Co zrobić, aby ułatwić pierwsze „kroki” na drogach świeżo upieczonym kierowcom? [konkurs]

 

Każdy z nas był kiedyś żółtodziobem „za kółkiem”. Nawet Ci najlepsi kierowcy z wrodzonym talentem mieli większe lub mniejsze trudności podczas pierwszych „kroków” za kierownicą samochodu. Jak w takim razie ułatwić pierwsze kilometry na drogach świeżo upieczonym kierowcom?

Wielu z nas pierwsze „kroki” za kierownicą samochodu stawia jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności. Parę kilometrów na polnych drogach czy też kilka manewrów na parkingu pod okiem rodzica pozwalają nam częściowo obyć się z samochodem. Następnie przychodzi pora na kurs nauki jazdy, egzamin i po kilku miesiącach cieszymy się jeszcze „ciepłym” prawem jazdy. Dla wielu to jednak właśnie wtedy zaczyna się najtrudniejszy etap, kiedy trzeba wsiąść za kierownicę i samemu wyjechać na drogę.

A na niej czekają setki innych kierowców gotowych skarcić nas sygnałem klaksonu nawet za najmniejszy błąd. Stres związany z prowadzeniem samochodu nasila się, strach przed kolizją z innymi pędzącymi autami, tłok na ulicach i przebiegający przez ulicę piesi. Dla świeżo upieczonego kierowcy pierwsze „kroki” za kierownicą potrafią być prawdziwym koszmarem.

Czy znacie jakieś cenne wskazówki, porady, które mogłyby pomóc w stawianiu tych pierwszych „kroków”? W jaki sposób Waszym zdaniem powinno ułatwić się poruszanie się po drogach początkującym kierowcom? Wszystkich „mistrzów kierownicy” od razu przestrzegamy, że porady pokroju „niech przesiądą się na rowery” mogą zostawić na wieczorne pogaduszki przy piwie. Najlepsza, najbardziej trafna odpowiedź zostanie nagrodzona.

NAGRODA

Bon paliwowy BP

Autor najbardziej trafnej odpowiedzi wygra bon paliwowy BP o wartości 300 zł, który z pewnością przyda się zarówno tym początkującym jak i doświadczonym kierowcom.

TERMIN

Swoje pomysły zamieszczajcie w komentarzach pod wpisem do 14.02.14. Przed przystąpieniem do konkursu prosimy zapoznać się z jego regulaminem.

REGULAMIN KONKURSU

36 odpowiedzi na “Co zrobić, aby ułatwić pierwsze „kroki” na drogach świeżo upieczonym kierowcom? [konkurs]”

  1. Patryk napisał(a):

    Nie wrzucać na głęboką wodę!.Pierw trzeba ćwiczyć żeby się oswoić z autem 🙂

  2. Justyna napisał(a):

    No oczywiscie zielony listek(na szybie), zielona herbata uspokajajaca i przede wszystkim jazda z kims doswiadczonym, przynajmniej na poczatku, do tego uprzejmosc na drodze, bo jak swierzaki sie pchaja to i wypadkpw wiecej i nerwow. No i znajomosc przepisow, chociazby po to, ze jak juz dojdzie do tej niechcianej stluczki to nie bedzie niejasnosci. Mi pomoglo tez ogladanie programow motoryzacyjnych. Zycze powodzenia wszystkim „swierzakom”.

    • Konrad napisał(a):

      ” bo jak swierzaki sie pchaja to i wypadkpw wiecej i nerwow”
      Myślę, że to bardziej doświadczeni kierowcy się pchają jak widzą kogoś kto jedzie przepisowo i „zamula”…

