Afera wokół diesli Volkswagena – początek wielkiej lawiny

Silnik TDI

We wrześniu na jaw wyszło oszustwo, którego dopuścił się Volkswagen. Miało ono na celu zmylić urządzenia pomiarowe badające emisję szkodliwych czynników w spalinach silników wysokoprężnych. Chociaż afera jest największego kalibru, z jakim mieliśmy do tej pory do czynienia w historii motoryzacji, może się okazać jedynie wierzchołkiem góry lodowej.

Afera Volkswagena – o co w niej chodzi?

Cała sytuacja ma swój początek w ujawnieniu przez Agencję Ochrony Środowiska Stanów Zjednoczonych wyników badań 2-litrowego silnika TDI. Badacze doszli do wniosku, że jednostki wysokoprężne Volkswagena inaczej zachowują się, gdy jeżdżą po drogach, a inaczej w warunkach laboratoryjnych. Okazuje się, że niemiecki koncern stosował w niektórych swoich silnikach oprogramowanie, które rozpoznawało, że samochód jest poddawany badaniu.

Jak to możliwe? Każda laboratoryjna próba odbywa się zgodnie z określonym cyklem przyspieszeń, hamowań i różnych prędkości. Jeśli oprogramowanie wykrywało, że samochód jest badany, przełączało sterowanie jednostką napędową w tryb, który pozwalał zredukować emisję tlenków azotu kosztem utraty mocy. Nie dochodziło tu do naciągania wyników, ale ich całkowitego zafałszowania, bowiem bez oprogramowania 2.0 TDI typu EA 189 przekraczały normy emisji tlenków azotu aż 40-krotnie.

Niedługo po ujawnieniu oszustwa Volkswagen oficjalnie przyznał się do stosowania nielegalnego oprogramowania. Jednocześnie producent poinformował, że silniki z softwarem, mającym na celu fałszowanie wyników badań, stosowane były również w innych pojazdach koncernu VAG. Po kilku dniach dochodzenia okazało się, że motory z oszukującym oprogramowaniem zamontowano w 5 mln Volkswagenów, 2,1 mln Audi oraz 1,2 mln Škód.

Konsekwencje

Jakie skutki ta afera przyniosła Volkswagenowi? Przede wszystkim już teraz doszło do ogromnych strat finansowych. 21 września nastąpił gigantyczny spadek cen akcji Volkswagena. Wyniósł on 22 procent. Oznacza to stratę szacowaną na około 16 mld dolarów. Dla porównania ubiegłoroczny zysk koncernu wyniósł 12,3 mld dolarów. Volkswagena czekają jeszcze kary finansowe. EPA chce nałożyć na VAG kary finansowe, których suma może wynieść 18 mld dolarów. Problemem może okazać się także konieczność wycofania z rynku aut z jednostkami EA 189.

Szacunki Credit Suisse wskazują, że afera spalinowa może kosztować Volkswagena 23 mld euro w optymistycznym scenariuszu. Jeśli spełnią się jednak najczarniejsze prognozy, według Szwajcarów VAG straci łącznie 78 mld dolarów.

Należy też wspomnieć, że negatywne skutki afera silnikowa miała także w kategoriach kadrowych. Z Volkswagena odszedł sam dyrektor koncernu – Martin Winterkorn. Zwolniono także wiele osób na innych wysokich stanowiskach. Cały czas trwają dochodzenia wewnętrzne oraz te, prowadzone przez prokuratury i różne organizacje niezależne.

Czy będę miał problem ze swoim samochodem?

Wiele osób zadaje sobie pytanie – jakie skutki afera przyniesie dla właścicieli Volkswagenów z 2-litrowymi dieslami? Przede wszystkim należy pamiętać, że afera nie dotyczy wszystkich jednostek wysokoprężnych VAG-u o tej pojemności. Nie są z nią związane np. najnowsze silniki EA 288, które mają spełniać normę Euro 6. Najłatwiej jest ustalić, czy nasz silnik ma fałszujące oprogramowanie, dzwoniąc do autoryzowanego serwisu i podając VIN auta. Jednocześnie nie musimy się obawiać o swoje bezpieczeństwo – auta z tymi jednostkami są sprawne i nie grozi nam utrata mocy w trakcie jazdy. Jest ona możliwa wyłącznie w warunkach laboratoryjnych, których nie da się uzyskać na drodze.

To dopiero początek

Afera Volkswagena nikogo nie dziwi. Prędzej czy później musiało dojść do tej sytuacji. O tym, że producenci nie trzymają się zalecanych norm emisji spalin wiadomo nie od dziś, ale do tej pory doszło do ukarania tylko nielicznych i nie na aż tak wielką skalę. Volkswagen był po prostu pierwszym, który przesadził z oszustwami na tyle mocno, że rozpętała się prawdziwa burza.

Tym samym pod lupę wzięto także innych producentów. Badaniom poddawane są silniki konkurentów grupy VAG. Tylko kwestią czasu jest wykrycie podobnych „sztuczek” w przypadku motorów innych producentów.

Niestety, bez oprogramowania producenci doskonale radzą sobie z oszukiwaniem, a właściwie naginaniem wyników badań laboratoryjnych. Nawet stosując zbyt wysokie ciśnienie w oponach aut testowych koncerny mogą zredukować opory toczenia, a co za tym idzie zużycie paliwa i emisję spalin. Tego typu trików firmom motoryzacyjnym nie brakuje w zanadrzu.

Badania prowadzone przez organizację Transport & Environment pokazują, że rozbieżności między wynikami laboratoryjnymi a praktycznymi są coraz większe. Innymi słowy od kilku lat producenci nie radzą sobie z nadążaniem za bezustannie rosnącymi wymaganiami odnośnie czystości spalin.

Najnowsza edycja badań T&E wskazuje, że Mercedesy Klasy A, C oraz E o ponad 50% odbiegają z praktyczną emisją CO2 w spalinach od tego, co wskazują oficjalne dane producenta. A to tylko przykłady. Tego typu naciąganie wyników ma miejsce u wszystkich producentów w mniejszym lub większym stopniu.

Wspomniane zwiększanie różnicy między wynikami teoretycznymi a praktycznymi ma miejsce w skali zauważalnej od 2001 roku. Wtedy według badań Transport & Environment średnia rozbieżność wynosiła 8%. W trakcie testów przeprowadzonych na autach wyprodukowanych w 2012 roku ta wartość osiągnęła już 31%. Dwa lata później wzrosła do średnio 40%.

Producenci nie nadążają z udoskonalaniem silników wysokoprężnych. Już teraz Daimler ogłosił, że ma zamiar wycofać się z produkcji silników wysokoprężnych. Diesle mają zostać zastąpione przez napędy hybrydowe gwarantujące lepszą wydajność.

2 odpowiedzi na “Afera wokół diesli Volkswagena – początek wielkiej lawiny”

  1. Monika napisał(a):

    A tylu kierowców ufało tej marce…

  2. rednex napisał(a):

    i co w koncu bedzie jesli mam takie auto?? bo nic nie napisaliscie…

Tagi: afera, diesel, ekologia, Volkswagen