10 najczęstszych oszustw sprzedawców samochodów

Cofanie licznika, fałszowanie książek serwisowych czy ukrywanie wypadkowej historii auta to tylko niektóre przykłady oszustw stosowanych przez sprzedawców samochodów. Jeśli przymierzasz się do zakupu używanego auta, koniecznie przeczytaj nasz poradnik, aby nie dać się nabrać na sztuczki handlarzy!

Oczywiście nie wolno nam uogólniać, że wszyscy handlarze są oszustami. Zazwyczaj jednak znalezienie auta w dobrym stanie, na którym będzie można jeszcze zarobić, pośrednicząc w jego sprzedaży, jest bardzo trudne. Właśnie dlatego niektórzy handlarze stosują sztuczki mające na celu zakamuflowanie mankamentów auta, aby sprzedać je z jak największym zyskiem.

Jakie są zatem oszustwa handlarzy samochodowych? Spośród wszystkich wybraliśmy dziesięć najczęstszych.

1. Korekta przebiegu auta, czyli tzw. cofanie licznika

Niski przebieg to jedno z kryteriów podczas poszukiwań wymarzonego autka. Jest on kojarzony z dobrym stanem technicznym czy spokojną eksploatacją samochodu. Naiwność kupujących bezwzględnie wykorzystują handlarze.  Oczywiście niski przebieg nie zawsze oznacza, że licznik był cofany, ale należy go zweryfikować.

Przy klasycznych licznikach wystarczyło rozkręcenie ich i ręczne ustawienie przebiegu. W przypadku elektronicznych liczników przebiegu sprawa wygląda trochę inaczej – przebieg ustawia się przez złącze diagnostyczne.

2. Nieprofesjonalne naprawy mechaniczne – nic nie puka, nic nie stuka

Auta z usterkami zazwyczaj sprzedawane są dużo taniej. Handlarz ocenia ewentualne koszty naprawy i opłacalność kupna samochodu. Jeżeli może na tym zarobić, chętnie skorzysta z takiej okazji. Wszystko byłoby w porządku, gdyby naprawa była wykonywana prawidłowo. Niestety, zdarza się, że handlarze, kierowani chęcią jak największego zysku, naprawiają samochód byle jak. Co można przez to rozumieć? Zastąpienie uszkodzonych części używanymi czy niedbałe naprawy  mechaniczne.

3. Przystosowanie wnętrza auta do nowego, niskiego przebiegu

Autentyczność przebiegu oceniamy m.in. na podstawie wnętrza. Przy oględzinach należy zwrócić uwagę na zużycie takich elementów, jak koło kierownicy, nakładki na pedały, gałka zmiany biegów czy tapicerka samochodowa. Niestety, duża dostępność części powoduje, że handlarze zastępują zużytą część używaną w lepszym stanie. Poza tym środek auta jest zazwyczaj dokładnie czyszczony i prany, tak aby zrobić jak najlepsze wrażenie na potencjalnym kupującym.

4. Naprawy blacharsko-lakiernicze

Miernik grubości powłoki lakierniczej fot. photobucket

Mimo że sprzedawane auto ma kilka-kilkanaście lat, często wygląda jak nowe. Samo polerowanie czy woskowanie nadwozia nie jest niczym złym. Gorzej jest w przypadku upiększania auta tanim kosztem. Mam na myśli samodzielne usuwanie korozji, poprawki lakiernicze, wymianę czy lakierowanie całych elementów nadwozia. Amatorsko wykonane naprawy, nawet jeśli nie są widoczne gołym okiem, szybko wyjdą na jaw podczas użytkowania auta. Dlatego istotna jest kontrola powłoki lakierniczej czujnikiem grubości lakieru.

5. Bezwypadkowość…

Pisałem wyżej o nieprofesjonalnych naprawach. Jeszcze gorzej jest, gdy handlarz zapewnia o bezwypadkowości samochodu, mimo że sam go sprowadził i naprawił lub doskonale wie o jego powypadkowej historii. Pojazdy po poważnych kolizjach i wypadkach potrafią sprawiać dużo zaskakujących problemów. Co więcej, takie auto jest warte dużo mniej niż bezwypadkowe odpowiedniki i może być niebezpieczne w eksploatacji.

6. „Anglik” po przekładce, sprowadzony z Niemiec

Auta sprowadzane z Anglii są dużo tańsze ze względu na korzystny kurs funta czy niższe ceny zakupu nowego wozu. Niestety samochód z kierownicą po prawej stronie nie może być zarejestrowany bez tzw. przekładki. Część sprzedających już w ogłoszeniu informuje, że samochód jest po przekładce. Takie auta są warte sporo mniej niż analogiczne modele pierwotnie przystosowane do ruchu lewostronnego.
Aby zwiększyć zysk, samochód sprzedaje się jako pochodzący z rynku niemieckiego. Fałszowany jest brief, czyli dokument aut importowanych z Niemiec. Dokument potwierdzający wcześniejszą rejestrację w Niemczech da się łatwo podrobić. W efekcie auto sprzedawane jest jako sprowadzone z Niemiec.

7. Rejestrowanie samochodu przed jego sprowadzeniem do Polski

Handlarz kupuje mocno uszkodzone auto, które już przed sprowadzeniem do Polski jest w niej zarejestrowane. To możliwe, ponieważ wydziały komunikacji nie sprawdzają, czy pojazd jest fizycznie w Polsce. Urząd celny również tego nie weryfikuje, a właściciel deklaruje jedynie, kiedy auto przekroczyło granicę Polski i od tej daty ma 14 dni na zapłatę akcyzy.