  3. Dorian Gibes napisał(a):

    Stworzyć coś na kształt „orlików dla młodych kierowców”, każdy młodszy kierowca który by chciał nauczyć się jeździć mógłby doskonalić swoje umiejętności bezpłatnie w takiej symulacji miasta. Pozwoliłoby mu to nauczyć panowania nad samochodem, a także uczestniczyć w symulowanym ruchu wraz z innymi młodymi kierowcami, urozmaiceniem mogły by być wyskakujące atrapy znaków, szybkie zmiany świateł tak żeby przygotować kierowce na wiele decyzji które musi podjąć w sekundę, atrapy z jakiegoś miękkiego plastiku albo tektury tak żeby można było go wykorzystać ponownie po stłuczce 🙂 Taki kierowca jeździłby swoim samochodem na swojej benzynie bez narażania innych na szwank 🙂 Wiele jest starych opuszczonych placów gdzie stały jakieś hale czy inne fabryki, może czas je wykorzystać w taki sposób 🙂

    • Konrad napisał(a):

      U nas? Za darmo?
      Nikt Ci nie pozwoli rozbijać się autem samemu, jeśli się rozwalisz na czyimś terenie (prywatnym) to właściciel będzie miał przerąbane 🙂

  4. Sylwia napisał(a):

    Moja porada to wiara w siebie, i izolowanie się od osób, które nie skąpią krytyki. O ile to jest możliwe:) Z autopsji wiem, że sprawdza się metoda „małych kroczków”, a raczej „krótkich tras”. Na początku wybierzmy bliskie odległości, dzięki którym poznamy samochód i nabierzemy więcej wiary w siebie, i w swoje mozliwości, co jest bardzo ważne. Dla mnie najlepsza była jazda samemu, bez „instruktorów” z boku, bo nawet Ci z najbliższego kręgu (czyt. mąż) nie dodali, mimo swych najszczerszych chęci, mi skrzydeł za kółkiem! Jeździłam sama- powolutku, ostrożnie, wybierając krótkie trasy, i z moim autem staliśmy się zgranym tandemem!

  5. Ewa napisał(a):

    Najważniejsze to poznać samochód. Wiedzieć jak reaguje na poszczególne sytuacje i ile siły potrzebujemy aby ruszyć z miejsca 😉 Z własnego doświadczenia wiem, że pierwsze kilometry najlepiej pokonuje się z kimś kto wierzy w nas bardziej niż my sami. Jednak przekonanie, że damy radę jest najbardziej pozytywną motywacją, aby usiąść za kierownicą i jechać przed siebie. Nie czekać długo, aż pierwszy raz usiądzie się za kierownicą z nowo wyrobionym dokumentem, bo im dłużej człowiek to odwleka tym bardziej jest zestresowany. Ulubiona muzyka w tle też robi swoje, pozwala się odprężyć w miejskiej dżungli.

  6. Damian napisał(a):

    Przydały by się jakieś naklejki na tylną szybę oznaczającą początkowego kierowce ze stażem do 6 miesięcy,ale ogólnie najlepszą radą dla początkującego kierowcy jest przetestowanie swojego samochodu tak by w skrajnych sytuacjach móc szybko zareagować,tzn znajdujemy jakiś wolny plac w pobliżu,jakąś polną drogę, ogólnie miejsce mało uczęszczane i wykonywujemy manewry typu gwałtowne hamowanie, kontrolowany poślizg bokiem,przodem, sprawdzamy jak reaguje hamulec ręczny, omijamy przeszkody, pokonujemy wzniesienia z miejsca itd, w ten sposób wyrabiamy nawyki które będą nam przydatne w stresowych sytuacjach które mogą zagrażać naszemu życiu i zdrowiu, poza tym wyrabiamy również takimi ćwiczeniami pewność siebie za kółkiem, znając możliwości naszego auta, dużo łatwiej będzie nam poruszać się po drogach,pozdrawiam

    • Konrad napisał(a):

      Nie ważny jest staż. Jedni będą zaraz po kursie jeździć dobrze, inni po 20 latach jazdy nadal będą się bali. Zależy jakie kto ma predyspozycje.
      Sam widziałem osoby z listkiem i z ich relacji stwierdzam, że to zły pomysł. Listek z tyłu czy tak jak ty mówisz naklejka ze stażem denerwuje kierowców, boją się jechać za kimś takim, chcą koniecznie wyprzedzić (nawet jeśli jedzie przepisowo). Jak jest korek to nikt takiej osoby nie wpuści bo nie wiadomo co zrobi itp… niestety, ale to nie Czechy i kultury nie wymagaj.

