Co najczęściej tuszują sprzedawcy w autach używanych [cz. 2]

nieuczciwi sprzedawcyAby sprzedać używany samochód, nieuczciwi handlowcy posuwają się nie tylko do maskowania uszkodzeń i przekręcania licznika. Zdarza się, że fałszują książki serwisowe i robią przekręty na podatku VAT. Klienci mają ograniczone możliwości ochrony przed nierzetelnymi sprzedawcami.

poprzedniej części opisaliśmy metody stosowane przez handlarzy używanymi samochodami, które sprawiają, że auto prezentuje się lepiej w oczach nabywcy (poprawki lakiernicze, odświeżanie wnętrza czy montaż taniej instalacji LPG).
Handlowcy mają też sposoby, które pozwalają im zarobić, ale nie są tak łatwe do wytropienia przez kupującego.

Samochody z Wielkiej Brytanii po przekładce

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł w marcu, że Polska nie ma prawa zabraniać rejestrowania samochodów z kierownicą po prawej stronie. Po naszych drogach jeżdżą już jednak pojazdy przystosowane do ruchu lewostronnego.

Na rynku nie brakuje tzw. przekładek, czyli samochodów pochodzących z importu z Wielkiej Brytanii, zmodyfikowanych na potrzeby ruchu prawostronnego. Część sprzedawców informuje w ogłoszeniach, że samochód przeszedł operację polegającą na montażu innej deski rozdzielczej i przestawieniu pedałów.

Jednak niektórzy zatajają ten fakt. Auto na brytyjskim rynku wtórnym można kupić stosunkowo tanio i po zrobieniu przekładki sprzedać w Polsce jako samochód importowany z Niemiec. Wozy sprowadzane od naszych zachodnich sąsiadów są droższe, więc potencjalny zysk dla sprzedającego będzie większy. Żeby ukryć prawdziwe pochodzenie pojazdu, fałszuje się brief, czyli dokument importowy.

Auto po przeprowadzeniu przekładki tanim kosztem może stwarzać zagrożenie, ponieważ w niektórych modelach trzeba ingerować w konstrukcję. Jak rozpoznać, że samochód został przerobiony?

Jeśli sprzedawca o to nie zadbał, to samochód będzie miał reflektory dostosowane wciąż do ruchu lewostronnego. Lampy świecą niesymetrycznie. Powinny bardziej oświetlać pobocze. Jeśli tak nie jest, powinniśmy nabrać podejrzeń.
Zajrzyjmy pod maskę. Duża liczba pustych otworów montażowych może świadczyć o zmianach. Niechlujna instalacja elektryczna i przewody o nieodpowiedniej długości to kolejny znak.

Zwróćmy też uwagę na różnego rodzaju tabliczki i naklejki. Samochody z kontynentu mają umieszczone informacje o prawidłowym ciśnieniu w oponach po stronie kierowcy. Z kolei naklejka o poduszce powietrznej i zakazie przewozu dziecka powinna być zlokalizowana po stronie pasażera. Jeśli jest na odwrót, auto może pochodzić w Wielkiej Brytanii.

Popatrzmy też na szyby. Mogą być oznakowane przy użyciu angielskich symboli i mieć w kodzie „GB”. Wycieraczki w modelach brytyjskich pracują odwrotnie i mogą zostawić ślady na szybie przedniej.

Sprawdźmy, które drzwi zamykają się lżej, a które ciężej po danej stronie auta. Drzwi od strony kierowcy teoretycznie powinny być bardziej wyeksploatowane niż po stronie pasażera.

„Anglika” można też poznać po fotelach. Powinno nas zastanowić, jeśli fotel pasażera będzie bardziej wytarty niż ten, na którym siedzi kierowca. Możliwe też, że podczas przekładki nie zainwestowano w nowy tunel środkowy. Często jest on asymetryczny. Porównajmy go ze zdjęciami z wersji na nasz rynek i zweryfikujmy, czy np. dźwignia hamulca ręcznego znajduje się w tym miejscu, gdzie powinna.

Zaniżanie wartości samochodu

Nieuczciwi handlarze zakładają za granicą tzw. firmy słupy. Za ich pomocą kupują samochody po cenie netto, czyli przed opodatkowaniem. „Słup” przestaje istnieć, nie płacąc podatku VAT.

Jeśli kupimy takie auto, to staniemy się właścicielami pojazdu będącego przedmiotem przestępstwa. Wątpliwe, aby udało się ściągnąć VAT z odsetkami od nieuczciwego handlowca. Bardzo możliwe, że to nas urząd pociągnie do odpowiedzialności.

Jak się przed tym chronić? Przede wszystkim powinniśmy dokładnie przejrzeć dokumenty samochodu. Jeśli zobaczymy, że wcześniej właścicielem była zagraniczna firma, powinniśmy być czujni. Żądajmy wglądu do faktur z wyszczególnionym podatkiem VAT. Możliwe, że sprzedawca zaproponuje nam fakturę VAT marża. To też sygnał ostrzegawczy.

Przede wszystkim górę powinien brać zdrowy rozsądek. Gdy auto jest wyraźnie tańsze od innych samochodów w podobnych stanie i z tego rocznika, to znak, że coś może nie grać. Dotyczy to często pojazdów stosunkowo młodych, do 5 lat.