Po naprawie handlarz sprzedaje samochód jako bezwypadkowy. Można wtedy spotkać się ze stwierdzeniem, że wóz był kupowany dla siebie, ale sytuacja zmusza do sprzedaży. Bardziej kreatywni napiszą, że auto zostało sprowadzone dla żony, ale jest dla niej za mocne, za duże itp. Pojazdy zarejestrowane wzbudzają większe zaufanie i gwarantują szybkie i proste przerejestrowanie auta na siebie.

8. Fałszowanie książek serwisowych

Książka serwisowa ma potwierdzać regularne serwisowanie auta i być gwarancją jego idealnego stanu technicznego. Może tak być, pod warunkiem że książeczka jest oryginalna. W Internecie bez problemu znajdziemy oferty sprzedaży oryginalnych, niewypełnionych książeczek serwisowych do większości popularnych aut, co więcej, z różnych krajów.

Kilka podrabianych pieczątek, dat oraz podpisów serwisów samochodowych i historia napraw auta jest już gotowa.

9. Zdjęcia w ogłoszeniu

Aby uatrakcyjnić swoją ofertę, handlarze coraz częściej uczą się sztuki fotografii bądź korzystają z usług profesjonalnego fotografa. Zdjęcia obrobione w programie graficznym przykuwają uwagę kupujących. Dużo zamieszczonych zdjęć ma wzbudzać u oglądających zaufanie – sprzedawca chce przez to pokazać, że nie ma nic do ukrycia.

Niestety, szczegółowe fotografie elementów wnętrza często nie przedstawiają rzeczywiście sprzedawanego egzemplarza. Dla osób, które sprzedają wiele podobnych samochodów, wstawienie zdjęć mało zniszczonej kierownicy od innego auta tego samego modelu nie jest niczym niezwykłym.

10. Montaż instalacji LPG

Alternatywą dla jazdy na coraz droższej benzynie jest montaż instalacji LPG i jazda na gazie. Montaż instalacji wiąże się ze sporymi kosztami, dlatego wiele osób szuka auta już w nią wyposażonego. Również tu handlarze mają spore pole do popisu. Aby eksploatacja samochodu z LPG była bezproblemowa, instalacja musi być fachowo dobrana, zainstalowana i zestrojona. Niestety, handlarze często montują najtańsze, niedopasowane do pojazdu instalacje. Wprawdzie samochód będzie jeździł na LPG, ale szybko pojawią się problemy z pracą instalacji, a wysilone komponenty szybo ulegną uszkodzeniu.

Do zakupu samochodu trzeba podchodzić bez emocji i zawsze przeprowadzać oględziny w towarzystwie osoby niezainteresowanej – najlepiej znającej się na mechanice i naprawach blacharsko-lakierniczych.

Znacie ciekawe historie związane z kupnem auta? A może macie doświadczenia z handlarzami samochodowymi?

GD Star Rating
loading...

  • Maximus

    Samochód od pierwszego właściciela (czyli musi znać całą historię samochodu) i badania w serwisie minimalizują ryzyko wpadki. Trochę może więcej trzeba za taki samochód zapłacić, ale przynajmniej nie grożą potem nieprzewidziane znaczne wydatki na naprawy.

    • Anonim

      Właśnie tak postąpiłem kupując moje obecne auto. Samochód jest kupiony z polskiego salonu i do samego końca miał prowadzoną historię serwisu, która teraz kontynuuje :)

  • Maximus

    Samochód od pierwszego właściciela (czyli musi znać całą historię samochodu) i badania w serwisie minimalizują ryzyko wpadki. Trochę może więcej trzeba za taki samochód zapłacić, ale przynajmniej nie grożą potem nieprzewidziane znaczne wydatki na naprawy.

    • Anonim

      Właśnie tak postąpiłem kupując moje obecne auto. Samochód jest kupiony z polskiego salonu i do samego końca miał prowadzoną historię serwisu, która teraz kontynuuje :)

  • Gość

    przypomina mi się przysłowie: “Chytry dwa razy traci”… Ja z założenia nie ufam super-okazjom i nie biorę ich pod uwagę. Szkoda czasu i zachodu, szansa na trafienie w prawdziwą okazję to jak wygranie w totka:)

  • Gość

    przypomina mi się przysłowie: “Chytry dwa razy traci”… Ja z założenia nie ufam super-okazjom i nie biorę ich pod uwagę. Szkoda czasu i zachodu, szansa na trafienie w prawdziwą okazję to jak wygranie w totka:)

  • Fifi26

    Nie rozumiem do końca, jak dobrze przerobiony “anglik” może być problemem dla kierowcy.

    • Grzeniu

      niektóre samochody są dostosowane do ruchu lewo i prawostronnego i nie trzeba wiele zachodu do w pełni bezpiecznej przeróbki, ale przy niektórych to tak jakbyś powiedział, że doszyta noga zawsze będzie pracować tak samo jak oryginalna

      • Anonim

        Zależy czy auto jest przerabiane w dobrym zakładzie, czy na podwórku. Nie jest to może, aż tak skomplikowana operacja, ale można popełnić wiele błędów.