  7. MotoCentrum napisał(a):

    Wystarczy nie utrudniać im pierwszych kroków. Nie należy tworzyć sztucznej presji. Gdy widzimy, że jakiś niedoświadczony kierowca jedzie zgodnie z przepisami to nie trąbmy na niego, nie mrugajmy światłami. Zielone listki tu nic nie dadzą, bo co nam z wiedzy, że przed nami jedzie niedoświadczony kierowca? Możemy wyłącznie zachować większą ostrożność.

    Oprócz tego warto byłoby się zastanowić nad wydłużeniem samego kursu i zwiększeniem ilości godzin lekcji praktycznych, czyli jazd autem. 30 godzin to tyle co nic, nie ma szans, żeby ktokolwiek w takim czasie nauczył się jeździć.

    • Emil8406 napisał(a):

      wydłużenie kursu wiaze sie z kasa!!!! ile ten kurs ma kosztowac?!
      w polsce pracownik i tak juz musi wydac poltora wyplaty na kurs jeszcze do tego dochodzą egzaminy.
      swieży kierowca przede wszystkim nie może się bać jechać i jak tylko jest okazja to jechac .
      często tak jest w mniejszych miejscowosciach ze swiezy kierowca boi sie jechac do wiekszego miast w długą trase itd.

    • Michał napisał(a):

      Popieram, listki nic nie dadzą, a wręcz przeciwnie – mogą pogorszyć sytuację. Mogą działać na „doświadczonych kierowców” tak samo jak „elki”, czyli jak płachta na byka (chyba nie trzeba tłumaczyć, jak większość kierowców zachowuje się wobec Pojazdów Szkoleniowych)? Problem polega na tym, że to właśnie „doświadczeni kieroffcy” swoimi nerwowymi, czasem chamskimi zachowaniami wymuszają niejako na młodzikach zmianę przyzwyczajeń, dostosowanie do zasad panujących w tzw. miejskiej dżungli.

      Ja, jako młody stażem kierowca, a wiekiem już niekoniecznie, wielokrotnie doświadczyłem chamskiego zachowania innych (wieeeeelce doświadczonych) uczestników ruchu z powodu przestrzegania przepisów ruchu drogowego, a w szczególności poruszania się z dozwoloną prędkością w obszarze zabudowanym. Świecenie „długimi”, wymuszanie na chama manewru wyprzedzania, trąbienie itp, to jest norma.

      Różnica polega na tym, że na mnie to mogą sobie trąbić, mrugać, nawet machać sztandarami ze swoich burakowozów do woli. Na mnie to nie działa. Dla mnie „zabudowany” to zabudowany (jak i wiele sensownych przepisów, choć wiele nie do końca jest zrozumiałych i czasem się ich nie przestrzega…), ustępowanie pieszemu to przeważnie normalna sytuacja, jazda dostosowana do panujących warunków na drodze również. To przykłady, ja akurat jestem „za stary”, żeby dziś ktoś wpłynął na moje rozumowanie. Gorzej z młodymi, nastoletnimi kierowcami, w wieku kiedy jeszcze nadal kształtują się ich temperamenty, charaktery.

      Gdzie oni mają zdobywać swoje życiowe doświadczenia, jak nie podczas życiowych sytuacji? I od kogo mają się uczyć? Od buraków wyprzedzających z prawej strony, od buraków wyprzedzających / nie zatrzymujących się na pasach, od buraków pędzących przez teren zabudowany z prędkością 60 km/h i powyżej. Taki burak strąbi raz, drugi, trzeci takiego młodego i młody rad, nie rad, będzie musiał się dostosować do „warunków panujących na drodze”.