Nie ten właściciel

Należy też być ostrożnym, jeśli na umowie kupna-sprzedaży widnieją dane obcokrajowca. Możliwe, że handlarz w ogóle nie podpisał z nim umowy kupna-sprzedaży lub po prostu sfałszował dokument, który przedstawia nam do podpisania. W ten sposób to my stajemy się faktycznym importerem pojazdu.

Pochodzenie takiego samochodu trudno sprawdzić. Możemy utracić możliwość dochodzenia swoich praw w razie niezgodności towaru z umową od faktycznego sprzedającego. W dodatku nie mamy pewności, czy samochód nie pochodzi z kradzieży. Dlatego na umowie powinny widnieć autentyczne dane sprzedającego, a nie np. pana Schmitta.

Rejestracja przed sprowadzeniem do Polski

Zdarza się też tak, że nieuczciwy handlarz kupuje w innym kraju mocno uszkodzony samochód i jeszcze przed jego sprawdzeniem rejestruje w polskim urzędzie. Wydziały komunikacji nie weryfikują, czy pojazd faktycznie przekroczył granicę. To właściciel deklaruje, kiedy auto trafiło do Polski. Od tej daty ma 14 dni na zapłatę akcyzy.

Pojazd tak naprawdę przez kilka miesięcy może stać na placu lub przechodzić remont. Później po rzekomym krótkim użytkowaniu jest wystawiany na rynek wtórny po okazyjnej cenie, ponieważ sprzedawca np. szybko potrzebuje pieniędzy albo „samochód okazał się za duży dla żony”.

Trudno w tej sytuacji wykryć, czy auto faktycznie trafiło od razu do Polski (i to w dobrym stanie). Podpowiedzią może być np. stempel i data badania technicznego w dowodzie rejestracyjnym.

Jak się chronić przed oszustwami

Nie ma jednego sposobu na wykrycie, czy nie padamy ofiarą oszustwa, nie kupujemy samochodu powypadkowego lub obciążonego podatkiem. Trzeba być czujnym na każdym etapie kupowania auta.

Możemy zacząć już w domu, siedząc przed komputerem. W Internecie pojawia się coraz więcej stron, na których użytkownicy publikują informacje o rozbitych samochodach. Porównują ogłoszenia z polskich i zagranicznych portali przedstawiające skasowane wozy z ogłoszeniami pokazującymi auta wyglądające znakomicie, które już przeszły reperację.

Przeglądając aukcje, sprawdzajmy, czy zdjęcia prezentujące dany samochód nie pojawiły się już wcześniej w sieci. Możliwe, że auto widoczne na fotografiach to inny egzemplarz.

Jeśli zdecydowaliśmy się obejrzeć samochód, zabierzmy ze sobą zaufaną osobę, najlepiej fachowca. Podkreślamy: zaufaną. W wywiadach udzielanych pod przykrywką anonimowości nieuczciwi handlarze zdradzają, że zdarza im się na boku przekupywać osobę towarzyszącą, aby przymknęła oko na wady i zachęciła potencjalnego nabywcę do kupna. Bywały przypadki wręczania pieniędzy do ręki nawet najbliższej rodzinie kupującego. Doświadczony towarzysz nie tylko może wskazać usterki, które nam umknęły, ale też ostudzić głowę.

Miernik lakieru to podstawa, chociaż nie wykryje wszystkich poprawek lakierniczych. Czasami aby ukryć uszkodzenia, przeszczepia się całe nieuszkodzone fragmenty z innych samochodów.

Uważnie przestudiujmy książkę serwisową. Może być ona podrobiona. Najlepiej będzie ją po prostu zabrać do ASO w celu weryfikacji. Czasami oszustwa widać na pierwszy rzut oka. Identyczne stemple, ten sam charakter pisma i podobny odcień długopisu podpowiadają, że książka mogła być przygotowana na szybko przez jedną osobę.

Weryfikujmy numer VIN. Odpowiednie narzędzia znajdziemy w Internecie. Z prośbą o sprawdzenie historii pojazdu na podstawie VIN możemy się też zwrócić do autoryzowanej stacji obsługi.

Musimy jednak uważać i dobrze sprawdzać litery i cyfry. Sprzedawca, który chce nam wcisnąć auto, może podać zbliżony, ale jednak inny VIN. Będzie należał do samochodu, co do którego historii nie będzie wątpliwości. Później na umowie wpisywany jest faktyczny VIN kupowanego przez nas pojazdu. Porównajmy go z tym, który otrzymaliśmy wcześniej do weryfikacji.

W poprzedniej części pisaliśmy też od doprowadzaniu samochodów do dobrego stanu wizualnego. Wypucowane auto z odkurzonym wnętrzem i niezużytą kierownicą czy gałką zmiany biegów może być albo trafnym wyborem, albo pojazdem specjalnie przygotowanym w taki sposób, aby nie zdradzał swojego rzeczywistego przebiegu.

4 odpowiedzi na “Co najczęściej tuszują sprzedawcy w autach używanych [cz. 2]”

  1. AutoAmortyzatory.com napisał(a):

    A później jest: „Niemiec do granicy mnie gonił bo się rozmyślił” 😀

  2. Damian napisał(a):

    Panie! Niemiec jak sprzedawał to PŁAKAŁ!

Tagi: co tuszują sprzedawcy aut, jak się ustrzec przed nieuczciwym sprzedawcą, oszustwa handlarzy samochodów, rynek wtórny, Samochody używane