        • Chmielnick

          Wszystko też zależy od modelu. W niektórych autach elementy nośne są asymetryczne i przekładka wymaga naruszenia ich konstrukcji, co w razie wypadku może okazać się niebezpieczne, nawet jeśli przekładka była wykonywana w profesjonalnym zakładzie.

  • Playa_wwa

    Należy dodać jeszcze samochody które zostały zalane i sprowadzone z np. północnej Francji, gdzie są powodzie co roku. Samochód jest przelakierowany, a po 10k kilometrów okazuje się, że bak jest wypełniony piaskiem.

    • Paweł

      Na takich autach jest największa przebitka, smrodu nie da się jednak usunąć, wiem bo próbowaliśmy takie auto ratować po zwykłym zalaniu deszczem i miesiącu stania. Nie pomoże pranie i ozonowanie trzeba wyrzucić całą tapicerkę fotele i deskę i szorować chemią. Handlarze używają zapachów stężonych by zamaskować smród, wymieniają tylko niezbędne elementy jak np. zgniłe sterowniki SRS (są najniżej).

  • Fifi26

    Nie rozumiem do końca, jak dobrze przerobiony “anglik” może być problemem dla kierowcy.

    • Grzeniu

      niektóre samochody są dostosowane do ruchu lewo i prawostronnego i nie trzeba wiele zachodu do w pełni bezpiecznej przeróbki, ale przy niektórych to tak jakbyś powiedział, że doszyta noga zawsze będzie pracować tak samo jak oryginalna

      • Anonim

        Zależy czy auto jest przerabiane w dobrym zakładzie, czy na podwórku. Nie jest to może, aż tak skomplikowana operacja, ale można popełnić wiele błędów.

        • Chmielnick

          Wszystko też zależy od modelu. W niektórych autach elementy nośne są asymetryczne i przekładka wymaga naruszenia ich konstrukcji, co w razie wypadku może okazać się niebezpieczne, nawet jeśli przekładka była wykonywana w profesjonalnym zakładzie.

  • Playa_wwa

    Należy dodać jeszcze samochody które zostały zalane i sprowadzone z np. północnej Francji, gdzie są powodzie co roku. Samochód jest przelakierowany, a po 10k kilometrów okazuje się, że bak jest wypełniony piaskiem.

    • Paweł

      Na takich autach jest największa przebitka, smrodu nie da się jednak usunąć, wiem bo próbowaliśmy takie auto ratować po zwykłym zalaniu deszczem i miesiącu stania. Nie pomoże pranie i ozonowanie trzeba wyrzucić całą tapicerkę fotele i deskę i szorować chemią. Handlarze używają zapachów stężonych by zamaskować smród, wymieniają tylko niezbędne elementy jak np. zgniłe sterowniki SRS (są najniżej).

  • http://www.motocentrum.pl/ MotoCentrum

    Ciekawe zestawienie – oby więcej takich przestróg.

  • http://www.motocentrum.pl/ MotoCentrum

    Ciekawe zestawienie – oby więcej takich przestróg.

  • Małostkowy

    Najlepiej moim zdaniem kupować auta z Szwecji i Danii, tam mają system przy przeglądach wpisują aktualny przebieg, już kilka takich na otomoto znalazłem, gdzie podany przez handlarza przebieg to np 170 tyś. a w Danii był 450 tyś.

  • Małostkowy

    Najlepiej moim zdaniem kupować auta z Szwecji i Danii, tam mają system przy przeglądach wpisują aktualny przebieg, już kilka takich na otomoto znalazłem, gdzie podany przez handlarza przebieg to np 170 tyś. a w Danii był 450 tyś.