      MotoCentrum – ja dopiero po kilkunastu godzinach opanowałem samochód, Dopiero potem uczyłem się jazdy, Wyjeździłem w sumie około sześćdziesiąt godzin. Ktoś pomyśli, że albo sierota, albo… sierota 😉 A ja uznałem, że wolę sobie pojeździć, już po pewnym czasie na luzie i doszlifować i technikę, i przepisy. I bez jakiegoś większego stresu podejść do egzaminu (zdałem za pierwszym razem). ALE, moim zdaniem problem nie polega w ilości godzin do wyjeżdżenia, tylko w nastawieniu do samego egzaminu.

      Dopóki będziemy podchodzić do kursu i egzaminu tylko po to, żeby go zaliczyć i zdać, to takich kierowców będziemy wpuszczać na drogi.

    • Basia napisał(a):

      Nie masz racji z listkami.Po wielu latach znow zaczelam jezdzic i zawiesilam sobie na tylnej szybie zielony listek.To nie znaczy,ze wymagam specjalnego traktowania.Ja ostrzegam innych,zeby mnie nie stresowali.Kazdy kiedys zaczynal,wiec niech sobie przypomni jak to jest.Jeden wielki stres i zapomina sie o wszystkim,czego czlowiek sie nauczyl na kursie.O kulture prosze tym zielonym listkiem.Pozdrawiam wyrozumialych.

  8. Bartosz Modrzejewski napisał(a):

    Nakleić zielonego liścia na samochód – wtedy kierowca za wami wie, że dopiero zaczęliście jeździć. Wyluzować się przed jazdą – nie powinniśmy się stresować i być spięci, na spokojnie ustawić wszystko co potrzebne do jazdy, przede wszystkim nie ruszać bez gazu ! Duża część początkujących kierowców rusza bez dodania gazu co często kończy się zgaśnięciem silnika, a jak zgaśnie na skrzyżowaniu to dopiero napędzicie sobie strachu i nerwów. Sprzęgło puszczamy powoli, z wyczuciem a nie od razu noga z pedału – może wam zacząć auto skakać a nawet zgasnąć. Jak ktoś was otrąbi to nie stresować się – przecież się dopiero uczycie jeździć, macie prawo popełniać drobne błędy. Podczas jazdy skoncentrować się na drodze, ale także spoglądać w lusterka i obserwować dookoła drogę przed wami i zachowanie innych kierowców. Jeździjcie z prędkością na jaką pozwala wam wasze samopoczucie bezpieczeństwa za kierownicą – lecz zgodnie z przepisami 🙂 ! Kierownicę trzymamy pewnie, ale nie ściskamy z całej siły. Przy wyprzedzaniu warto wrzucić bieg niżej, macie wtedy większe obroty, większy moment i szybciej oraz bezpieczniej można wyprzedzić auto (wasze auto szybciej przyspieszy co skróci drogę potrzebną do wyprzedzenia). Dojeżdżając do skrzyżowania nie dojeżdżajcie na ‚luzie’ tylko hamujcie silnikiem (wrzucony bieg, bez wciśniętego gazu i sprzęgła – w miarę zmniejszającej się prędkości zmniejszamy biegi), pozwala to zaoszczędzić i paliwo i klocki hamulcowe. Na parkingu np. przed supermarketem warto potrenować parkowanie aby wyczuć auto – jaki ma promień skrętu i jak powinniśmy parkować aby nie stać na 2 miejscach 🙂

    • Konrad napisał(a):

      To wszystko co mówisz kursant powinien wynieść z zajęć. Ale prawda taka jest, że większość (nie wszystkie) szkół uczy jak zdać egzamin. Życie swoje, egzamin swoje. Najpierw zdajemy prawko, później uczymy się jeździć.

      • Bartosz Modrzejewski napisał(a):

        Powinien, niestety u nas zalicza się prawko na sposób, łuk na odpowiednie obroty kierownicy na wysokości pachołka, parkowanie tak samo, nie uczą podstawowych rzeczy jak hamowanie silnikiem albo zachowania w niebezpiecznych sytuacjach takich jak chociażby delikatny poślizg w zakręcie gdy temp jest bliska zeru – ludzie nie mają świadomości o czymś takim i panikują.

