Co najczęściej tuszują sprzedawcy w autach używanych [cz. 1]

Car_crash_1Aż w 62% przypadków stan faktyczny samochodu używanego nie pokrywa się z opisem umieszczonym w ogłoszeniu. Przyjrzyjmy się, co robią sprzedawcy, aby wcisnąć klientom auta.

Motoraporter zrzesza ekspertów motoryzacyjnych, którzy przeprowadzają inspekcje samochodów z rynku wtórnego na zlecenie potencjalnych nabywców. Nie pośredniczy w sprzedaży. Firma współdziała z Polskim Związkiem Motorowym oraz Polską Izbą Motoryzacji.

Z analizy Motoraportera wynika, że 62% sprzedawców nie pisze prawdy w ogłoszeniach dotyczących pojazdów używanych. Ponadto 63% sprawdzanych aut nie uzyskało pozytywnej rekomendacji specjalistów tej sieci eksperckiej.

Według Ministerstwa Finansów w ubiegłym roku sprowadzono do Polski prawie 712 000 używanych samochodów, czyli ponad 8% więcej niż w latach 2011-2012. Na rynku wtórnym dominują wozy przywiezione z Niemiec (40%), ale nie brakuje też aut z Belgii (12%), Holandii (11%), Włoch (8%), a nawet Stanów Zjednoczonych (6%).

Handlarze w rozmowach z mediami, oczywiście zachowując anonimowość, przyznają, że stosuje się bardzo dużo sztuczek, aby wcisnąć auto klientowi. Zobaczmy, co nieuczciwi sprzedawcy najczęściej tuszują w samochodach używanych.

Stłuczki i wypadki

Zacznijmy od wraków i samochodów po stłuczkach doprowadzonych do stanu zwanego potocznie „igłą”. Z szacunków wynika, że ok. 80% aut z rynku wtórnego to pojazdy, które doznały uszkodzeń. Nie można wrzucać do jednego worka egzemplarzy z obtarciami lakierniczymi i powypadkowych, niemniej jednak odsetek ten jest bardzo duży.

Znane są przypadki spawania dwóch modeli w jeden czy odbudowywania samochodów nadających się do kasacji. Internauci od jakiegoś czasu polują na tego typu pojazdy, zestawiając ze sobą ogłoszenia z polskich stron aukcyjnych, gdzie auta prezentują się jak nowe, oraz zagranicznych, na których można obejrzeć fotografie wozów zdewastowanych.

Handlarze często sprowadzają powypadkowe auta ze Stanów Zjednoczonych, gdzie są one stosunkowo tanie. Dobry interes można zrobić na modelach klasy premium. W cenie są szczególnie samochody mające do 3 lat, których wartość po doprowadzeniu do właściwego stanu rośnie kilkakrotnie (np. z 50 000 zł do 200 000 zł).

Tanie poprawki karoserii też nie są niczym niezwykłym. Maskuje się ślady korozji, lakieruje rysy i obtarcia. Dla uzyskania lepszego efektu wizualnego (w końcu auta, jak wiele innych produktów, kupuje się oczami) nadwozie się poleruje.

Proceder sprzedaży samochodów powypadkowych zasługuje na szczególne potępienie. Auta takie mogą się źle prowadzić. Nawet przy niewielkiej kolizji życie pasażerów jest zagrożone, ponieważ pojazd może się po prostu rozpaść. Nie ma mowy o prawidłowym działaniu stref zgniotu, które zamortyzują siłę uderzenia.

W dodatku trudno liczyć na poduszki powietrzne. Wystrzelone poduszki zastępuje się atrapami, a następnie tak ingeruje w system elektroniczny auta, że ten nie pokazuje błędu związanego z poduszkami.

Odświeżanie wnętrza

Tak samo wygląda sytuacja z wnętrzem. Tapicerkę się pierze, a inne elementy kabiny nabłyszcza. Jeśli myślicie, że poznacie duży przebieg pojazdu po wytartej kierownicy czy gałce zmiany biegów lub zużytych pedałach, to jesteście w błędzie. Jeśli te części wyglądają źle, są po prostu wymieniane na takie, które prezentują się lepiej.

Poprawki mechaniczne

Sprzedawcy korzystają z usług zaufanych mechaników, którzy określają, w jakim stanie technicznym jest samochód i co trzeba zrobić, żeby go reanimować możliwie najniższym kosztem. Następnie handlarze kupują tanie części np. w internetowych serwisach aukcyjnych. Wszelkie błędy z pamięci komputera są kasowane.

Osoby próbujące wciskać klientom samochody z wadami mechanicznymi uciekają się czasem do prymitywnych sztuczek. Zdarza się, że podczas jazdy próbnej włączają głośno muzykę w celu „prezentacji systemu audio”. Tak naprawdę może chodzić o zagłuszenie huku zużytych łożysk czy stuków dobiegających z podwozia.

Sztuczek jest wiele. Klimatyzacja nie działa? „Panie, wszystko z nią w porządku, tylko nienabita”.