  • horsepop
  • horsepop
  • UrodziłemSięWAucie

    Jak czytam takie “profesjonalne” wpisy/artykuły, to praktycznie zawsze brzuch mnie boli ze śmiechu. Sorry, ale co nie co o tym co tu jest napisane wiem i dodam swoje komentarze do punktów:
    1) Korekta przebiegu coraz częściej ma niewielkie znaczenie. Czemu? Są klienci którzy nie kupią auta z małym przebiegiem, bo kto uwierzy, że średniej klasy auto używane przez osobę w średnim wieku przejeździło przez powiedzmy 10-15 lat 100-140tys. kilometrów? Średni roczny przebieg to ok. 25-30tys. kilometrów, więc każdy myślący w to nie uwierzy. Są też tacy, dla który przebieg 100tys. jest nie do zaakceptowania i nie kupią takiego auta, bo jest za duży.
    Kolejna sprawa, to kręcenie liczników nawet przez sprzedawców za granicą. Nie raz spotkałem się z odkryciem właściwego przebiegu podczas diagnostyki świeżo sprowadzonego samochodu.
    2) Takie naprawy były by widoczne od razu. Złe naprawy zawieszenia słychać i czuć. Złe naprawy układu napędowego podobnie. Nieprofesjonalnie to można założyć lampę na drut, ale nie przy mechanice. Jeśli część pasuje do danego auta, to jedyną rzeczą, która może być “nie tak” jest zużycie części np. używanej. Do niektórych auta można również nie dostać nowych części (nawet zamienników) i pozostają tylko używane (do bardziej “egzotycznych” jak typowo amerykańskie wozy z lat 80, czy 90).
    3) Widziałem auta po pierwszych właścicielach i czasem można nie uwierzyć w to, co stało się ze środkiem po przebiegu 100tys. kilometrów. Jak autem jeździł fleja, niechluj, bądź osoba, która ma kilka kilogramów za dużo, to środek potrafi się bardzo szybko zniszczyć. A wymiana tapicerki po powiedzmy 15 latach użytkowania jest raczej wskazana, bo niestety gąbki i sznurki, z których jest robione wypełnienie foteli lub boczków drzwi nie należą do najtrwalszych, zwłaszcza przy zmiennych warunkach pogodowych. Rozbierzcie kilka foteli i sprawdźcie z czego są zrobione, to zrozumiecie dlaczego się je wymienia, bądź naprawia.
    A co złego jest w odkurzeniu, czy wypraniu wnętrza to nie rozumiem. :D
    4) Ja rozumiem sprawdzanie lakieru przy kupnie auta kilkuletniego wyższej klasy za ok. 100tys. złotych, ale nie przy starszych autach z przebiegami po kilkaset tysięcy kilometrów! Logiczne jest, że przy takiej długiej eksploatacji nie można praktycznie uniknąć stłuczki/drobnej kolizji, czy przetarcia, nawet parkingowego. W naszym kraju ludzie nie dopuszczają też możliwości odświeżenia lakieru (zeszlifowanie starej powłoki do podkładu, wyrównanie i wyczyszczenie oraz nałożenie nowej) czy możliwości użycia szpachli do wyrównania powierzchni blachy. Za granicą to jest normalne! Tam co kilka lat się to robi i nikt nie oskarża właściciela auta o złodziejstwo, bo zadbał o lakier. Nawet u nas skończyły się czasy, gdzie Pan Heniu z Panem Krzysiem naprawiali progi pianką poliuretanową, a potem zamalowali całość sprayem do narzędzi ogrodowych. Takie rzeczy widać od razu i wychodzą na wierch po kilku tygodniach, a w tym czasie mogą nawet nie zdążyć sprzedać takiego pojazdu.
    5) Bezwypadkowość. Wypadkiem można nazwać takie uszkodzenie, gdzie została naruszona konstrukcja nadwozia auta, jego strefy zgniotu, punkty szczególnie ważne dla bezpieczeństwa jak słupki dachu, czy podłużnice. Warto przyjrzeć się dachowi, czy nie ma odkształceń przy słupkach i podłużnicom od komory silnika, w bagażniku oraz pod samochodem, bo jeśli coś było robione, bądź doszło do wypadku to widać np. przez rdzę, czy źle zrobione spawy wymienionych elementów. Takiego auta lepiej unikać. Jedno tylko zastrzeżenie mam, gdyż ludzie często mylnie określają ściąganie auta w którymś kierunku jako mocnego tłuka. Otóż wystarczy zła regulacja zawieszenia, drążków kierowniczych po wymianie, nie ustawienie zbieżności kół po naprawach, czy po prosu niskie ciśnienie w oponach, by auto zmieniało kierunek. Tu warto się dopytać dokładnie co było robione.
    6) Są auta, które łatwo się przekłada z racji ich konstrukcji (nawet wiązki elektryczne czasem mają odpowiednią długość, by znalazły się po przeciwnej stronie), ale są też auta, które wymagały by zbyt dużej ingerencji w środek by to było opłacalne. Popularne auta kompaktowe albo średniej klasy mogą być przerobione, bo nie jest to takie trudne i drogie, ale klasy wyższej już na pewno nikt nie będzie przerabiał z racji trudnego dopasowania kolorystyki środka i wyposażenia do danego modelu auta (a różnice potrafią być kolosalne). Nie poprawną przeróbkę widać po złych lustrach, złym ustawieniu świateł, źle działających wycieraczkach (zdarza się, że czasem nikt nie zmienia mechanizmu!), fotelach przednich (kierowcy często ma więcej możliwości ustawień i jest zużyty bardziej lewy bok od wsiadania, w przypadku anglika z prawej) i drobnych detalach, które widać od razu. Specjalista to zobaczy bardzo szybko, laik niekoniecznie. Po profesjonalnej przeróbce praktycznie nic nie widać, a auto zachowuje się równie dobrze jak w oryginale. Złą widać z daleka i takich lepiej unikać.
    7) Pominę, bo to jest jakieś zawiłe.
    8) Fałszowanie dokumentacji, pieczątek i podpisów jest karalne. Znaczna większość osób się tego wystrzega, nawet handlarze.
    9) Zdjęciami się nie kupuje samochodów. To jest kwestia bardziej skomplikowana, gdyż każdy zwraca na co innego uwagę patrząc na zdjęcia. Jedni zobaczą ładne, całe, błyszczące auto z ciekawymi kołami, inni zauważą drobne szczegóły, ubytki, defekty itp. jeśli jakość zdjęcia na to pozwoli. Wiadomo, że i tak klient musi zobaczyć auto na żywo.
    10) Montaż instalacji LPG do popularnych aut nie jest skomplikowany i średniej jakości instalacje poradzą sobie z większością silników. Dobry instalator powinien również dać sobie radę z regulacją takiej instalacji. Jeśli tego nie zrobi, to będzie to widoczne w postaci dławienia się, nierównomiernego przyrostu mocy, “strzelaniem” gazu zarówno w kolektorze ssącym jak i w wydechu (tak, zdarza się) i problematycznym uruchomieniem jej (np. dopiero przy bardzo wysokiej temperaturze). Do aut z silnikami, które są bardziej złożone czy z kompresorami/turbosprężarkami, bądź do aut z silnikami V8 i większymi instalacje są bardzo drogie (nawet te kiepskie), więc handlarz takiej nie założy, bo jest to nieopłacalne (komu opłaca się wydać np. na instalacje BRC do V8 przynajmniej 6tys. złotych?).
    Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam. Czy dotrze to do kogoś nie wiem, może się uda przekonać chociaż garstkę ludzi w tym kraju, że realia się zmieniają i jeśli ktoś prowadzi handel i nie chce zniknąć z rynku z hukiem w parę tygodni, nie ma możliwości oszukiwania.