    • Artur Oleszczuk napisał(a):

      Dodam od siebie. Pamiętać jaki bieg jest wrzucony podczas postoju i czy jest poprawnie zmieniony ! Własna przygoda skończyła się bardzo stresująco ponieważ w stresie po tym jak już wielcy niecierpliwi kierowcy tylko czekali aż zatrąbić ponownie wrzucony miałem 3 bieg zamiast 1 (po prostu w pośpiechu machnąłem jedynie do góry niezbyt dociągając drążek do siebie) w rezultacie 4 razy pod rząd zgasł silnik, ręce się trzęsły, wreszcie odetchnąłem, zacząłem trzeźwo myśleć i wrzuciłem na luz i zauważyłem, że jest właśnie nieodpowiedni bieg wrzucony. Efekt ? to trwało dosłownie 10 sekund po których musiałem wrócić do domu roztrzęsiony i zażyć leki na serce… Panowie, bardzo proszę o wyrozumiałość i nie trąbić jak opętani a mijając już nie zatrzymywać się obok i nie walić się po czole, miejcie wyrozumiałość !

  9. Szymon Szulcek napisał(a):

    Najlepiej, niech młodzi i mało doświadczeni kierowcy, którzy przed
    chwilą otrzymali tak bardzo oczekiwany dokument, nie poczuwali się jak
    rajdowi kierowcy. Często jadąc z początkującym kierowcą widzimy, że chce
    pokazać on swoje umiejętności za kółkiem poprzez dociśnięcie gazu. To 
    nie prowadzi do nauczenia się poprawnej jazdy na drodze. Jeśli ktoś zdał
    nie na tzw. „farcie” to powinien znać przepisy ruchu drogowego. Nowi
    kierowcy nie powinni się niczego bać i podejmować dobrze przemyślane
    decyzję. Moim zdaniem do osiągnięcia wprawy za kierownicą powinni oni
    przestrzegać praw i nie patrzeć na innych kierowców, którzy naciskają na
    klakson. Oni już zapomnieli jak to oni kiedyś się uczyli i jako nowi
    kierowcy popełniali też wiele błędów. Jeśli zdałeś, to nie bój się wziąć
    samochód i jechać. Nie możesz się stresować, bo przez to popełniasz
    kolejne błędy. W takiej porze jaką mamy, czyli zimę powinni oni być
    wyjątkowo uważni. Śliska nawierzchnia oraz małe doświadczenie może
    czasem doprowadzić do nieoczekiwanych sytuacji. Także wsiadać do
    samochodu i mieć głęboko gdzieś tych innych kierowców, którzy uważają
    się na bogów kierownicy ! 🙂

  10. Adam napisał(a):

    Poslizgac sie troche na jakims duzym oblodzonym parkingu (oczywiscie pustym) albo isc na kurs poslizgu kontrolowanego. Wtedy jest duza szansa ze jak przytrafi sie pierwszy poslig na drodze uda sie zareagowac prawidlowo na utrate panowania nad pojazdem.

  11. Rafał Sroka napisał(a):

    Świeżo upieczony kierowca czuje się jak pączek do kresu wytrzymałości materiałowej wypełniony dżemem – tutaj dumą. Niestety to najbardziej złudne uczucie. Najważniejsza jest pokora i świadomość, że umie się naprawdę niewiele. Kryzysowe sytuacje na drodze są najlepszą nauką, lekcją pokory. Rzucenie na głęboką wodę jest jednym z rozwiązań, które powodują, że w statystykach kolizji to młodzi kierowcy trzymają palmę pierwszeństwa. Każdy świeży kierowca powinien uczyć się przez praktykę, polecam więc jeździć dużo i często, nawet bez wyraźnego celu – to akurat jest łatwe i przyjemne. Najlepiej udawać się na wyprawy na drogi mniej uczęszczane, a przecież wokół każdego miasta są prowincjonalne drogi, które pozwolą obyć się z autem, jego mechanizmami, wsłuchać się w odgłosy pracy jego podzespołów by móc ocenić nadchodzącą usterkę. O tym często zapominamy.

