Downsizing – czy to w ogóle ma sens?

Downsizing

W ostatnich latach słowo „downsizing”, podobnie jak „eko”, na stałe weszło do motoryzacyjnego słownika. Czy faktycznie magia skrywająca się pod pojęciem downsizingu ma jakiś większy sens czy jest to tylko sprytny zabieg marketingowy stosowany przez producentów?

Na początek wyjaśnienie, czym jest downsizing. Definicji tego pojęcia jest sporo, ale mówiąc w skrócie, downsizing polega na zmniejszeniu pojemności skokowej przy równoczesnym zachowaniu czy nawet zwiększeniu mocy i osiągów auta.

Niewątpliwą zaletą takiego rozwiązania, przynajmniej w teorii, jest mniejsze zużycie paliwa w stosunku do porównywalnych jednostek napędowych o podobnych osiągach, jednak większej pojemności skokowej.

Bardzo często w silnikach tworzonych zgodnie z ideą downsizingu dla zachowania odpowiedniej mocy montowane są turbosprężarki, kompresory lub oba te urządzenia jednocześnie. W efekcie takie maluchy jak silniki 1,2 czy 1,4 litra zapewniają wystarczającą moc dla konkretnego typu auta.

Największe wątpliwości związane z tak małymi i mimo wszystko wysilonymi jednostkami napędowymi dotyczą trwałości. W Internecie aż huczy od plotek na temat magicznej bariery 100 tys. km, której silniki poddawane downsizingowi mogą nie być w stanie przekroczyć.

W praktyce na razie nie ma ostrych sygnałów świadczących o ewidentnie skróconej żywotności tych jednostek. Dodatkowo trwałość takich silników zależy od jakości poszczególnych komponentów, z jakich zostały wykonane, a na tych elementach producenci nie zamierzają oszczędzać.

Pojawiają się również pytania o osiągi zapewniane przez małe, turbodoładowane silniki. Mogłoby się wydawać, że spora moc osiągana z niewielkiej pojemności może być dostępna tylko przy wyższych wartościach obrotowych.

Downsizing

Dzięki zastosowaniu turbosprężarek czy kompresorów moment obrotowy jest nie tylko większy niż w porównywalnych silnikach wolnossących, ale także jego maksymalna wartość jest dostępna już od niskich obrotów.

Do tej pory wszystko przemawia na korzyść silników tworzonych zgodnie z ideą downsizingu. Czy jedna z najważniejszych cech tych jednostek, czyli mniejsze zużycie paliwa, nie bez powodu figuruje w materiałach reklamowych producentów?

Wystarczy poszperać w Internecie, aby znaleźć wiele niezależnych testów, które jednoznacznie potwierdzają, że średnie spalanie tych jednostek napędowych jest zauważalnie niższe niż ich odpowiedników o większej pojemności.

Czy więc donwsizing rzeczywiście ma sens? Wszystko wskazuje na to, że tak. Jest tylko jedno „ale”. Jeśli producenci coraz częściej będą tworzyć wręcz miniaturowe silniki o pojemności poniżej 1 l, wspomagane turbosprężarką lub kompresorem, radość z jazdy odejdzie do lamusa.

Ford całkiem niedawno zaprezentował nowego Focusa z motorem 1,0 l, po czym zapowiedział premierę jednostki 1,0 EcoBoost o mocy 180 KM. Czy wyobrażacie sobie takie maleńkie silniki pod maskami dużo większych samochodów?

2 odpowiedzi na “Downsizing – czy to w ogóle ma sens?”

  1. Eco napisał(a):

    Mam taki silnik pod maską 1,4 150 KM i auto ważące 1,6 tony nieżle się spisuje… Polecam

  2. Eco napisał(a):

    Mam taki silnik pod maską 1,4 150 KM i auto ważące 1,6 tony nieżle się spisuje… Polecam

Tagi: downsizing, doładowanie, kompressor, małe silniki, R4, R6, Silnik, silniki, TFSI, TSI, turbina, Turbo, turbodoładowanie, turbodziura, V6, VW, wolnossący, zużycie paliwa