    • Anonim

      1. Mało popularne? Polecam prześledzić ogłoszenia w internecie…
      2. np. stosowanie proszku do układu chłodzenia, przeróbki z nivo na zwykłe amortyzatory, sztukowanie sprężyn itp,itd
      3. Nie chodzi o to, że wymiana tapicerki jest czymś złym, tylko o to, że wymienia się ją aby przekonać do niskiego (nieprawdziwego) przebiegu.
      4. Myślę, że kupując auto nawet za 10-20 tysięcy też warto je sprawdzić. Nie chodzi o wykrycie poważnego uszkodzenia, a potwierdzenie tego co mówi sprzedający. A jeśli chodzi o piankę montażową to ciągle jest w użyciu :P
      5. Jeżeli auto sprzedawane jest jako bezwypadkowe, a posiada wspawaną “ćwiartkę” to coś jest nie tak…
      6. W tym punkcie chodzi, o to, że jaka przeróbka by nie była – nawet świetna – to jest to oszustwo.
      9. Zdjęciami się nie kupuje, ale jest to oszustwo, jeżeli jedziesz 300 km po samochód, bo na zdjęciach wyglądał cudownie, a sprzedawca przez telefon potwierdza idealny stan.
      10. Przykładem może być np. samodzielny montaż instalacji przez handlarza, a podpisanie legalizacji u zaprzyjaźnionego gazownika. Instalacja może być tak ustawiona, że wydaje się, że pracuje dobrze, a okazuje się, że silnik spala 2 razy tyle gazu co benzyny. Tego nie sprawdzisz podczas zakupu.