  12. rzuku napisał(a):

    1) Nie spieszyć się,i minimalizować stres.
    2) Nauczyć się pokory i stopniować komplikacje oraz czas jazdy (nie jechać następnego dnia po zdanym egzaminie 500 Km tylko zaczynać od mniejszych przejazdów.)
    3) Jeśli możliwe to jeszcze z kimś doświadczonym pojeździć i być otwartym na wszelkie komentarze.
    4) Przestrzegać przepisów. Jak nie jestem na dobrym pasie i nie mogę go zmienić to jadę dalej a nie po podwójnej ciągłej.
    5) Oswajać się z prędkością i autostradami. Na autostradzie nie czuje się prędkości ale przy wyjeździe trzeba zwolnic i to znacznie! Ostatnio młody kierowca tak umiejętnie zjechał na stacje benzynowa… ze dachował. Na szczęście tylko auta (jego i te które dostały… )do kasacji a nikomu się nic nie stało. Dobre ćwiczenie autostrada, zjazd i osiedlowa (30km/h) i znowu na autostradę.

  13. karburator napisał(a):

    Hej. Mi kiedyś znajoma udzieliła bardzo cennej rady, właśnie na początku, gdy dopiero zaczynałem jeździć. Powiedziała mi, że przede wszystkim inni kierowcy to też myślący ludzie, którzy będą na mnie uważali i nie pozwolą żebym zrobił im krzywdę. Rada nie ma wielkiego praktycznego zastosowania, ale pozwala na znalezienie odrobiny spokoju i zmniejszenie stresu. 😉

  14. rafal_krakow napisał(a):

    Najlepsza rada to golnąć sobie setkę czystej na odstresowanie, a potem ” W imię ojca i syna” i w drogę!

  15. Mateusz napisał(a):

    Sam na poczatku zeszlego roku dostalem prawojazdy: w tej chwili przejechalem kilkanascie tysiecy kilometrow i postaram sie poradzic jak zaczynalem:
    1. Przede wszystkim od razu za kierownice po otrzymaniu dokumentu – na tym etapie strasznie szybko sie wszystko zapomina.
    2. Warto dogadac sie z instruktorem i umowic sie na kilka godzin jazdy swoim samochodem- odradzam jezdzenie z rodzina, czy dobrymi kierowcami: tacy ludzie czesto nie znaja przepisow, za to sa przekonani o swojej wyzszosci, nie umieja krytykowac i robia to bardzo impulsywnie: dobry instruktor jesli nie widzi zagrozenia pozwoli nam zlamac przepisy a pozniej wytlumaczy co zrobilismy zle.
    3. Na poczatku trzeba duzo jezdzic(nawet bez konkretnego celu) – jesli jest taka mozliwosc polecam godziny wieczorne, noc – ulice sa prawie puste i czesto sie zdaza ze mamy cala ulice dla siebie – nikt nie trabi, mozna jezdzic powoli i latwiej sie skupic na jezdzie przy malym ruchu.
    4. Warto nauczyc sie parkowac: za mala kwote mozna kupic sobie slupki i probowac parkowac pomiedzy nimi – przestawiac je, ustawiac w odleglosci takiej ze miesci sie ledwo samochod – to poprawia pewnosc siebie.
    5. Nie ma sensu sie spieszyc i szybko jezdzic: lepiej stracic 5min jadac 40km/h niz stracic godzine po kolizji
    6. Szanowac innych kierowcow – wedlug mnie na poczatku dzieki ich uwadze udaje sie przetrwac w poczatkowym okresie – to ze my jako poczatkujacy kierowcy znamy przepisy to nie znaczy ze inni je znaja, albo sie do nich stosuja. Poczatkowo ciezko przewidywac co sie stanie na drodze- jestesmy bardziej skupieni na swojej poprawnej jezdzie, a nie tym jak inni jezdza – dopiero po jakims czasie przychodzi „ograniczone zaufanie” do kierowcy ktory moze zapomniec wlaczyc kierunkowskaz przy zmianie pasa, czy pieszym ktory nagle dostrzegnie swoj autobus po drugiej stronie ulicy.
    7. W zime warto przejechac sie na jakis parking/tor i sprobowac wprowadzic samochod w poslizg(nie mowie tu o recznym), np mocniej skrecajac kierownice, czy wjezdzajac w ciasny „zakret” z wieksza predkoscia – tak zeby zobaczyc jak samochod moze sie zachowac na publicznej drodze- raczej recznego na drodze nie zaciagniemy, ale wjechac na lod, piasek z zaduza predkoscia moze kazdy.
    8. Nie bac sie wyjezdzac za miasto.
    8. I jeszcze raz podkresle: jak najszybciej wsiasc za kolko.

