez młodych kierowców, wszak brakuje szkół zawodowych wspierających to działanie, ja i możliwościach pozyskania kadry spoza Polski. Pojazdy autonomiczne czy też swego rodzaju pociągi drogowe też nie rozwiążą tego problemu, bowiem mają szanse sprawdzić się głównie w ruchu tranzytowym. Brakuje bowiem infrastruktury, by to wszystko właściwie funkcjonowało.

Tagi: autonomiczne pojazdy, bezpieczeństwo, brak kierowców, błędy kierowców, firma transportowa, kierowca, kierowca zawodowy, kierowcy z Ukrainy, OZPTD, przewoźnik, szkolenie kierowców, szkolenie kierowców zawodowych, transport drogowy, wypadek TIR