  • UrodziłemSięWAucie

    Jak czytam takie “profesjonalne” wpisy/artykuły, to praktycznie zawsze brzuch mnie boli ze śmiechu. Sorry, ale co nie co o tym co tu jest napisane wiem i dodam swoje komentarze do punktów:
    1) Korekta przebiegu coraz częściej ma niewielkie znaczenie. Czemu? Są klienci którzy nie kupią auta z małym przebiegiem, bo kto uwierzy, że średniej klasy auto używane przez osobę w średnim wieku przejeździło przez powiedzmy 10-15 lat 100-140tys. kilometrów? Średni roczny przebieg to ok. 25-30tys. kilometrów, więc każdy myślący w to nie uwierzy. Są też tacy, dla który przebieg 100tys. jest nie do zaakceptowania i nie kupią takiego auta, bo jest za duży.
    Kolejna sprawa, to kręcenie liczników nawet przez sprzedawców za granicą. Nie raz spotkałem się z odkryciem właściwego przebiegu podczas diagnostyki świeżo sprowadzonego samochodu.
    2) Takie naprawy były by widoczne od razu. Złe naprawy zawieszenia słychać i czuć. Złe naprawy układu napędowego podobnie. Nieprofesjonalnie to można założyć lampę na drut, ale nie przy mechanice. Jeśli część pasuje do danego auta, to jedyną rzeczą, która może być “nie tak” jest zużycie części np. używanej. Do niektórych auta można również nie dostać nowych części (nawet zamienników) i pozostają tylko używane (do bardziej “egzotycznych” jak typowo amerykańskie wozy z lat 80, czy 90).
    3) Widziałem auta po pierwszych właścicielach i czasem można nie uwierzyć w to, co stało się ze środkiem po przebiegu 100tys. kilometrów. Jak autem jeździł fleja, niechluj, bądź osoba, która ma kilka kilogramów za dużo, to środek potrafi się bardzo szybko zniszczyć. A wymiana tapicerki po powiedzmy 15 latach użytkowania jest raczej wskazana, bo niestety gąbki i sznurki, z których jest robione wypełnienie foteli lub boczków drzwi nie należą do najtrwalszych, zwłaszcza przy zmiennych warunkach pogodowych. Rozbierzcie kilka foteli i sprawdźcie z czego są zrobione, to zrozumiecie dlaczego się je wymienia, bądź naprawia.
    A co złego jest w odkurzeniu, czy wypraniu wnętrza to nie rozumiem. :D
    4) Ja rozumiem sprawdzanie lakieru przy kupnie auta kilkuletniego wyższej klasy za ok. 100tys. złotych, ale nie przy starszych autach z przebiegami po kilkaset tysięcy kilometrów! Logiczne jest, że przy takiej długiej eksploatacji nie można praktycznie uniknąć stłuczki/drobnej kolizji, czy przetarcia, nawet parkingowego. W naszym kraju ludzie nie dopuszczają też możliwości odświeżenia lakieru (zeszlifowanie starej powłoki do podkładu, wyrównanie i wyczyszczenie oraz nałożenie nowej) czy możliwości użycia szpachli do wyrównania powierzchni blachy. Za granicą to jest normalne! Tam co kilka lat się to robi i nikt nie oskarża właściciela auta o złodziejstwo, bo zadbał o lakier. Nawet u nas skończyły się czasy, gdzie Pan Heniu z Panem Krzysiem naprawiali progi pianką poliuretanową, a potem zamalowali całość sprayem do narzędzi ogrodowych. Takie rzeczy widać od razu i wychodzą na wierch po kilku tygodniach, a w tym czasie mogą nawet nie zdążyć sprzedać takiego pojazdu.
    5) Bezwypadkowość. Wypadkiem można nazwać takie uszkodzenie, gdzie została naruszona konstrukcja nadwozia auta, jego strefy zgniotu, punkty szczególnie ważne dla bezpieczeństwa jak słupki dachu, czy podłużnice. Warto przyjrzeć się dachowi, czy nie ma odkształceń przy słupkach i podłużnicom od komory silnika, w bagażniku oraz pod samochodem, bo jeśli coś było robione, bądź doszło do wypadku to widać np. przez rdzę, czy źle zrobione spawy wymienionych elementów. Takiego auta lepiej unikać. Jedno tylko zastrzeżenie mam, gdyż ludzie często mylnie określają ściąganie auta w którymś kierunku jako mocnego tłuka. Otóż wystarczy zła regulacja zawieszenia, drążków kierowniczych po wymianie, nie ustawienie zbieżności kół po naprawach, czy po prosu niskie ciśnienie w oponach, by auto zmieniało kierunek. Tu warto się dopytać dokładnie co było robione.
    6) Są auta, które łatwo się przekłada z racji ich konstrukcji (nawet wiązki elektryczne czasem mają odpowiednią długość, by znalazły się po przeciwnej stronie), ale są też auta, które wymagały by zbyt dużej ingerencji w środek by to było opłacalne. Popularne auta kompaktowe albo średniej klasy mogą być przerobione, bo nie jest to takie trudne i drogie, ale klasy wyższej już na pewno nikt nie będzie przerabiał z racji trudnego dopasowania kolorystyki środka i wyposażenia do danego modelu auta (a różnice potrafią być kolosalne). Nie poprawną przeróbkę widać po złych lustrach, złym ustawieniu świateł, źle działających wycieraczkach (zdarza się, że czasem nikt nie zmienia mechanizmu!), fotelach przednich (kierowcy często ma więcej możliwości ustawień i jest zużyty bardziej lewy bok od wsiadania, w przypadku anglika z prawej) i drobnych detalach, które widać od razu. Specjalista to zobaczy bardzo szybko, laik niekoniecznie. Po profesjonalnej przeróbce praktycznie nic nie widać, a auto zachowuje się równie dobrze jak w oryginale. Złą widać z daleka i takich lepiej unikać.
    7) Pominę, bo to jest jakieś zawiłe.
    8) Fałszowanie dokumentacji, pieczątek i podpisów jest karalne. Znaczna większość osób się tego wystrzega, nawet handlarze.
    9) Zdjęciami się nie kupuje samochodów. To jest kwestia bardziej skomplikowana, gdyż każdy zwraca na co innego uwagę patrząc na zdjęcia. Jedni zobaczą ładne, całe, błyszczące auto z ciekawymi kołami, inni zauważą drobne szczegóły, ubytki, defekty itp. jeśli jakość zdjęcia na to pozwoli. Wiadomo, że i tak klient musi zobaczyć auto na żywo.
    10) Montaż instalacji LPG do popularnych aut nie jest skomplikowany i średniej jakości instalacje poradzą sobie z większością silników. Dobry instalator powinien również dać sobie radę z regulacją takiej instalacji. Jeśli tego nie zrobi, to będzie to widoczne w postaci dławienia się, nierównomiernego przyrostu mocy, “strzelaniem” gazu zarówno w kolektorze ssącym jak i w wydechu (tak, zdarza się) i problematycznym uruchomieniem jej (np. dopiero przy bardzo wysokiej temperaturze). Do aut z silnikami, które są bardziej złożone czy z kompresorami/turbosprężarkami, bądź do aut z silnikami V8 i większymi instalacje są bardzo drogie (nawet te kiepskie), więc handlarz takiej nie założy, bo jest to nieopłacalne (komu opłaca się wydać np. na instalacje BRC do V8 przynajmniej 6tys. złotych?).
    Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam. Czy dotrze to do kogoś nie wiem, może się uda przekonać chociaż garstkę ludzi w tym kraju, że realia się zmieniają i jeśli ktoś prowadzi handel i nie chce zniknąć z rynku z hukiem w parę tygodni, nie ma możliwości oszukiwania.