  16. Jacek napisał(a):

    tak, jezdzic komunikacja miejska. Swoje prawo jazdy trzymam od 10 lat w szufladzie, nigdy nie mialem samochodu, pewnie zapomnialem juz, jak sie jezdzi

  17. Alex Fortune napisał(a):

    Przygotować się psychicznie do jazdy – to ważne, by można było na spokojnie usiąść za kółkiem i skupić się na tym co się dzieje na drodze i na absolutnie niczym innym. Wydaje mi się, że nie ma na to lepszej recepty niż jeździć i jeździć – najpierw po pobocznych drogach dla treningu, jeśli komuś brakuje odwagi. Z czasem pewność sama powinna przyjść.

  18. tyskaczpl napisał(a):

    Aby ułatwić pierwsze kroki za kółkiem należy:
    -Kupić BMW
    -Wypić pare piwek
    -Zgarnąć jakaś foczkę z dzielni…

    …i już można cieszyć się urokami życia 🙂

  19. Grzegorz Rajda napisał(a):

    Najważniejsze jest to, aby wykorzystać w 100% wiedzę nabytą na kursie, czysta teoria, stosować ją w praktyce, nie przejmować się uwagami innych kierujących, którzy myślą, że jeżdżą zgodnie z przepisami, jeśli wiemy doskonale (z kursu), że to nie prawda. I bardzo ważne jest też skupianie się w 100% na drodze, nie patrzyć w telefon, starać się nie rozmawiać z pasażerami (przynajmniej na początku) i nie bawić się radiem. 100% skupienie.

  20. Konrad napisał(a):

    Po pierwsze wydać 150zł na kamerę samochodową (wideo rejestrator) np. firmy Prestigio. Dlaczego? Dlatego, że świeży kierowca trzyma się przepisów a ludzie tego nie lubią. Trąbią, wyprzedają i tym samym tworzą niebezpieczne sytuacje. Sam zakupiłem kamerę po wymuszeniu na mnie odszkodowania, jako młody kierowca byłem postrzegany jako sprawca, młody, w lepszym aucie – oczywiste, że to on zawinił, przecież świeżo co prawo jazdy odebrał. Policja niestety często tak do tego podchodzi. Ludzie wzajemnie po sobie krzyczą, policja uspokaja, sprawa czasem ląduje w sądzie… Nagranie z kamery nie jest dowodem w sądzie, ale materiałem pomocnym. Jakiekolwiek uszkodzenie samochodu zwraca nam zakup kamery od razu. Możemy też sami pomóc innym, raz mi się udało zarejestrować potrącenie pieszego przez samochód wyprzedzający na przejściu – materiał pomógł policji w ustaleniu przyczyny wypadku innego samochodu. Oszczędzi to przyszłemu kierowcy nerwów i pozwoli poczuć się pewniej. „Niech sobie trąbią, przecież jadę przepisowo”. Niestety, ale chamstwo na drogach jest wszechobecne a jazda samochodem zawsze jest obarczona ryzykiem. Najważniejsze to czuć się pewnie, kamera daje nam to poczucie – jeśli coś się stanie to mamy dowód, że nie z naszej winy. Najważniejsze to jeździć z uwagą i spokojnie, nie możemy dać się pogonić przez inne auto, jak parkujemy to spokojnie i powoli, minuta nie zbawi kierowcy za nami.
    Pozdrawiam 🙂

    • Kamil napisał(a):

      zgadzam sie w pelni, takie kamery powinny byc montowane fabrycznie w samochodach. Skonczyloby sie wyklocanie przy policji „czyja wina” i kierowcy czuliby sie pewniej. Dziwne, ze u nas jest to tak malo popularne, w rosji wiecej osob ma kamery.