Instalacja LPG

Ceny paliw wprawdzie utrzymują się od dłuższego czasu na podobnym poziomie, ale nie znaczy to, że tankowanie nie bije kierowców po kieszeni. W związku z tym chodliwym towarem na rynku wtórnym są samochody z instalacją LPG, ponieważ gaz jest dużo tańszy od benzyny i oleju napędowego.

Trend ten oczywiście nie umknął uwadze handlarzy. Można trafić na samochody wyposażone w dobrą, dostosowaną do danego modelu instalację. Nieuczciwi sprzedawcy potrafią wyposażyć pojazd w sprzęt najtańszy, który będzie sprawiał problemy w normalnej eksploatacji.

Przekręcanie liczników

Klasyk nad klasykami to przekręcanie liczników. Rzeczoznawcy Motoraportera podają, że w 44% sprawdzanych przez nich w 2013 r. samochodów zachodziło podejrzenie, że przebieg został sfałszowany.

Powód takiego działania jest prosty: mniejsza liczba przejechanych kilometrów to wyższa cena. Nawet kierowcy poszukujący starszych aut liczą na to, że znajdą model z przebiegiem poniżej 200 000 km. Sprzedawcy „wychodzą naprzeciw oczekiwaniom klientów”.

Bywa, że licznik jest przekręcony o 100 000, a nawet 200 000 km. Czynność ta jest prosta do wykonania szczególnie przy wskaźnikach mechanicznych. W przypadku liczników elektronicznych podpina się złącze diagnostyczne.
Co gorsza, takie oszustwo nie jest karalne. Osobę nieuczciwą można za to ścigać z tytułu artykułu 286 § 1 Kodeksu karnego:

Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowe, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Innymi słowy, sprzedający ma obowiązek poinformować nabywcę o tym, że ingerowano w licznik.

Samochód jak z obrazka

Jak wspominaliśmy, wielu potencjalnych kupców przywiązuje wagę do wyglądu samochodu. Żeby uatrakcyjnić ogłoszenie, zamieszcza się w nim zdjęcia, na których wóz wygląda znakomicie. Handlarze uczą się wykonywania dobrych fotografii lub zatrudniają profesjonalistów. Zdjęcia poprawia się też komputerowo. Ponadto zdarza się, że auto pokazane w ogłoszeniu nie jest tym, które de facto jest wystawione na sprzedaż. Dla uwiarygodnienia wystarczy np. przełożyć tablice rejestracyjne.

Skuszeni widokiem klienci są w stanie przejechać pół Polski dla wymarzonego egzemplarza. I właśnie o to chodzi. Sprzedaż bezpośrednia to żywioł handlowców, którzy liczą na to, że da się namówić strudzonego długą trasą nabywcę na zakup. Ma to też działanie uboczne, ponieważ wielu kierowców przegląda tylko ogłoszenia ze swojej okolicy.

Przy salonie

Dużo pewniejszy jest zakup samochodów wystawianych na sprzedaż przez salony samochodowe. Auta te często pochodzą od właścicieli z Polski, mają książkę serwisową, a dealer nieraz obejmuje pojazd kilkumiesięczną gwarancją.

Nie są to przypadki częste, bywa jednak, że handlowcy umawiają się z pracownikami salonu na wystawienie trefnego auta przez szklanym budynkiem z logo producenta. Samochód taki będzie droższy niż w normalnym komisie (w końcu teoretycznie został sprawdzony i jest z pewnego źródła). Sprzedawcy mogą podzielić się wyższą marżą.

W następnej części zajmiemy się przekrętami związanymi z autami z kierownicami po prawej stronie, numerami VIN, podatkiem VAT i rejestracją pojazdu. Podpowiemy także, jak chronić się przed nieuczciwymi sprzedawcami.

Jedna odpowiedź do “Co najczęściej tuszują sprzedawcy w autach używanych [cz. 1]”

  1. Arnold napisał(a):

    Co prawda już to zdarzenie opisywałem już kiedyś na forum Autokultu ale tak dla przestrogi że nie można ufać żadnemu sprzedawcy samochodu (chyba tylko przyjacielowi), opiszę moja przygodę z Fokusem:
    W 1999 r kupiłem nowego Focusa w salonie . Niestety został on rozbity (masakra – szkoda całkowita)
    Dostałem odszkodowanie z OC sprawcy, jednak odszkodowanie zostało pomniejszone o wartość wraku ze sprzedażą którego musiałem się sam uporać. Okazało się że mogę go zostawić w rozliczeniu przy zakupie następnego Focusa w tym samym salonie. Jako że byłem zadowolony z pierwszego – kupiłem drugiego prawie takiego samego.
    Jako że serwisuję swoje auta w ASO po jakimś czasie zobaczyłem swój poprzedni samochód naprawiony i wystawiony do sprzedaży przy tym samym salonie jako auto (roczne) wzięte w rozliczeniu przy zmianie samochodu przez klienta. Oczywiście został sprzedany, a nowy właściciel nawet nie przypuszczał w jakim był stanie.
    To tak do przemyślenia !

Tagi: co tuszują sprzedawcy aut, jak się ustrzec przed nieuczciwym sprzedawcą, oszustwa handlarzy samochodów, rynek wtórny, Samochody używane