    • Anonim

      1. Mało popularne? Polecam prześledzić ogłoszenia w internecie…
      2. np. stosowanie proszku do układu chłodzenia, przeróbki z nivo na zwykłe amortyzatory, sztukowanie sprężyn itp,itd
      3. Nie chodzi o to, że wymiana tapicerki jest czymś złym, tylko o to, że wymienia się ją aby przekonać do niskiego (nieprawdziwego) przebiegu.
      4. Myślę, że kupując auto nawet za 10-20 tysięcy też warto je sprawdzić. Nie chodzi o wykrycie poważnego uszkodzenia, a potwierdzenie tego co mówi sprzedający. A jeśli chodzi o piankę montażową to ciągle jest w użyciu :P
      5. Jeżeli auto sprzedawane jest jako bezwypadkowe, a posiada wspawaną “ćwiartkę” to coś jest nie tak…
      6. W tym punkcie chodzi, o to, że jaka przeróbka by nie była – nawet świetna – to jest to oszustwo.
      9. Zdjęciami się nie kupuje, ale jest to oszustwo, jeżeli jedziesz 300 km po samochód, bo na zdjęciach wyglądał cudownie, a sprzedawca przez telefon potwierdza idealny stan.
      10. Przykładem może być np. samodzielny montaż instalacji przez handlarza, a podpisanie legalizacji u zaprzyjaźnionego gazownika. Instalacja może być tak ustawiona, że wydaje się, że pracuje dobrze, a okazuje się, że silnik spala 2 razy tyle gazu co benzyny. Tego nie sprawdzisz podczas zakupu.

    • Iriad

      bingo prawie cała prawda

  • Dryu

    Ojciec kupił parę lat temu Toyotę Avensis Combo w normalnym komisie nie jakimś szemranym,auto według zapewnień było cud,miód i orzeszki,tylko po roku jazdy okazało się,że silnik pękł na łączeniach i sprzedawca zamiast wymienić silnik to po prostu nawiercił nowe dziur na śruby i spiął silnik a resztę uszczelnił,co oczywiście długo nie wytrzymało i trzeba było kupić nowy silnik,ot taka “wada ukryta”.

  • Dryu

    Ojciec kupił parę lat temu Toyotę Avensis Combo w normalnym komisie nie jakimś szemranym,auto według zapewnień było cud,miód i orzeszki,tylko po roku jazdy okazało się,że silnik pękł na łączeniach i sprzedawca zamiast wymienić silnik to po prostu nawiercił nowe dziur na śruby i spiął silnik a resztę uszczelnił,co oczywiście długo nie wytrzymało i trzeba było kupić nowy silnik,ot taka “wada ukryta”.

  • W-i-o-l-a-n

    Szukając auta unikajcie zagazowanych, jazda na gazie jednak szkodzi silnikowi tym bardziej gdy w zimę każdy czeka żeby jak najszybciej przełączyć na gaz by jak najszybciej “oszczędzać”. na gazownikach każdy na wyższych obrotach śmiga żeby miał jakoś siłę.
    zgazowany samochód nie MPI to duża strata mocy a jak widzę oferty seicent 900 na http://www.wiolan.pl to ręce załamuje że ktoś jeszcze wystawia na giełde samochodową

  • W-i-o-l-a-n

    Szukając auta unikajcie zagazowanych, jazda na gazie jednak szkodzi silnikowi tym bardziej gdy w zimę każdy czeka żeby jak najszybciej przełączyć na gaz by jak najszybciej “oszczędzać”. na gazownikach każdy na wyższych obrotach śmiga żeby miał jakoś siłę.
    zgazowany samochód nie MPI to duża strata mocy a jak widzę oferty seicent 900 na http://www.wiolan.pl to ręce załamuje że ktoś jeszcze wystawia na giełde samochodową

    • Eustachy

      Głupoty gadasz. Nowe instalacje są już tak dopracowane, że spalanie jest minimalnie gorsze bądź takie same. Jeśli ktoś ma dobrą instalację, zamontowaną w fachowym miejscu + silnik który ma dobrą żywotność to z gazem czy bez będzie tak samo dobrze służył. Przykładem może być chociażby toyota corolla z 2002r. która jest zagazowana bodaj 7 lat i do dzisiaj jeździ bez jakichkolwiek napraw. Jedyny poważny jak dla mnie minus to mały zasięg bo na pełnej butli gazu (30l w kole zapasowym) auto przejeżdża około 300km. Czyli jadąc w dłuższą trasę trzeba robić 2-3 tankowania.

  • Iriad

    firma NOWICKI w Kolbuszowej na Podkarpaciu broń was boże przed ich usługami
    jeżeli nie potrafią naprawić auta albo nie zgodzisz się na ich cenę naprawy potrafią zdewastować twoje auto

    • Marcopoloo

      Jestem zdruzgotany ich usługą,a dokładnie ich niechlujstwem.Mianowicie zleciłem malowanie samochodu u Nowickich – PRZYSZLI KLIENCI TRZYMAJCIE SIĘ Z DALEKA OD ICH “USŁUG” !!!!! Wymienię kilka uwag ( chyba musiałbym napisać książkę ) : termin malowania 2 razy przekroczony, części które zdemontowali po prostru wrzucili bezpośrednio na tapicerkę-nie zabezpieczyli niczym, niektóre elementy nie były pomalowane-widoczne po pastowaniu kilka ziarenek piasku(?)-miejscami farba jakby się zlewała , listwy od drzwi były zamocowane za pomocą lepiku (? – jakiegoś środka ) a powinny być przykręcone ! , kilka usterek technicznych ( co miało wspólnego z malowaniem ? ) takie jak samochodu nie zamknie pilotem,ABS nie działa . Także sprawę ich “usługi” zgłoszę do rzecznika konsumenta a potem założę sprawę sądową !!!