  21. Kinga Gusia napisał(a):

    Każdego trąbiącego na początkującego kierowcę karać mandatem za próbę dekoncentracji świeżego kierowcy. Przez pierwsze 2 lata policja zamiast karać takiego kierowcę mandatami powinna wręczać mu nakaz udania się na dodatkową godzinę jazdy doszkalającej pod okiem instruktora.Takie zaproszenie byłoby rejestrowane jak mandat i jesli w ciągu miesiaca taka lekcja nie została by zaliczona policja odbierała by prawo jazdy.

  22. saurhil pierwszy napisał(a):

    Nie będę ukrywał że zależy mi na nagrodzie dlatego zacznę od próby przekupstwa. Zakładając, że komisja jest jednoosobowa jestem gotów odstąpić 50 zł z bonu na paliwo. Gdyby to jednak nie pomogło opowiem wam o Ameryce, wspaniałym miejscu w którym policjant może aresztować strażaka podczas akcji ratunkowej a broń można kupić w drogerii w zestawie z wacikami. Jest to również kraj w którym do zostania licencjonowanym driverem może przeszkolić cię cię mama albo znajomy który już posiada prawo jazdy z odpowiednim stażem. Możesz się uczyć jeździć gdzie chcesz i jak długo chcesz i to ty decydujesz czy jesteś gotów do egzaminu a nie instruktor który wziął kasę z góry. Reasumując rozwiązaniem problemu jest kilka drobnych korekt w prawie. Nie chodzi o likwidację szkół jazdy, bo wiadomo że tata nie zawsze będzie w stanie zastąpić przeszkolonego instruktora, ale z pewnością pozwoli na oswojenie się z autem i ruchem ulicznym.

  23. bazyl napisał(a):

    Od tygodnia wdrażam się w jazdę samochodem po sporej przerwie od zrobienia prawa jazdy i już pierwszego dnia jadąc samochodem, który trzeba trochę poznać, i w ulewnym deszczu jakiś „szybki i wściekły” mnie obtrąbił i jak się później okazało zadzwonił na policję ze stwierdzeniem, że „chyba pijany, bo jedzie za wolno”..także mam już za sobą pierwsze dmuchanie w alkomat…hehehe..i poczucie, że nie powinno się trzymać przepisów tylko tak jak ów „szybki i wściekły” pędzić i wyprzedzać nawet na podwójnej ciągłej nawet w bardzo złych warunkach pogodowych…

  24. Aneta napisał(a):

    uczą się jeździc na yariskach więc niech kupują takie same auta i trenuja na nich :pierwsze kroki” takie jest moje zdanie

    • Paluinna napisał(a):

      ale nie każdego stać na Yariske 🙁 Chciałam, ale ceny trochę zbyt wysokie, a mnie ” mamusia ” nie kupi 🙂

  25. gargamel napisał(a):

    Ja osobiście miałeś miałem jakąś kompletną blokadę po wypadku. Bałem się wsiadać do samochodu, wolałem jechać z kimś niż sam, a wcześniej było na odwrót. Gdy jechałem bez nikogo, to czułem się dużo swobodniej… wszczyscy mówili, że to uraz powypadkowy i żebym poszedł do psychologa, ale jakoś nie wierzę w ideę takich ludzi. Brałem jakieś tabletki na uspokojenie, co pomało jakiś czas, ale gdy się wyrusza w dłuższe trasy, to na sennych środkach jest bardzo ciężko. W końcu kupiłem odpromiennik bio-info5, który poprawia koncetrację, relaksuje i uspokaja. Po dwóch latach, dwóch latach dopiero zażegnałem kryzys i mogłem spokojnie prowadzić…

Tagi: bon paliwowy, konkurs, konkurs AXA, nagroda, pierwsze kroki za kierownicą, początkujący kierowca, smart driver, świeżo upieczony kierowca, wygraj bon paliwowy, Wygrana