  • Sharpeek

    Wszyscy wiedzą, że komisy i handlarze kupują wraki, picują je i sprzedają jako nowe auta. Wszyscy wiedzą, że cofane są liczniki. I co? I nic. kupują w komisach i potem płacz. Opiszę wam mój przypadek. Mam do sprzedania samochód, swój, sam sobie sprowadziłem, zrobiłem u mechanika wszystko, mam dokumentację samochodu, dbałem o niego. Jeżdżę około 25 tys rocznie, więc auto ma przejechane obecnie 200kkm. Jest już trochę nadgryzione przez rudego (normalne bo ma 12 lat). Wystawiłem na aukcję, dałem cenę niższą od komisowej o 3 tys PLN. Nic nie tuszowałem, jak stał tak chciałem sprzedać.Po prostu już go nie potrzebowałem, kupiłem drugi. I co? Ano to, że każdy kto przychodził (przyjeżdżał) zobaczyć auto od razu wyskakiwał z tekstem: “ojej, jaka rdza na błotniku”, “ojej a tutaj zarysowane, ojej”… Mówię, że samochód jest w użytkowaniu, nie picuję go bo mi nie zależy aż tak na jego wyglądzie zewnętrznym, silnik i podzespoły sprawne, dół bez zarzutu, ale co tam… Przecież u nas kupuje się oczami. Do tej pory (sprzedaję od pół roku) nie ma chętnego. Cenę opuściłem jeszcze niżej ale cały czas i tak jest źle, bo rdza… Dałem sobie spokój, jeżdżę nim od nowa, nowy dałem żonie. Polacy czytają o picowanych przekładkach z Anglii, złomach z Niemiec ale i tak je kupują bo handlarz umyje, wyczyści środek i poszpachluje i o to chodzi. Z zewnątrz ładny to i jeździć będzie…

  • Henryk

    Kilka lat temu kupiłem w Holandii Fiata Scudo (długo szukałem aż w końcu znalazłem).2000/ 1.9 z 104tyś km ( faktyczne kilometry ).Cóż samochód lekko brudny,niepicowany,brak ściany działowej,ale silnik IGŁA .handlarz nie chciał spuścić z ceny.Więc po kilku dobrych dniach namysłu kupilem i przerejestrowałem w pazdzierniku 2008.Teraz ma przejechane 250 tyś i chodzi jak brzytwa tzn.odpalam go i cisnę nonstop 650km do granicy z Holandii nastepnie szybkie tankowanie ( ok.10 min ) i znowu 350km do domu.Po takim wysiłku daje mu odpocząć.Czas przejazdu Scudem z NL do domu to 8 godzin 40 min.
    Jak kupuje auto to patrzę najpierw na silnik a nie na karoserię.Już się ożeniłem a za samochód nie warto wychodzić !!!! bo będzie GWARANTOWANA załamka. pozdrawiam .

  • kamil

    Dorzucam jeszcze info na temat sztuczek stosowanych przez nieuczciwych handlarzy np. Turków w Niemczech, albo samozwańczych “importerów”, którzy chcą zarobić na niewiedzy szarego Kowalskiego. Dobry poradnik na co też zwracać uwagę przy zakupie sprowadzanych aut: http://www.poradnik-pewneauto.pl/

  • czyszczenieauta

    Czyszczenie samochodu, zarówno wewnątrz jak i zewnątrz nie ma nic wspólnego z próbą oszukania potencjalnego Klienta. To powinien być standard, zarówno wśród handlarzy jak i indywidualnych sprzedawców.
    Pozdrawiam | http://www.czyszczenieauta.pl

  • klopsik

    ja już tyle razy zawiodłem się na tradycyjnym handlu, że więcej nie mam zamiaru korzystać z takiego szajsu. jeśli mam kupować auto to albo od znajomych albo z salonu. jeśli mam sprzedawać to też tylko znajomym albo http://otoskup.pl/ / moj znajomy sprowadza samochody z niemiec i sprzedaje w polsce, sam wiem jak ten proces przebiega, wiec dobrze wam radze, nie dajcie sie na to nabrac. auto nie bite? no jasne :) i pewnie tez nie jezdzone. – pomijajac przejazd z salonu do garazu, bo oczywiscie pierwszy wlasciciel.

  • adam

    Jeszcze jedno nie kupujcie auta po powodziach z niemiec a w szczególności z saxoni

  • Marta

    Dlatego ja sprawdzam VIN w płatnych serwisach. To już jest szczyt wszystkiego….. nie wiem czy ktoś słyszał o autobazie – jeśli nie to polecam. Może przyczynię się do tego, że ktoś się nie “natnie”…

  • Anna N

    Ja polecam sprawdzić numer VIN gdzieś w serwisie płatnym czy bezpłatnym. Bezpłatny jest gov a z płatnych polecam autobaze – korzystam z płatnych akurat

  • Katarzynawawerska Wawerska

    Witam kupiłam samochod w auto-handel w Woli niepodal Pszczyny,Pan ukryl przedemna mnostwo ukrytych wad jestem do tylu 4.300 auto volvo v40 nadaje sie na zlom,dalam sie oszukac,niestety czlowiek uczy sie na bledach czasem dosc kosztownych….

Tagi: bezwypadkowość, grubość lakieru, handlarz samochodowy, handlarze, komis, naprawy, oszustwa, powłoka lakiernicza, sztuczki
Zmiany w sposobie likwidacji szkód - trzy postulaty branży motoryzacyjnej
Zmiany w sposobie likwidacji szkód - trzy postulaty branży motoryzacyjnej

Zamknij